Statystyki są zatrważające. Przemocy w rodzinie doznaje przynajmniej raz w roku milion Brytyjek. Średnio co niemal minutę
policja dostaje zgłoszenie w sprawie pobicia czy też agresji w domu.
Wielka Brytania ma za sobą kontrowersyjne społeczne kampanie reklamowe. W najgłośniejszej występowała słynna aktorka Keira Knightley kopana przez zazdrosnego kochanka. Policja domaga się stworzenia rejestru domowych gangsterów. Mimo intensywnej kampanii w mediach z roku na rok jest gorzej.
Dlatego też rząd Gordona Browna proponuje, by walkę z przemocą w domu zaczynać już w szkole. Od 2011 r. do programów nauczania zostaną dołączone obowiązkowe lekcje dotyczące przemocy domowej. Nauczyciele prowadzący takie lekcje przejdą specjalne kursy pedagogiczne.
Jak zapewnia odpowiedzialny za szkoły minister Vernon Coaker, lekcje zostaną dopasowane do poziomu i wieku uczniów. Młodsze dzieci będą uczone, że nie wolno dokuczać i przezywać kolegów, starsze o równości płci i o budowaniu dobrych związków.
Bo zdaniem ekspertów zjawisko przemocy domowej nie jest tylko problemem dorosłych. Według badań jednej z brytyjskich organizacji zajmującej się przemocą w rodzinie jedna na pięć nastolatek od 13. roku życia została przynajmniej raz spoliczkowana przez swojego chłopaka, zaś jedna na dziewięć bita bądź podduszana. Zdaniem Christine Bartner z Uniwersytetu w Bristolu toksyczne związki wśród nastolatków przeradzają się w przemoc w rodzinie u dorosłych.
Lekcje o przemocy domowej to część rządowej strategii walki z tym zjawiskiem. Władze będą śledziły, jak policja korzysta z nowych uprawnień pozwalających jej chronić kobiety przed agresją mężów czy partnerów poprzez niewpuszczanie ich do domu. Niebawem zacznie się kampania reklamowa nastawiona na zwalczanie zjawiska przemocy w związkach nastolatków.
W 2010 r. zostaną uruchomione telefony zaufania dla ofiar narzeczonych, ojców czy mężów. Rząd przeznaczy 13 mln funtów na pomoc ofiarom przemocy w rodzinie.
Pomysł wprowadzenia lekcji o przemocy w rodzinie został przyjęty z zadowoleniem przez organizacje walczące z tym zjawiskiem, ale z już mniejszym entuzjazmem przez stowarzyszenia rodziców. - Ta polityczna poprawność zmienia nasze dzieci w zagubionych minidorosłych - mówi BBC Margaret Morrissey z organizacji Parents Outloud.