O rozszerzeniu strefy małego ruchu granicznego rozmawiali w maju ministrowie spraw zagranicznych Rosji i Polski -
Siergiej Ławrow i
Radosław Sikorski. Jest już gotowy polsko-litewsko-rosyjski apel do Komisji Europejskiej. Będzie to pierwsza taka inicjatywa trzech państw na forum UE.
We wrześniu, gdy premier
Władimir Putin był w Gdańsku, Polska podpisała z Rosją umowę o odblokowaniu Zalewu Wiślanego. Włączenie całego obwodu kaliningradzkiego do strefy małego ruchu granicznego ma go pobudzić gospodarczo i zwiększyć handel przygraniczny z Polską i Litwą.
- Jest tu aspekt geopolityczny - mówi nam polski dyplomata. - Chodzi o to, by Kaliningrad przekształcić ze strefy potencjalnego zagrożenia, gdzie co rusz mają być instalowane rakiety wymierzone w Polskę, w strefę współpracy.
- Ja bym o geopolityce nie mówił, bo to tylko utrudnia dyskusję - mówi "Gazecie" wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer. - Polska i
Litwa od pewnego czasu negocjują z Rosją umowę o małym ruchu granicznym. Zgodnie z unijnym prawem powinna ona sięgać 30 km w głąb granicy. Nagle okazało się, że w tym obwodzie istnieje stosunkowo wąska strefa z samym Kaliningradem, której umowa by nie obejmowała.
Kremer liczy na wolę współpracy i załatwiania "ludzkich spraw" przez władze Polski, Rosji i Litwy. Dzięki temu mieszkańcy strefy mogliby przemieszczać się przez granicę bez wiz.
Na początku wieku, gdy wiadomo już było, że Polska i Litwa wejdą do UE, w Rosji powstała koncepcja przekształcenia obwodu w strefę wolnego handlu - "rosyjski Hongkong w Unii". Nic z tego nie wyszło. Rosjanie żądali, by Kaliningrad połączyć z Rosją "korytarzem", co wywołało gwałtowny opór Polski i Litwy.
Po 2007 r., gdy Polska weszła do strefy Schengen, wprowadzono wizy dla Rosjan - obywateli spoza Unii. Zamarły przygraniczne bazary w woj. warmińsko-mazurskim. Wbrew nadziejom Rosjan Kaliningrad nie przyciągnął inwestycji zagranicznych, a obwód się wyludnia.
Rozszerzeniu strefy sprzyja także opozycja, choć b. wiceminister spraw zagranicznych Karol Karski z
PiS kładzie nacisk na zasadę wzajemności - aby i w Polsce strefę rozciągnięto np. na kilka województw. A europoseł PiS Paweł Kowal przypomina, że Rosjanie wstrzemięźliwie podchodzą do takich inicjatyw: - Nie chcieli polityki sąsiedztwa, nie chcą wejść do Partnerstwa Wschodniego, bo zawsze żądają specjalnych stosunków z UE, a nie zrównania z innymi krajami postradzieckimi.
Kowal sądzi, że pomysł jest bardzo dobry, ale pyta, jak zachowa się Rosja: - Niestety, tam zawsze każda inicjatywa jest rozpatrywana w kategoriach: jak to zaszkodzi Rosji, czego jej pozbawi... I może w ostatniej chwili się wycofać.
Jak do tej koncepcji odniesie się UE? Gdy w 2007 r. Polska chciała rozciągnąć strefę przygraniczną aż do Lwowa, Bruksela zaoponowała, by nie robić wyjątków w zasadach Schengen (czyli 30 km). Teraz ponoć na wspólną inicjatywę spogląda łaskawiej.
Kiedy będzie podpisana deklaracja? - Zapewne nie do końca roku, ale może na początku przyszłego - mówi wiceminister Kremer.
W 2010 r. w Kaliningradzie, prawdopodobnie w marcu lub kwietniu, przewidziane jest polsko-rosyjskie forum rządowe. A także kolejne spotkanie premierów Donalda Tuska i Władimira Putina.