http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Włoska wojna o Berlusconiego i mafię

Tomasz Bielecki
2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2009-11-29 17:38

Silvio Berlusconi
Silvio Berlusconi
Fot. ALESSANDRA TARANTINO AP

Czy Silvio Berlusconi i władze Włoch negocjowały rozejm z Cosa Nostrą w latach 90.? - Żądamy ujawnienia warunków kompromisu. I podania nazwisk urzędników, którzy godzili się na te rozmowy, a dziś są nadal w rządzie - apeluje były sędzia Antonio Di Pietro.

Negocjacje między ojcami chrzestnymi sycylijskiej mafii oraz wysłannikami władz i elit politycznych długo uchodziły we Włoszech za hobby miłośników teorii spiskowych. Kiedy jednak prokuratorzy wznowili niedawno śledztwa w sprawie kilku zamachów mafijnych w Rzymie, Florencji, Mediolanie oraz na Sycylii w latach 90., zaczęły wychodzić na jaw coraz liczniejsze przesłanki, które - zdaniem części włoskich mediów - mogą potwierdzać fakt potajemnych rokowań.

Skąd pomysł na paktowanie z mafią? Krwawa wojna sycylijskiej mafii z władzami oraz szeroko zakrojone śledztwa antykorupcyjne, które skompromitowały establishment (operacja "Czyste ręce" Antonia Di Pietro), groziły całkowitą destabilizacją państwa w latach 1992-94. Dlatego wśród włoskich elit miał się wówczas pojawić postulat ratowania I Republiki poprzez szybkie zamknięcie jednego z "frontów", czyli rozejm z mafią.

Skruszony mafijny pirotechnik Gaspare Spattuzza, który współpracuje z prokuraturą od 2008 r., miał - zdaniem kilku włoskich gazet - zeznać niedawno, że Silvio Berlusconi wraz ze współpracownikiem Marcellem Dell'Utrim mieli dobić targu z Cosa Nostrą podczas spotkania w weneckim barze w 1994 r.

- To absurd. Wciąż słyszymy te opowieści mafijne, które przyprawiają nam gębę za granicą. Udusiłbym autorów serialu "Ośmiornica" i książek rozsławiających mafię - wściekał się przedwczoraj premier Silvio Berlusconi.

Choć prokuratura zapewnia, że Berlusconi nie jest ani podejrzanym, ani świadkiem w sprawach związanych z pirotechnikem Spattuzzą, to zeznania mafioso rozpętały medialną bitwę o historię lat 90.

Opozycyjni publicyści odświeżają dawne oskarżenia, że elementem umowy z mafią był nie tylko jej powrót do "zwyczajnego biznesu" (zwykle zabijała tylko niepokornych przedsiębiorców oraz zdrajców w swych szeregach) czy zaprzestanie zamachów na prokuratorów i polityków na Sycylii oraz w kontynentalnej części Włoch, ale również jej finansowy wkład w medialne imperium Berlusconiego, który został premierem w 1994 r.

- Skandaliczne oszczerstwo. Będziemy bronić dobrego imienia przed sądem - ogłosił wczoraj koncern Berlusconiego, który zamierza pozwać m.in. centrolewicowy dziennik "La Repubblica" szeroko opisujący sprawę Spattuzzy.

Jeśli doszło do negocjacji między mafią i światem wielkiego biznesu i polityki (w osobie Berlusconiego bądź innych polityków) w latach 90., to musiałyby one - byłby to najbrudniejszy element tej gry - toczyć się równocześnie z zamachami terrorystycznymi z 1993 r., które dla Cosa Nostry mogły być swoistym narzędziem negocjacyjnym w rozmowach ze światem polityki.

Opozycja ma nadzieję, że prawdę o latach 90. pomoże wyjaśnić zaczynający się w grudniu proces apelacyjny Dell'Utriego, którego sąd w pierwszej instancji skazał w 2004 r. na dziewięć lat za współpracę z mafią. Dell'Utri od tego czasu dwa razy zdobył mandat w parlamencie, jest teraz senatorem i pozostaje z najbliższym kręgu doradców Berlusconiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':