http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosja choruje na AIDS

Sławomir Zagórski
2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2009-11-27 19:48

Dziś lepiej zakazić się wirusem HIV w Malawi czy Botswanie niż w Kaliningradzie czy Petersburgu

Członek organizacji FrontAIDS wspierającej osoby zarażone wirusem HIV
protestuje
przeciwko
zmowie
przedstawicieli
rosyjskiego
rządu i firm
farmaceutycznych.
Moskwa,
28 listopada
2006 r.
Fot. DENIS SINYAKOV AFP
Członek organizacji FrontAIDS wspierającej osoby zarażone wirusem...
ZOBACZ TAKŻE
Niespełna miesiąc temu w Moskwie odbyła się III regionalna konferencja o AIDS. Specjaliści, naukowcy, działacze oceniali sytuację epidemiologiczną w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i byłego ZSRR, głównie w Rosji i na Ukrainie, bo tam toczy się dziś najostrzejsza walka z HIV.

Mimo niektórych optymistycznych informacji dwa najważniejsze wnioski płynące z konferencji są mocno niepokojące. Rosja jest jednym z niewielu państw na świecie, gdzie epidemia się rozkręca, i to szybko. Poziom opieki nad osobami dotkniętymi HIV jest w Rosji wciąż dramatycznie niski. Lepiej dziś zakazić się wirusem w subsaharyjskiej Afryce niż w Federacji Rosyjskiej. Znacznie większą szansę na leczenie ma dziś bowiem mieszkaniec Botswany czy Malawi niż Kaliningradu czy Petersburga! Afryka leczy dziś już ok. 44 proc. potrzebujących, cały świat - ok. 42 proc. (Polska de facto wszystkich), Rosja zaledwie 23 proc. Wszystko to w czasie, gdy krzywe nowych zakażeń i zgonów pną się w górę.

Według danych z czerwca 2008 r. w Rosji oficjalnie stwierdzono 433 tys. 827 przypadków zakażenia się HIV (dane szacunkowe mówią o 940 tys. na 140 mln obywateli). W latach 2001-07 liczba osób żyjących z HIV/AIDS na obszarze, którego dotyczyła konferencja, wzrosła o 870 tys., z czego aż 66 proc. przypadło na Rosję, 21 proc. na Ukrainę.

Rosjanie nie tylko masowo zakażają się HIV, lecz także umierają na AIDS. Liczba zgonów między 2006 a 2007 r. wzrosła o ponad 10 proc., a od początku epidemii w tym rejonie świata (znów - głównie w Rosji i na Ukrainie) zmarło 60 tys. osób.

Zakazić się może każdy

Rosja mogła do tego nie dopuścić. Epidemia dotarła tam stosunkowo późno, bo w drugiej połowie lat 90. W tym czasie AIDS zbierał już żniwo w Afryce, obu Amerykach, Europie i Azji Południowo-Wschodniej. Właśnie opracowano pierwszą, bardzo jeszcze drogą, ale skuteczną terapię. Wiedziano już doskonale, jak postępować, by chronić się przed wirusem. Że trzeba postawić na edukację seksualną, opiekę nad osobami sprzedającymi seks, intensywną promocję prezerwatyw, opiekę i wszechstronne leczenie osób wstrzykujących sobie środki odurzające, zapewnienie im czystych igieł i strzykawek. Rosja wolała jednak udawać, że problemu nie ma. W efekcie przespała kilka kluczowych lat, za co płaci dziś i będzie płacić jeszcze długo.

Przyczyn tej niechęci do zajęcia się na poważnie problemem AIDS w Rosji jest kilka. W tym wielkim kraju pojedynczy obywatel ma niewielkie znaczenie. Dopóki zakażają się i umierają jednostki (nawet jeśli ofiary idą w tysiące), można przez lata udawać, że wszystko jest w porządku. Zwłaszcza że nie bardzo jest komu się o tych ludzi upomnieć. Zarówno media, jak i organizacje pozarządowe nie mają wystarczającej siły nacisku na władze. Ten stan powolutku się zmienia, aczkolwiek Rosja pod tym względem mocno odstaje, choćby od innych europejskich republik poradzieckich.

Jej system służby zdrowia był i jest słaby. Rosjanie, zwłaszcza mężczyźni, żyją niezdrowo. Palą i piją na potęgę, chorują na serce, na płuca. Średnia wieku mężczyzn jest przerażająco niska i wynosi niespełna 60 lat. Skoro władze nie przejmują się alkoholizmem swoich rodaków, dlaczego miałyby się przejąć jednym wirusem?

Najistotniejszym czynnikiem tłumaczącym niechęć Rosjan do zajęcia się AIDS jest jednak to, iż gros zakażeń przez lata dotyczyło narkomanów. W 2001 r. aż 93 proc. wszystkich zakażeń HIV dotyczyło osób wstrzykujących sobie narkotyki. W 2007 r. odsetek ten co prawda był już wyraźnie mniejszy (64 proc.), ale narkomani to wciąż największa grupa w gronie nowych zakażeń.

A przecież w Rosji narkoman traktowany jest jak nieczłowiek. Jeśli chłop pije na umór - trudno, takie życie, w końcu piją niemal wszyscy. Ale jak młody człowiek strzeli sobie w żyłę, najlepiej machnąć na niego ręką. Albo się wyciągnie z nałogu, albo niech zdycha pod płotem. Zatem HIV postrzegany jest w Rosji jak gwóźdź do trumny dla kogoś, kto i tak jest skazany na śmierć.

Sytuacja się nieco zmienia. Okazuje się, że HIV może zakazić się także biznesmen w garniturze od Armaniego i młoda kobieta w ciąży, której mąż zrobił skok w bok na delegacji. 34 proc. nowych zakażeń odbywa się poprzez seks, więc wirusa złapać może praktycznie każdy.

