- Platforma próbuje to wykorzystać, by usunąć z komisji ludzi, którzy chcą dociec prawdy - mówi Beata Kempa. - Byliśmy członkami rządu i naszym obowiązkiem było opiniowanie przesłanych do ministerstw dokumentów. To nie sa nasze prywatne stanowiska, tylko stanowiska resortu.
Portal Wprost.pl podał, że w czwartek rano do sekretariatu komisji śledczej wpłynęły dokumenty z lat 2005 -2007 zawierające uwagi Kempy i Wassermanna. Są tam ich pisemne stanowiska w sprawie projektów ustawy. Chodzi o projekt pod nadzorem Przemysława Gosiewskiego, który nigdy nie wpłynął do Sejmu.
- To oczywisty konflikt interesów. Osoby, które brały udział w procesie legislacyjnym, teraz chcą ten proces kontrolować z ramienia komisji, czyli być sędziom we własnej sprawie - nie ma wątpliwości poseł Jarosław Urbaniak z PO, członek komisji. I czeka aż Wassermann i Kempa sami zrezygnują.
Posłowie PiS nie rezygnują Ale nic z tego. Kempa uważa, że to nie jest powód, by ich odwoływać, i kontratakuje: - Przewodniczący Mirosław Sekuła próbuje w ten sposób odwrócić uwagę od siebie. Bo do tej pory nie dostaliśmy jego oświadczenia w sprawie opisanej przez "Gazetę Polską".
Dziennik napisał, że dziewięć lat temu, gdy Sekuła był wiceszefem komisji finansów, a ta zajmowała się ustawą hazardową, odwiedził go w biurze poselskim biznesmen z torbą pieniędzy. Pokazał, że je ma, ale nie wręczył. Sekuła nie zawiadomił policji.
Kilka dni temu w rozmowie z wyborcza.pl Sekuła tak tłumaczył: - .....Człowiek, który do mnie przyszedł, przyszedł w czasie, gdy nie było żadnego innego pracownika biura. Gdybym złożył zawiadamianie i zrobił z tego wielką sprawę, to mógłby mi powiedzieć: masz przewidzenia. Nie miałbym szansy na udowodnienie, że to nie on ma rację. Dodał, że to jest wiedza, która pochodzi z jego wykładów o korupcji. - W ciągu kilkunastu ostatnich lat przeprowadziłem grubo ponad sto takich wykładów. Pytano mnie czy stykałem się z sytuacjami, w których ktoś chciał mnie przekupić. Oczywiście, że się stykałem i te przykłady podawałem. Więc wiedza ta jest szeroko znana i dziś próba budowania z niej zarzutów jest dla mnie nierzetelna - mówił w rozmowie z nami.
Cały wywiad z Sekułą tutaj.
W środę
radio RMF FM podało, że sprawę wyjaśni prokuratura. Posłowie PiS nie chcą tak długo czekać: - Jeśli wkrótce przewodniczący nie przedstawi oświadczenia, na najbliższym posiedzeniu Sejmu złożymy wniosek o odwołanie przewodniczącego.
- Brzydką strategię obrony przyjęli koledzy z PiS - ocenia Urbaniak. Ale nie deklaruje czy na najbliższym posiedzeniu Sejmu pojawi się wniosek o odwołanie posłów PiS z komisji.
Sekuła wnioskiem też się nie przejmuje: - Mają prawo do oceny sytuacji i składania wniosków. Ja im tego nie odbieram, ale co więcej mogę zrobić? Byłem w dwóch zacnych telewizjach, ze wszystkiego się wytłumaczyłem - mówi szef komisji śledczej.
Bartosz Arłukowicz z klubu Lewica ironizuje: - Przewodniczący Sekuła i posłowie Kempa i Wassermann powinni wreszcie zająć się wyjaśnianiem afery hazardowej, a nie samymi sobą - mówi.
We wtorek wszystko będzie jasne Na razie szef komisji Mirosław Sekuła zapowiada, że wystąpi do biura prawnego o opinię w sprawie Kempy i Wassermanna. - Niewątpliwie oboje brali udział w procesie legislacyjnym, ale nie chcę przesądzać czy jest to przeszkodą w ich dalszej pracy w komisji. Przypuszczam, że wyjaśnią to prawnicy. Jego zdaniem wstępne ekspertyzy mogą być już gotowe na najbliższe wtorkowe posiedzenie komisji.
Dodatkowo Sekuła uważa, że Wassermann z innego jeszcze powodu może być wezwany na świadka komisji. Chodzi o notatkę służbową Przemysława Gosiewskiego ze spotkania z b. ministrem rolnictwa Krzysztofem Jurgielem, która trafiła do CBA. Wynika z niej, że obaj politycy PiS spotkali się 26 lipca 2006 roku o godzinie 15.40. Jurgiel powiedział Gosiewskiemu, że projekt ustawy pochodzi od Mariana Banasia, ówczesnego wiceministra finansów, który sugeruje, by złożyć go jako projekt klubu PiS, bo departament w MF jest "uwikłany". - Poseł Wassermann nadzorował w tym czasie CBA. Jeśli będziemy chcieli się dowiedzieć czy Biuro zajęło się sprawą i co ustaliło, być może jego też będziemy chcieli o to zapytać - mówi nam Sekuła.