Dla "Gazety"
Halina Bortnowska filozof, publicystka
przewodnicząca rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
- Spodziewałam się głosu biskupów w sprawie wyroku w Strasburgu, ponieważ w Polsce rozpoczęła się publiczna debata na jego temat. Wyrok wprost Polski nie dotyczy, dotyczy tej konkretnej włoskiej szkoły i nie oznacza wcale, że Trybunał już coś nakazuje całej Europie, ale z pewnością daje jakieś wytyczne i wskazówki.
Dobrze, że ten głos biskupów jest relatywnie łagodny i spokojny. Nie jest jednak prawdziwym przyczynkiem do dialogu, który musi się w Polsce odbywać. Biskupi mówią o prawach większości, które są zagrożone przez mniejszość. Ale większość zawsze jest w jakimś sensie zagrożona przez mniejszość, bo nie może bezkarnie zagarniać dla siebie całej przestrzeni publicznej, a tym bardziej państwowej. Krzyże w instytucjach publicznych są dziś rodzajem państwowego mebla, fragmentem godła, a nie symbolem wolności.
Pamiętam doskonale czasy, gdy znak krzyża był symbolem obrony naszej tożsamości, różnicy między tym, kim chcemy być, a co się nam narzuca. Było jednak jasne, że gdy odzyskamy wolność i prawo samostanowienia, ta era się skończy - będą w Polsce różni obywatele z równymi prawami.
Krzyże należy nosić, a nie zawieszać tam, gdzie będą komuś przeszkadzały czuć się u jak u siebie w domu, gdy jest to również jego dom. Mają świecić sumieniom, ale nie krzywdzić nikogo swoją obecnością. Taką sytuację mieliśmy na Żwirowisku w Auschwitz. W pewnym sensie cała Polska jest takim Żwirowiskiem.
Biskupi powołują się na to, że krzyż jest elementem wielu odznaczeń. Niestety, Krzyża Żelaznego także, przypominając o napisie: "Gott mit uns" na klamrach pasów niemieckich żołnierzy. Nie mówię, że trzeba zmieniać kształt odznaczeń, ale nie należy jednak używać tego przykładu jako argumentu w dyskusji. Takie zeświecczenie krzyża boli chrześcijan innych wyznań.