Przeprowadzony bardzo fachowo piątkowy zamach na Newski Ekspres to znak, że
Rosja stanęła w obliczu groźnego niebezpieczeństwa. Skąd ono przyszło, prowadzący śledztwo tylko zgadują.
Według jednej wersji śledztwa ślady zamachowców prowadzą na Kaukaz. Według innej sprawcy to skrajni nacjonaliści.
Luksusowy Newski Ekspres trasę z Moskwy do St. Petersburga pokonuje w 4,5 godziny, czyli prawie dwa razy szybciej niż pociągi pospieszne. Zwykli Rosjanie nim nie podróżują, także dlatego, że najtańszy bilet na ten pociąg kosztuje 3200 rubli (300 zł), a więc znacznie drożej niż bilet na samolot.
Celem piątkowego zamachu byli "piterscy". I terroryści trafili celnie. Wciąż nie wiadomo, jaka jest ostatecznie liczba ofiar zamachów. W niedzielę według oficjalnych danych wynosiła ona 25 osób, wcześniej jednak ratownicy mówili o 39 zabitych. Wiadomo, że wśród ofiar śmiertelnych jest dwóch urzędników rangi ministerialnej - szef Agencji Rezerw Federalnych Borys Jewstrakitow i prezes państwowego koncernu Rosyjskie Drogi Siergiej Tarasow. Wśród zabitych i ciężko rannych są także wysokiej rangi oficerowie armii oraz dziennikarze.
Terroryści, którzy podłożyli pod torowisko dwie bomby i zdetonowali jedną z nich pod lokomotywą pędzącego z szybkością 200 kilometrów na godzinę pociągu, przygotowali zamach i przeprowadzili go perfekcyjnie.
Najwyraźniej przygotowywali się do niego od dawna. Oktiabrska Zeleznaja Doroga (czyli Kolej Październikowa) - łącząca dzisiejszą i dawną stolice Rosji - jest bardzo ruchliwa. Co kilka minut przejeżdżają nią kolejne składy. Zamachowcy, chcąc, by nie zauważyli ich maszyniści, musieli - wykorzystując bardzo krótkie przerwy w ruchu - wydrążyć w szutrowym nasypie dwie spore jamy, założyć w nich miny i wszystko to dobrze zamaskować.
Zrobili to znakomicie. Drugi ładunek, podłożony 1,5 m od pierwszego, eksplodował dopiero w sobotę - 17 godzin po katastrofie - i przez ten czas ani ratownicy, ani eksperci służb specjalnych, badający miejsce tragedii, go nie zauważyli.
Pierwsza mina o sile równej 7 kg trotylu wybuchła w tym ułamku sekundy, kiedy przelatywała nad nią rozpędzona lokomotywa ekspresu, a więc dokładnie wtedy, kiedy powinna.
Rosja zastanawia się, jaka organizacja podziemna dysponuje dziś takimi możliwościami organizacyjnymi i takimi saperami, którzy potrafiliby przeprowadzić tak koronkową akcję. Media, powołując się na prowadzących śledztwo, zgadują, że zamachu mógł dokonać Paweł Kosołapow, były słuchacz szkoły oficerskiej w Rostowie nad Donem, który wiele lat temu przeszedł na islam i dołączył do walczących przeciw Rosji Czeczenów.
To Kosołapow jest uważany za sprawcę wielu zamachów bombowych w całej Rosji, m.in. wykolejenia 13 sierpnia 2007 r. tego samego Newskiego Ekspresu. Wtedy nikt nie zginął, ale rannych zostało 60 osób. Kosołapow nie został wówczas ujęty i do dziś jest poszukiwany listem gończym.
Podejrzana o piątkowy zamach jest także skrajnie nacjonalistyczna organizacja Combat 18, która jeszcze w sobotę przyznała się do wysadzenia pociągu.
Andriej Sołdatow, moskiewski ekspert od służb specjalnych i redaktor naczelny witryny internetowej Agentura.ru, powiedział "Gazecie", że piątkowy zamach jest podobny do tego sprzed dwu lat. - Wykonawcy jednak przez ten czas zrobili ogromny postęp. Udoskonalili mechanizm zapalnika uruchamianego podmuchem rozpędzonej lokomotywy i starannie dobrali ilość materiału wybuchowego - mówi Sołdatow.
Zdaniem eksperta Kosołapow jest saperem bardzo wysokiej klasy. Saperskiej profesji uczył się u dowódców podziemia czeczeńskiego, takich jak Szamil Basajew czy Chattab uważany za kaukaskiego mistrza pirotechniki.
- Przywódca bojowników czeczeńskich Doku Umarow jeszcze półtora roku temu zapowiadał, że jego ludzie zmieniają taktykę i teraz małymi grupami będą dokonywać zamachów terrorystycznych na terytorium Rosji. W Moskwie nikt nie zwrócił uwagi na te słowa, a być może teraz one zaczynają się sprawdzać - przypomina Sołdatow.
Ekspert zwraca uwagę, że również nielegalne organizacje utranacjonalistyczne szybko doskonalą metody walki z władzą, którą jego aktywiści uważają za kosmopolityczną. - Oni posługują się już nie tylko kijami bejsbolowymi czy nożami. Mają też broń palną, mają też ponoć jakiegoś znakomitego sapera, który walczył na Bałkanach - twierdzi Sołdatow.
Natomiast znana publicystka Julia Łatynina przestrzega, że Rosja stanęła w obliczu niebezpieczeństwa tym bardziej groźnego, że jej milicja i służby specjalne są dziś skorumpowane i zdemoralizowane, nie są więc w stanie skutecznie sprzeciwić się profesjonalnie działającym terrorystom.