Sam Bielecki milczy. Z komunikatu banku wiadomo jedynie, że rada nadzorcza otrzymała już jego rezygnację. A Bielecki przestanie być prezesem banku w styczniu 2010 roku, na cztery miesiące przed końcem sześcioletniej kadencji zarządu. Czym zajmie się były prezes, a jeszcze wcześniej premier?
Politycy snują różne scenariusze:
- Rezygnacja Bieleckiego wiąże się z zamiarem odegrania przez niego ważnej roli w Radzie Polityki Pieniężnej i objęcia potem funkcji szefa
NBP - to wersja Janusza Palikota, posła PO.
Bielecki prezydentem? To wersja Bogusława Grabowskiego, byłego członka Rady Polityki Pieniężnej, a obecnie prezesa Skarbca AMH. We wtorek tak mówił o Bieleckim w TVN24: - Ma doświadczenie i temperament polityczny. Na pewno będzie chciał odnaleźć swoje miejsce na polskiej scenie. W jakiej roli, zobaczymy. Może prezydent? Każdy sobie zadaje pytanie co będzie po wyborach prezydenckich? Nie po to wchodzi się do polityki z drużyną, nie po to wygrywa, żeby potem oddać władzę i zejść na peryferia. I jeszcze domagać się obniżenia zakresu kompetencji urzędu, który się sprawuje. Premier ma charyzmę, ma silną pozycję w Platformie. Powinien pozostać na stanowisku premiera.
Wałęsa już głosuje na Bieleckiego Mimo że hasło "Bielecki na prezydenta" to tylko spekulacje,
Lech Wałęsa, były prezydent już deklaruje swoje poparcie: - Nie poprę Tuska, ani Olechowskiego w wyborach prezydenckich - poprę tego trzeciego i gdyby był nim Bielecki, to go poprę - zapowiedział w Radiu Zet. I we właściwy sobie sposób oświadczył: - Bielecki pasuje na każde stanowisko. Mógłby być zarówno premierem, jak i prezydentem.
Do tego jednak potrzebne jest poparcie Platformy. A politycy tej partii w rozmowach oficjalnych wypowiadają się ostrożnie.
Grzegorz Schetyna, szef klubu parlamentarnego PO zapowiada jedynie: - Będziemy rozmawiać o tym, jak wykorzystać ogromne doświadczenie biznesowe i polityczne Bieleckiego, co może zrobić Platforma, co on może zrobić dla Platformy. Sprawa jest otwarta.
W tym samym tonie wypowiada się rzecznik rządu: - PO zawsze chętnie zagospodarowuje ludzi, którzy mają w Polsce dobrą pozycję. Jan Krzysztof Bielecki do takich osób należy - powiedział Paweł Graś w środę w radiowej Trójce.
O przyszłości Bieleckiego mówią też politycy PiS. Co więcej Jarosław Kaczyński uważa, że byłemu premierowi, gdyby wrócił do polityki, byłoby łatwiej rozmawiać z PiS, niż z PO. Bo nie angażował się on w spory i nie uczestniczył "w tych wszystkich niedobrych rzeczach" - Z tego co wiem, zdaje się, że już od jakiegoś czasu chciał wrócić do polityki. Zresztą najwyższy czas - zbliża się do 60-tki, bardzo wiele lat już w tej polityce nie był. Miał takie ambicje - mówił Kaczyński w środę w Raciborzu. Ocenił, że Bielecki byłby w PO co najmniej numerem drugim.
Bielecki wychodzi z cienia Zagospodarowanie Bieleckiego przez PO byłoby wyciągnięciem go z politycznego cienia. Były premier doradza przecież Donaldowi Tuskowi od dawna. Po cichu, bez udziału kamer. O czym politycy rozmawiają? - O bieżącej sytuacji politycznej, o wyzwaniach, o problemach jakie stają przed rządem, natomiast trudno tutaj mówić o jakiejś funkcji doradczej - wylicza Graś.
W ubiegłym tygodniu Bielecki w rozmowie z "Gazetą" krygował się. Pytany, czy nie chce być premierem, odpowiada wymowną anegdotą: - Gdy zbliżały się wybory do parlamentu w 1989 r. siedzieliśmy w mieszkaniu Macieja Łopińskiego i zastanawialiśmy się, kto ma być kandydatem do Sejmu i Senatu w naszym okręgu. Na zebraniu był Bogdan Lis,
Bogdan Borusewicz, Jacek Merkel i cała gdańska wierchuszka. Brakowało nam jednego czy dwóch dobrych kandydatów i zaproponowałem Janusza Lewandowskiego. I na tym zebraniu wszyscy orzekli, że to nie Lewandowski, ale ja muszę tam jechać. W ten sposób zupełnie nieoczekiwanie znalazłem się na liście wyborczej, choć tego nie planowałem - mówi Bielecki.
A dziś dociśnięty powiedział "Gazecie": - To brzmi tak: jak będzie trzeba, stanę na czele rządu.
- Tak się złożyło w moim życiorysie, że u mnie nic nie daje się zaplanować. Zapomnieliśmy o tym, że jak była taka potrzeba, to przez trzy lata byłem kierowcą ciężarówki, a przez rok bezrobotnym bez prawa do zasiłku. Po prostu, jak każdy dobry sportowiec, zawsze żyję najbliższym meczem - mówi Bielecki.
Ironizuje też: - Jestem dyżurnym kandydatem na różne stanowiska. Kiedyś miałem ponoć zostać szefem
PZPN, potem komisarzem w Unii Europejskiej, teraz obsadza się mnie w roli kandydata na premiera. Dobrze chociaż, że awansuję w tym swoim "dyżurowaniu".