http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Policja wierzy policji

Piotr Machajski
2009-11-28, ostatnia aktualizacja 2009-11-28 11:28

- Nie mamy obiektywnych informacji, że ktoś był bity, czy źle traktowany przez konkretnego funkcjonariusza - zapewnia szef stołecznej policji.

Nasi rozmówcy z policji podkreślają, że manifestanci z ONR zachowywali się spokojnie. Prawo złamali ich przeciwnicy.

- Trudno nie nazwać słusznym protestu przeciw faszyzmowi - przyznaje mł. insp. Robert Bałdys, wiceszef stołecznej policji. - Ale - dodaje zaraz - protestujący nie mogą działać w myśl zasady: cel uświęca środki. To policja jest od tego, by ocenić, czy jakieś działanie jest nielegalne, czy jest przestępstwem. Nie uczestnicy pikiety.

Tłumaczy, że w akcji ochrony obu legalnych manifestacji 11 listopada uczestniczyło kilkuset policjantów. Przede wszystkim z oddziału prewencji, ale byli też tajniacy.

Akcją dowodził mł. insp. Sławomir Piekut, wiceszef śródmiejskiej policji. Bałdys: - Najważniejsze dla nas było nie dopuścić do konfrontacji. I to się udało.

Bałdys i Piekut wyliczają winy protestujących: na Senatorskiej zajęli pas ruchu, usiłowali zakłócić przejście legalnego marszu, biegli gromadą przez park Saski, zagrażając spacerowiczom, wreszcie skopali policjanta, który podczas akcji upadł na chodnik.

Piekut podkreśla, że wszyscy podejrzani o naruszenie nietykalności cielesnej policjantów zostali zatrzymani "na gorącym uczynku". - W większości przypadków próbowali przedrzeć się przez policyjny kordon - mówi.

- Czy macie pewność, że zatrzymano tych, którzy popełnili przestępstwo? - pytam.

Bałdys: - Taką pewność będę miał, gdy te osoby zostaną skazane prawomocnym wyrokiem. Ale mieliśmy uzasadnione podejrzenie, a to wystarczy, by policja mogła działać.

Dowodami przestępstwa są tylko zeznania policjantów. W niektórych przypadkach także nagrania wideo.

Piekut: - Naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie funkcjonariusza to przestępstwa ścigane z urzędu. Policjant nie może udawać, że nikt go nie kopnął ani nie obrzucił obelgami. Musi zareagować.

Antyfaszyści twierdzą, że policja była brutalna. Że to oni byli atakowani przez funkcjonariuszy, także tych nieumundurowanych. - Nie zgadzam się z tym zarzutem. Byłem na miejscu i uważam, że policjanci nie byli brutalni. Praktycznie nie było przypadków użycia siły, gazu czy pałek. Jedynie w przypadku zatrzymania podejrzanych o popełnienie konkretnych przestępstw. - mówi Piekut.

A co z zarzutami o złe traktowanie zatrzymanych na komendzie?

Bałdys: - Uważam te zarzuty za szeroko rozumiane prawo do obrony. Nie wierzę w nie. Nie mamy żadnych obiektywnych informacji, że ktoś był bity czy źle traktowany. Uczymy naszych podwładnych, by na komendzie starali się rozładowywać, ostudzić emocje, a nie je eskalować. Zresztą dziś przy takich środkach techniki jak pluskwy montowane w paskach policjanci są wyczuleni na to, jak się zachowywać, uważają na każde słowo.

Piekut: - Po zakończonej manifestacji pod komendę przyszło 50 osób poskarżyć się na działania policji. Powiedziałem: zapraszamy. Ale nikt się nie zdecydował.

Bałdys: - Dopiero dziewięć dni po manifestacji wpłynęła pierwsza skarga. Bo inaczej się oskarża kogoś w rozmowie z dziennikarzem, a inaczej, kiedy trzeba to powiedzieć do protokołu, pod groźbą odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.

Z 14 zatrzymanych osób 8 postawiono zarzuty. Niektórym po kilka. •  Za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza odpowiedzą cztery osoby; •  za siłowe utrudnianie czynności służbowych - trzy; •  za znieważenie policjantów - dwie; (jedna za zniszczenie policyjnej kamery; •  jedna za nielegalne posiadanie marihuany.

Prokuratura wszczęła śledztwa w sprawie:•  naruszenia nietykalności cielesnej policjantów na ul. Senatorskiej, Niecałej, przy rondzie de Gaulle'a i pod pomnikiem Dmowskiego; •  czterech podejrzanych kartonowych paczek przy ul. Senatorskiej i przy pl. Zamkowym, czyli przy trasie przemarszu ONR. Miały nakreślone czarnym markerem napisy: „No pasaran" i „Nie dotykać". To właśnie te paczki były powodem, zmiany trasy ONR. Potem okazało się, że w środku były papiery i butelki. Już po znalezieniu paczek jeden z patroli zauważył na Senatorskiej dwóch młodych ludzi ukrywających się w bramie na widok radiowozu. Policja weszła do bramy. Było tam siedem osób. Przy jednej znaleziono czarny marker. Wszyscy zostali zatrzymani, ale po przesłuchaniach zwolnieni. Jednej osobie postawiono zarzut posiadania porcji marihuany. Czy to ktoś z tej siódemki zostawił paczki? Policja czeka na wyniki badań odciski palców i DNA; •  nawoływania do nienawiści i propagowania faszyzmu przez uczestników marszu ONR. To śledztwo wszczęto po doniesieniach medialnych - ma wyjaśnić, czy ONR-owcy pod pomnikiem Dmowskiego wykonywali gest faszystowskiego pozdrowienia. Trzeba przesłuchać wszystkich policjantów ochraniających pochód i innych świadków, przejrzeć zapisy z różnych kamer monitoringu i telewizji. Na koniec będzie musiał wypowiedzieć się biegły. Jeden z policjantów wspomina: - Mieliśmy kiedyś taką sprawę na stadionie Legii. Kibole wywiesili znaki nawiązujące do faszyzmu. Ale biegły orzekł, że to nie jest propagowanie faszyzmu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':