- Trzech milicjantów patrzyło obojętnie jak banderowcy z młotem przystawiali drabinę do Włodzimierza Iljicza! - 25-letni komunista Siergiej Denisow, student politechniki, oburzony opowiada mi o skandalicznym incydencie z 30 czerwca. Pięciu młodych ukraińskich nacjonalistów roztrzaskało głowę i rękę wodza rewolucji październikowej. Mimo bierności milicji zostali potem zidentyfikowani i czekają na wyrok sądu. Ich adwokat przekonuje, że działali z pobudek ideologicznych, a nie chuligańskich.
Również wczoraj na uroczystości odsłonięcia odrestaurowanego za pieniądze komunistów pomnika pojawili się nacjonaliści. Krzyczeli: "Hańba!" i oblali Lenina czerwoną farbą (wyczyścili ją młodzi komuniści). Inne wiadro farby dosięgło weterana z II wojny światowej stojącego z radziecką flagą.
Nacjonaliści obarczają pierwszych przywódców ZSRR winą za Wielki Głód z lat 30. XX w., kiedy na Ukrainie zmarły miliony ludzi. Prezydent
Wiktor Juszczenko uznał ten fakt za ludobójstwo i na jego martyrologii próbuje budować ukraińską tożsamość narodową.
Zdaniem komunistów Wielki Głód był "wypadkiem przy budowie systemu sprawiedliwości społecznej", a nie akcją przeciw Ukraińcom. - Lenin i Stalin byli pionierami nowej ideologii - wyjaśnia Denisow i zapewnia, że komunizm jeszcze powróci, ale w wersji bez dawnych błędów i wypaczeń. - Moi rodzice w latach 80. żyli godnie, nie brakowało na mieszkanie ani na jedzenie, mogli iść do lekarza. A dziś ludzie zamienili się w hieny, kiedy złamiesz rękę i idziesz do szpitala, żądają 100 hrywien łapówki. Choć formalnie służba zdrowia jest bezpłatna, bez pieniędzy nie zrobią ci nic! I tak jest ze wszystkim!
Na razie jednak ukraińska bieda nie przekłada się na poparcie dla komunistów. Zbierają w każdych wyborach do 5 proc. głosów, a Petro Symonenko, ich przywódca, choć startuje na prezydenta, nie ma szans. Wczoraj pod pomnikiem była tylko garstka ludzi, niewiele więcej niż milicjantów, którzy mają go od tej pory pilnować.
W Kijowie stoi jeszcze sześciu innych Leninów, ale żaden w tak eksponowanym miejscu jak ten, który kątem oka spogląda na Chreszczatyk, najpopularniejszy deptak w mieście. Zanim stanął tu w 1946 r., przed II wojną reprezentował Związek Radziecki na wystawie światowej w Nowym Jorku. Dziś jednak budzi już tylko emocje radykałów z obu krańców ukraińskiej sceny politycznej. Szykowne dziewczęta, które jak co piątek wyległy na Chreszczatyk, żeby się lansować, nie miały pojęcia o odsłonięciu pomnika, a niektóre nie wiedziały nawet, że Lenin tam w ogóle stoi.