Po wyjściu z aresztu (w towarzystwie czterech ochroniarzy) Marcin R. nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.
On oraz jego ojciec Lew R. są podejrzani o organizowanie fałszywej dokumentacji zdrowotnej, która miała uniemożliwić odbycie producentowi kary 2,5 roku więzienia za pomoc w płatnej protekcji wobec Agory. Podejrzani w tej sprawie są też adwokaci broniący gangsterów - m.in. Robert D. i Andrzej P. oraz byli obrońcy Lwa R. - Marek Małecki i Piotr Rychłowski.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi od 2007 r. łódzka prokuratura. Osoby zamieszane w ten proceder, powołując się na wpływy w instytucjach wymiaru sprawiedliwości i zakładach opieki zdrowotnej - zdaniem śledczych - obiecały osobom, które miały np. trafić do więzienia, pomoc w odroczeniu wykonania kary. W tym celu korumpowano lekarzy, którzy za łapówki tworzyli fikcyjne dokumentacje medyczne czy fałszywe opinie lekarskie.
Marcinowi R. i Lwu R. zarzuca się, że w 2005 roku mieli nakłaniać inną osobę do udzielenia korzyści majątkowej w zamian za naruszenie prawa, wręczyli 210 tys. zł łapówki i obiecali kolejnych 190 tys. zł za pośrednictwo tej osoby w załatwieniu odroczenia wykonania kary wobec Lwa R.
Marcin R. ma dodatkowo zarzut "zamiaru utrudniania postępowania karnego prowadzonego wobec jego ojca".
Z apelem o uchylenie aresztu wobec Marcina R. wystąpiła w pierwszej połowie listopada grupa znanych prawników, aktorów i biznesmenów. Sygnatariusze zwrócili się o uwolnienie "przyjaciela i kolegi" aresztowanego od pół roku jako podejrzanego o to, że "cztery lata temu naruszył prawo, chcąc pomóc swojemu choremu ojcu".
Autorzy apelu zastrzegli, że nie chcą rozstrzygać o winie lub niewinności podejrzanego, bo takiej oceny dokona niezawisły sąd. Podkreślili, że Marcin R. od chwili aresztowania był gotów wpłacić poręczenie majątkowe, a wiele osób zadeklarowało chęć złożenia za niego poręczeń osobistych.
Sąd decydując o uchyleniu aresztu wobec Marcina R. uznał, że podejrzany chciał pomóc ojcu, który był "ciężko chory" i miał iść do więzienia. - Trzeba spojrzeć na sprawę z ludzkiego punktu widzenia. Sąd musi się postawić w miejscu tego podejrzanego i zadać sobie pytanie, co by zrobił w podobnej sytuacji konfliktu wartości - złamania prawa i więzi z ojcem - mówił sędzia.
Zastrzegł, że nie przesądza o winie ani odpowiedzialności karnej, ale gdyby on miał wydawać wyrok wobec Marcina R., kara byłaby w zawieszeniu. - Zatem areszt oraz inne środki zapobiegawcze są zbędne - uznał sędzia.
Decyzją warszawskiego sądu areszt opuścił już - po wpłaceniu pół miliona zł kaucji - Lew R. Razem z nim z aresztu wyszedł m.in. adwokat Andrzej P., za którego zwolnienie sąd wyznaczył kaucję w wysokości 200 tys. zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza