http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Uwaga, Lech jeszcze dłużej

Renata Grochal, Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
2009-11-28, ostatnia aktualizacja 2009-11-28 19:40

Czy PiS zgodzi się na zmiany w konstytucji w zamian za przedłużenie prezydentury Lecha Kaczyńskiego? Nad tym scenariuszem trwa dyskusja w kuluarach rządu Tuska i Sejmu

Lech Kaczyński
Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta
Lech Kaczyński

Tusk wspólnikiem Kaczyńskich? - komentarz Piotra Stasińskiego



Po co Donald Tusk nagle wyskoczył ze zmianą konstytucji odbierającą prezydentowi weto i wzmacniającą premiera? I jak wyobraża sobie uchwalenie jej już w przyszłym roku? Przecież bez PiS jest to nierealne - potrzeba dwóch trzecich głosów w Sejmie.

Jeśli ludzie Tuska nie mają pomysłu, jak do tego przekonać braci Kaczyńskich, to deklaracja premiera jest czystym zabiegiem propagandowym, by odwrócić uwagę od kłopotów rządu. A może jednak ludzie Tuska myślą o porozumieniu z PiS?

- Obecny prezydent pozostałby dłużej na stanowisku, np. rok, dwa, bo w nowej konstytucji kadencja byłaby dłuższa niż dziś - ten zaskakujący scenariusz nakreślił nam polityk PO. Inny współpracownik premiera twierdzi, że sygnał w sprawie takiego porozumienia przyszedł od braci Kaczyńskich.

Dlaczego PiS miałby się zgodzić, skoro ma własny projekt wzmacniający prezydenta na wzór francuski? Tusk chce, by prezydenta, pozbawionego prawa weta, wybierało Zgromadzenie Narodowe.

Według naszego rozmówcy Kaczyńscy obawiają się porażki w wyborach prezydenckich w 2010 r. i parlamentarnych w 2011 r. - Po tych dwóch porażkach Zbigniew Ziobro może rozpocząć ofensywę, żeby przejąć ich partię - mówi polityk PO.

Stąd pomysł, by Kaczyński był dłużej prezydentem. Tusk natomiast chciałby pozostać premierem także po zwycięstwie PO w wyborach do Sejmu. A osłabiony prezydent nie blokowałby mu ustaw.

- Byłbym nawet skłonny głosować na Lecha Kaczyńskiego, jeśli miałby być prezydentem, który byłby tylko notariuszem i reprezentował Polskę na zewnątrz - powiedział w TVN 24 poseł PO Sebastian Karpiniuk.

Niechętny takiemu porozumieniu jest b. wicepremier, szef klubu PO Grzegorz Schetyna: - Niemożliwe, by PO zgodziła się na przedłużenie kadencji Lecha Kaczyńskiego albo poparła jego kandydaturę na kolejną kadencję. To byłoby kompletnie niezrozumiałe dla naszych wyborców - mówi "Gazecie".

- To całkowicie zaciera to, co robiliśmy przez cztery lata, budując tożsamość na odróżnianiu się od PiS - uważa Janusz Palikot, wiceszef klubu PO.

Jednak Schetyna i inni ważni politycy Platformy mogą być zainteresowani tym, by do zmian w konstytucji nie doszło i Tusk został prezydentem. Wtedy dzieliliby schedę po Tusku - w partii lub w rządzie.

Spytaliśmy o to wszystko Michała Boniego, szefa doradców premiera. Powiedział tylko: - Potrzebna jest rzetelna analiza dotycząca usprawnienia relacji między premierem a prezydentem, abstrahująca od bieżących spraw. A obok analizy merytorycznej jest jeszcze kalkulacja polityczna.

Czy w tej kalkulacji możliwe jest porozumienie z PiS i wydłużenie kadencji prezydenta? Boni nie odpowiada - bo "to już jest domena polityki parlamentarnej, a on się tym nie zajmuje".

- Gdybyśmy się zgodzili na propozycje Donalda Tuska, nawet gdyby kadencja Lecha Kaczyńskiego miała zostać przedłużona, zapłacilibyśmy za to zbyt wysoką cenę - twierdzi wiceprezes PiS Adam Lipiński, prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego. - Moglibyśmy stracić poparcie sporej części elektoratu. Opinia publiczna nie jest przygotowana na tak radykalne zmiany w konstytucji i chce wybierać prezydenta w wyborach bezpośrednich. Poza tym nieufność między obu partiami jest tak duża, że zawarcie takiego porozumienia byłoby bardzo trudne.

Ale sam szef PiS przyznał, że zmiany w konstytucji są potrzebne.

- To oczywiste, że pierwsze reakcje będą negatywne, ale może opinia publiczna oswoi się z tym i zaakceptuje kompromis w sprawie konstytucji. A jak kompromis, to trzeba pójść na ustępstwa wobec przeciwnika - mówi nieoficjalne jeden z polityków PO.

Gdyby do porozumienia z PiS nie doszło, to Tusk wystartuje na prezydenta. Po jego zwycięstwie - jak mówi się w Platformie - premierem do wyborów parlamentarnych zostanie pewnie Jan Krzysztof Bielecki. A po wygranej PO w 2011 r. - być może Schetyna.

Klub PO zamierza już w przyszłym tygodniu złożyć w Sejmie projekt konstytucji, by rozpocząć formalną dyskusję. Dzięki temu zaczyna biec kalendarz koniecznych terminów. Ekspert rządowy wylicza, że ewentualne referendum zatwierdzające zmiany w konstytucji odbyłoby się we wrześniu 2010 r., czyli przed wyborami prezydenckimi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 115 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    68 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':