Niewystarczające dowody

Świat świetnie wie, jak pomagać osobom uzależnionym. Tak jak HIV narkomania nie zna granic. Ludzie cierpią z jej powodu niezależnie od tego, czy mieszkają w Moskwie, Honolulu czy Madrycie. Opieka nad narkomanami musi być wszechstronna i kompleksowa, każdy uzależniony wymaga innego podejścia, ale to, co wszędzie na świecie się sprawdza, to tzw. terapia substytucyjna. Polega na podawaniu leku zmniejszającego uczucie narkotykowego głodu i pozwalającego normalnie żyć i pracować. Niestety, o tej właśnie formie pomocy Rosjanie nie chcą nawet słyszeć. Są dziesiątki dowodów, że terapia substytucyjna działa i zmniejsza liczbę zakażeń HIV, jednak Rosjanom to nie wystarcza.

Gdy na konferencji w Moskwie publicznie zapytałem głównego lekarza sanitarnego kraju dr. Giennadija Oniszczenkę, czy kilkadziesiąt państw, które tę terapię stosują, traci w ten sposób czas i pieniądze, usłyszałem: "Tak". Na kolejne moje pytanie, jakiego dowodu główny lekarz sanitarny Rosji potrzebowałby, żeby uwierzyć w skuteczność terapii substytucyjnej, Giennadij Oniszczenko już nie odpowiedział. - Wszystko, co miałem do powiedzenia w tej sprawie, zostało już powiedziane - uciął. Kłopotliwe pytania oprócz mnie zadawał wyłącznie inny dziennikarz z Polski Michał Olszewski. Żaden z rosyjskich dziennikarzy się nie odważył.

Trudno pojąć, dlaczego Rosjanie tak bardzo bronią się przed podawaniem uzależnionym metadonu (jednego z syntetycznych narkotyków stosowanych w terapii substytucyjnej). Ale gdy nie wiadomo, o co chodzi, to najczęściej chodzi o pieniądze. Metadon w Rosji jest oficjalnie zabronionym lekiem i prawdopodobnie są tacy, którzy na tym zakazie korzystają.

Mogę żyć i pracować jak wy

Konferencja w Moskwie przyniosła kilka optymistycznych informacji. Po pierwsze, do Rosjan powoli dociera, że sytuacja jest poważna i że coś trzeba z tym zrobić. Stąd też ostatnie decyzje włączenia do terapii przeciwwirusowej blisko 30 tys. obywateli (tylu Rosjan zaczęło brać leki tylko w 2008 r.). To nadal zdecydowanie za mało, ale dobrze, że choć tyle.

Rosja sama zabiegała, by regionalna konferencja, na którą zjechało trzy tysiące osób z całego świata, odbyła się właśnie na jej terenie. Dr Giennadij Oniszczenko z pewnością nie był zachwycony moimi pytaniami ani tym bardziej gorzkimi słowami o sytuacji w Rosji ze strony Amerykanów, urzędników WHO czy Globalnego Funduszu do Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią. Ale jego koledzy lekarze mogli się przekonać, czy w kwestii metod walki z AIDS bardziej ufać lokalnej władzy, czy obcym ekspertom.

Największą zaletą konferencji było bezpośrednie zetknięcie się rosyjskich lekarzy i działaczy z organizacji pozarządowych z kolegami z Ukrainy, Estonii, Litwy, Łotwy czy Kazachstanu. Rosyjscy lekarze z pewnością na długo zapamiętają płomienne przemówienie młodej uzależnionej od lat od heroiny Ukrainki Olgi. - Zażywam dwa razy w tygodniu nie narkotyk, lecz lek - przekonywała słuchaczy Olga. - Lek, dzięki któremu mogę myśleć i pracować tak samo jak wy. Mogę mieć marzenia i żyć z podniesioną głową.

Sądzę też, że rosyjscy działacze będą rozpamiętywać relacje ukraińskich kolegów chociażby o organizowaniu pokojowych demonstracji związanych walką z AIDS. - O jakie pozwolenia musicie się starać? - dopytywali się mieszkańców Kijowa mieszkańcy Moskwy. - O żadne - padła odpowiedź. - Piszemy prośbę, składamy ją w urzędzie miasta i z jej odbitką idziemy demonstrować. To wszystko.

Czemu służą konferencje

Dziewięć lat temu wielka międzynarodowa konferencja o AIDS w południowoafrykańskim Durbanie zaowocowała istotną zmianą w samej RPA. Przedtem zarówno ówczesny prezydent Thabo Mbeki, jak i minister zdrowia zgodnie twierdzili, że przyczyną AIDS jest bieda, a nie HIV. Po konferencji ta teza nie dała się już utrzymać. Rząd RPA zaczął wreszcie leczyć swoich obywateli. Szkoda, że wcześniej dopuszczono do zakażenia ponad jednej czwartej młodych mieszkańców kraju.

Pozostaje mieć nadzieję, że Rosja też wyciągnie lekcję z październikowego spotkania. Może nawet rosyjscy narkomani doczekają się w końcu na metadon.

Jedna optymistyczna wiadomość już nadeszła: Globalny Fundusz do Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią zdecydował się udzielić Rosji kolejnej błyskawicznej, wartej 24 mln dol. pomocy. Pieniądze otrzymają jak uprzednio organizacje pozarządowe, które będą mogły przeznaczyć je na najbardziej efektywne (choć zgodne z miejscowym prawem) działania. Globalny Fundusz najwyraźniej wierzy w dobrą wolę rosyjskiego rządu, ale woli, by kasa została wydana przez ludzi naprawdę oddanych walce z AIDS, a nie urzędników.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    78 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':