Sędziowie zgodzili się wczoraj z prawnikami reżysera, że ze względu na wiek i pogarszający się stan zdrowia powinien on czekać na decyzję o ekstradycji do
USA w swoim domu w Gstaad w szwajcarskich Alpach. Amerykanie od 31 lat ścigają Polańskiego za gwałt na 13-latce.
"Trzeba wziąć też pod uwagę, że jest odpowiedzialnym ojcem, który ma na uwadze finansowe zabezpieczenie rodziny" - uzasadniał Federalny Trybunał Karny. I przystał na warunki, jakie zaproponowali prawnicy Polańskiego - przede wszystkim wysoką kaucję i elektroniczną obrożę.
Trybunał przyznał, że ryzyko ucieczki reżysera do Francji, której jest obywatelem, jest duże - z Gstaad do granicy jedzie się zaledwie półtorej godziny. Stąd tak wysoka kaucja. "To znaczna część jego majątku" - ocenili sędziowie. - Polański gwarantuje swoim honorem, że pozostanie w Szwajcarii - zapewniał jeden z jego adwokatów Hervé Temime.
Mimo korzystnej decyzji sądu 76-letni Polański pozostanie zapewne w areszcie dziesięć dni - aż upłynie termin na apelację w szwajcarskim sądzie najwyższym; choć ministerstwo sprawiedliwości zapowiedziało już, że nie odwoła się od decyzji trybunału.
Wczorajszy werdykt jest zaskakujący, bo Szwajcarzy z reguły nie zwalniają osadzonych w aresztach deportacyjnych. Od kiedy Polański został zatrzymany 26 września na lotnisku w Zurychu, gdzie na festiwalu filmowym miał odebrać nagrodę za całokształt twórczości, prawnicy usiłowali wymóc jego zwolnienie. Do tej pory ich wnioski odrzucało i szwajcarskie ministerstwo sprawiedliwości, i trybunał karny.
Media na całym świecie pisały, że aresztując Polańskiego, Szwajcarzy chcieli polepszyć stosunki z USA. Amerykanie byli wściekli za odmowę ujawnienia danych ich obywateli, którzy ukrywali majątki w szwajcarskich bankach. Władze w Bernie pytały nawet Waszyngton przed przyjazdem reżysera do Zurychu, czy nadal jest sprawą Polańskiego zainteresowany. Wcześniej często przyjeżdżał do Gstaad, gdzie ma dom. Szwajcarskie ministerstwo sprawiedliwości zgodziło się trzy lata temu, bo go kupił.
Werdykt trybunału nie będzie jednak miał żadnego wpływu na to, czy Polański zostanie wydany Amerykanom. Waszyngton przysłał wniosek o ekstradycję, ale Szwajcarzy jeszcze się nim nie zajęli. Eksperci twierdzą, że sprawa może się ciągnąć latami.
Już niedługo Polańskiego czeka wydarzenie, które może zdecydować o jego losie. 10 grudnia przed sądem apelacyjnym w Los Angeles prawnicy reżysera będą domagać się umorzenia postępowania. Będą przekonywać, że prowadzący w 1978 r. sprawę sędzia był uprzedzony do reżysera i uzgadniał swoje posunięcia z prokuratorem. Dlatego - podkreślą - Polański uciekł do Francji i od tego czasu nie mógł przyjechać do USA. Dodadzą zapewne, że ofiara reżysera od dawna powtarza, że choć zrobił on straszną rzecz, to nie chce już ścigania go przez wymiar sprawiedliwości.
Przeciwko aresztowaniu reżysera protestowały dziesiątki znanych artystów z całego świata, m.in. Agnieszka Holland,
Andrzej Wajda, Monica Bellucci, Pedro Almodóvar, Wim Wenders.
Dla "Gazety": Krystyna i Janusz Morgensternowie plastyczka i reżyser, podpisali list w obronie Polańskiego Romek jest w depresji. Schudł 15 kg. Przez konsula posłaliśmy mu dwa jego ulubione makowce od Bliklego. Cała sprawa najbardziej uderza w jego rodzinę - dzieci są wyzywane w szkole, więc tam nie chodzą. A Romkowi najbardziej zależy na tym, by ta historia nie odbiła się na dzieciach. Panicznie boi się Ameryki, ten lęk tkwi u niego gdzieś w środku. Dlatego prawnicy próbują go wybronić przed ekstradycją.
Ludzie z francuskiego środowiska filmowego mówią Polańskiemu, by po wyjściu z więzienia za kaucją uciekł do Francji. Tam będzie bezpieczny. Zresztą jego szwajcarski dom jest blisko granicy. Ale Romek tłumaczy im, że nie chce uciekać, bo już na zawsze byłby uwięziony we Francji. Co może zrobić? Na razie chyba tylko czekać na prawne rozstrzygnięcia.
not. j.sz.