http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jastrząb Bielecki krąży nad PO

Renata GroChal, Patrycja Maciejewicz
2009-11-26, ostatnia aktualizacja 2009-11-25 20:51

Jan Krzysztof Bielecki może być premierem po Donaldzie Tusku, rozgrywającym w Radzie Polityki Pieniężnej, a później szefem NBP. Scenariuszy jest kilka, żaden nie jest pewny

Co oznacza wtorkowa rezygnacja Jana Krzysztofa Bieleckiego ze stanowiska prezesa Pekao? Zaufany człowiek Donalda Tuska, który doradził mu radykalne cięcia w rządzie w związku ze sprawą hazardową (w tym dymisję zaufanego wicepremiera Grzegorza Schetyny), nie odpowiedział wczoraj na nasze pytania, czy wróci do polityki, czy też będzie chciał pozostać bezpartyjnym ekspertem.

Bielecki nie podał powodów dymisji. Według naszych rozmówców od dłuższego czasu sprzeciwiał się planom unifikacji banków grupy UniCredit, przewidującym nawet likwidację nazwy Pekao SA i znaczne osłabienie roli prezesów lokalnych banków. A na to Bielecki nie chciał się zgodzić. Odejdzie z banku 11 stycznia 2010 roku. Jego dymisja zbiega się z powoływaniem nowego składu Rady Polityki Pieniężnej. Decyzje mają zapaść na przełomie stycznia i lutego. Kluby muszą zgłosić kandydatów u marszałka Sejmu do 10 grudnia.

Jak dowiedziała się "Gazeta", premier Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski, dobry znajomy Bieleckiego, sondowali go, czy byłby zainteresowany tym stanowiskiem. - Decyzje jeszcze nie zapadły - mówił nam wczoraj dobrze zorientowany rozmówca.

Wymiana składu Rady Polityki Pieniężnej to doskonała okazja, by Bielecki zajął pozycję eksperta, a jednocześnie miał wpływ na strategiczny z punktu widzenia PO odcinek - wejście do strefy euro. Tym bardziej że - jak donoszą źródła "Gazety" - ma on i tak wielki wpływ na to, kogo Platforma powoła do Rady. Abyśmy w stronę eurolandu zmierzali sprawnie, PO postara się, by parlament wybrał osoby o jastrzębich poglądach, czyli zwolenników bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej. Oni zadbają o ograniczenie inflacji, by wypełnić kryterium niezbędne do przyjęcia euro. A Bielecki do takich jastrzębi należy.

Pozostaje pytanie, czy ceniony na rynku menedżer byłby usatysfakcjonowany takim rozwiązaniem? Według części naszych rozmówców - nie.

- To zbyt niskie progi - wypalił wprost jeden z jego znajomych.

- Członkostwo w RPP otwiera Bieleckiemu możliwość szefowania NBP, gdy skończy się kadencja Sławomira Skrzypka - przekonuje jednak wiceszef klubu PO Janusz Palikot. Kadencja Skrzypka mija dopiero w styczniu 2013 roku.

Scenariusz z Bieleckim w RPP jest na rękę części polityków PO, którzy mają ambicje zająć stanowiska rządowe po ewentualnych przetasowaniach, gdyby Donald Tusk wygrał wybory prezydenckie.

Jednak z punktu widzenia Tuska prezydenta Bielecki byłby wymarzonym szefem rządu. Jako ekspert, bez własnego zaplecza w PO, pozwoliłby mu utrzymać rząd pod kontrolą. Bielecki był już premierem w 1991 roku na prośbę prezydenta Lecha Wałęsy.

Ale według części polityków PO jego nominacja mogłaby wywołać duże napięcia w Platformie. - On nie jest z Platformy i nie ma własnego zaplecza. Wiele zależałoby od tego, co udałoby się zaproponować Komorowskiemu i Schetynie, którzy też mają premierowskie ambicje - mówi polityk z otoczenia Tuska. I dodaje, że według jednego ze scenariuszy Bielecki zostałby premierem na czas od wyborów prezydenckich w 2010 roku do wyborów parlamentarnych w 2011 r. Później mógłby go zastąpić Schetyna lub Komorowski (może też zostać szefem PO po Tusku), a Bielecki odszedłby do Kancelarii Prezydenta, gdzie mógłby zająć się polityką zagraniczną.

- Dziś nie ma scenariusza z premierem Bieleckim. Polska ma dobrego, popularnego premiera z większością w parlamencie - mówił wczoraj Schetyna. - Będziemy rozmawiać o tym, jak wykorzystać jego ogromne doświadczenie biznesowe i polityczne.

- Nie ma możliwości, aby premierem był ktoś spoza kierownictwa partii, tzw. zewnętrzny fachowiec. Bielecki to dobry fachowiec, ale nie będzie premierem - wtórował mu Palikot.

Jednak decyzja o przyszłości Bieleckiego będzie zależała przede wszystkim od niego i premiera. Ustępujący prezes Pekao to jeden z najbardziej zaufanych ludzi Tuska. Razem zakładali KLD, a w hazardowym kryzysie premier posłuchał rad Bieleckiego, a nie partyjnych kolegów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':