rozmowa z Włodzimierzem Cimoszewiczem b. premierem i marszałkiem Sejmu, senatorem
Wojciech Szacki: Jak pan ocenia propozycje zmiany konstytucji, które wysunął Donald Tusk? Włodzimierz Cimoszewicz: Jedyne znane nam kłopoty związane z interpretacją konstytucji dotyczą stosunków między obecnym premierem a obecnym prezydentem. Czy przyczyną są niejasne sformułowania przepisów? Nie, to defekty innej natury. Obie strony sporu, w różnych sprawach i w różnym zakresie, nie wykazują dobrej woli i poczucia odpowiedzialności za państwo.
Konstytucja to wyjątkowy akt prawny. Z reguły im dłużej funkcjonuje, tym lepiej. Stabilność ustroju, przewidywalność reguł
gry, równowaga instytucjonalna, mechanizmy wzajemnej kontroli to warunki prawidłowego funkcjonowania państwa. Jedynie oczywiste błędy popełnione przy przyjmowaniu konstytucji mogą usprawiedliwiać wczesne zmiany, zwłaszcza rekonstruujące ustrój państwa. Nie ma dziś takiej sytuacji.
Konstytucja jest nietykalna? - Nie jest ideałem. Ale czy to, że była przyjęta w drodze kompromisu, obniża jej wartość? Wprost przeciwnie. To było i powinno pozostać źródłem jej mocy. Kompromisy są najważniejszą podstawą demokracji, bo chronią ją przed skrajnościami. Jeśli zostały zawarte, powinny być respektowane.
Dlatego z niechęcią podchodzę do lekkomyślnych prób dopasowywania konstytucji do doraźnych potrzeb, zwłaszcza że często takim projektom brakuje głębszego namysłu i są jedynie złudną obietnicą czegoś lepszego.
Pracując przed laty nad konstytucją, nie naśladowaliśmy nikogo, ale próbowaliśmy zastosować znane w innych konstytucjach, poczynając od amerykańskiej, reguły równowagi i wzajemnej kontroli. Taki system jest może trudniejszy w działaniu, ale za to bardziej stabilny. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy to lekceważyć.
Donald Tusk proponuje zmniejszenie liczebności Sejmu i Senatu. - Byłem i jestem sceptycznie nastawiony do potrzeby istnienia Senatu, ale respektuję zawartą ugodę. Zmniejszenie liczby posłów i senatorów trąci mi populizmem. Wielu ludzi wierzy, że w obu izbach jest zbyt dużo darmozjadów. Ta, skądinąd dość trafna, obserwacja powinna jednak prowadzić do innego wniosku - trzeba domagać się od partii większej odpowiedzialności przy układaniu list wyborczych, a samemu powstrzymać się od głosowania na niekompetentnych lub awanturniczych kandydatów.
Elementem pomysłu premiera jest wprowadzenie wyborów większościowych do Senatu i ordynacji mieszanej do Sejmu. - Wiara w dobroczynne skutki wprowadzenia wyborów większościowych jest też bezpodstawna. Włosi zmienili system wyborczy i mają równie kompromitującą klasę polityczną, co wcześniej. Naszym problemem jest fatalny stan kompetencji i kultury politycznej wielu ludzi zajmujących się polityką. Partie, które z reguły w wewnętrznym postępowaniu bardziej przypominają satrapie niż demokracje, nie powinny uzyskać jeszcze silniejszej i mniej kontrolowanej pozycji.
Ostatnia, 27. poprawka do konstytucji
USA została przyjęta w 1992 r. Jej projekt zgłoszono w 1789 r., czekała na uchwalenie 203 lata. Mam nadzieję, że podobny los spotka obecne propozycje zgłoszone w Polsce.