http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dzieci. Jak to robią inni

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
2009-11-25, ostatnia aktualizacja 2009-11-25 10:39

Jest źle. Pod względem liczby rodzących się dzieci jesteśmy pod koniec drugiej dwusetki na świecie! Razem z Niemcami, Rosją, Włochami, Hiszpanią oraz Ukrainą


Fot. TOMASZ ZUREK / AGENCJA GAZETA

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Tylko w nielicznych krajach naszego kontynentu - w Irlandii, Islandii, we Francji - przeciętna kobieta rodzi dwójkę dzieci, w innych krajach jest gorzej. W Polsce przyrost naturalny wciąż wynosi 1,3, mimo że trzy lata temu politycy wprowadzający becikowe twierdzili, że liczba dzieci się zwiększy. Społeczeństwom Europy grozi, że nie będzie miał kto pracować na emerytury dzisiejszych 30-, 40-latków.

- Zwiększenie dzietności to jedno z największych wyzwań stojących przed Europą - uważa dr Ewa Lisowska, ekonomistka z SGH.

Metody są różne. Jedna z nich to system wsparcia socjalnego i becikowe. W Niemczech od stycznia 2007 r. rodzic, który zrezygnuje pracy, aby zajmować się nowo narodzonym dzieckiem, dostaje przez rok 67 proc. swojej dotychczasowej pensji - nie mniej niż 300 euro i nie więcej niż 1800 euro.

W Rosji każda matka, która urodzi drugie dziecko, otrzyma od państwa kapitał macierzyński. To hojne becikowe wynoszące ok. 30 tys. zł można przeznaczyć tylko na trzy cele: edukację dzieci, fundusz emerytalny matki i zakup mieszkania dla rodziny.

Z kolei w Czechach wiek emerytalny kobiety jest tym niższy, im więcej wychowała dzieci. Standardowo wynosi on dla obu płci 63 lata. Jedno dziecko skraca kobiecie pracę o rok, dwójka - o dwa lata, trójka i czwórka - o trzy, a piątka - o cztery.

Inne kraje stawiają na żłobki i przedszkola.

- Francja, Irlandia, i kraje skandynawskie uznały, że kobiety zdecydują się na urodzenie dziecka tylko wtedy, gdy będą miały pewność, że pogodzą pracę z wychowaniem syna czy córki - twierdzi Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

- Jeżeli tego samego nie zrobimy w Polsce, liczba dzieci nie wzrośnie - mówi Wojciechowski. - Skupianie się na samym becikowym nie pomoże. Musimy budować żłobki, przedszkola, ułatwiać - choćby przez ulgi podatkowe - legalne zatrudnianie niań.

Największe problemy ze znalezieniem pracy w Polsce mają bowiem kobiety z dzieckiem, które nie ukończyło trzech lat. We Francji, gdzie przyrost naturalny jest najwyższy w Unii, pracuje ok. 70 proc. kobiet w wieku 25-44, w Polsce ok. 50 proc.

98 proc. francuskich dzieci w wieku trzy-pięć lat jest w przedszkolach, a ok. 40 proc. w wieku do trzech lat jest objętych różnymi formami opieki zorganizowanej przez państwo.

Jak to możliwe? We Francji powołano instytucję "dziennych mam", które opiekują się we własnych domach maksymalnie trójką dzieci do trzech lat. Państwo opracowało przepisy działania takich niań: system akredytacji, szkoleń, wynagradzania. Jest to opieka dzienna z elastycznym czasem pracy, bo rodzice dzieci różnie pracują.

Skandynawia postawiła na żłobki. Efekt? Przebywa tam 70 proc. noworodków. W Polsce... 2 proc.! Dlaczego u nas jest tak tragicznie? Bo żłobek traktowany jest jak szpital. Aby go otworzyć, trzeba spełniać bardzo wyśrubowane wymogi bezpieczeństwa i higieny. Ważna jest liczba umywalek, ubikacji, wysokość pomieszczenia, opiekunki muszą mieć kwalifikacje personelu medycznego. W Szwecji czy Norwegii to nie do pomyślenia.

O tym, jak skomplikowane mechanizmy rządzą demografią, świadczy przykład Stanów Zjednoczonych. Amerykanie w przeciwieństwie do Europejczyków polityki prorodzinnej nie prowadzą, nie przyznają becikowego ani zasiłków porodowych. Mimo to przeciętna Amerykanka rodzi ponad dwójkę dzieci.

Amerykanie tłumaczą, że pensja mężczyzny w USA jest na tyle wysoka, że kobieta może zostać w domu i zająć się wychowaniem dzieci.

Co proponuje Ministerstwo Pracy

Becikowe to jednorazowy zasiłek za urodzenie dziecka. Dziś rodziny o niewielkich dochodach dostają 2 tys. zł, bogatsze - tysiąc. Ministerstwo Pracy - o czym napisaliśmy wczoraj - chce becikowe zmienić. Nie liczyłby się dochód w rodzinie, tylko liczba dzieci; kwota wzrastałaby z każdym kolejnym.

Resort chce również skierować do Sejmu ustawę ułatwiającą otwieranie żłobków. Rodzicom, którzy nie mogą znaleźć miejsca dla swoich dzieci w przedszkolach, pomóc mają nianie (kolejny projekt). Dziś 90 proc. opiekunek pracuje w szarej strefie. Minister chce, aby zatrudniały się legalnie. Zachętą mają być odpisy podatkowe i posady tzw. samorządowych opiekunek. Samorządy zatrudniałyby opiekunkę, która zajmowałaby się pięciorgiem dzieci. Płaciłby jej częściowo samorząd, a częściowo rodzice ze składek. Taka samorządowa opiekunka mogłaby się zajmować dziećmi w swoim domu.

Sejm ma dostać projekty dotyczące żłobków i niań na początku przyszłego roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':