http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W Afganistanie można wygrać

Marcin Bosacki, Halifax
2009-11-25, ostatnia aktualizacja 2009-11-24 17:45

Na konferencji pełnej ministrów, senatorów i generałów cisza zapada, gdy głos zabiera człowiek w sandałach i z długą, zmierzwioną brodą: - Wojna w Afganistanie skończy się, gdy pasztuńscy ojcowie przestaną dawać talibom swych synów, bo uznają, że z USA wygrać się nie da

Afganistan. Baza Giro
Fot. Damian Kramski
Afganistan. Baza Giro
Michael Semple to jeden z najlepszych na Zachodzie znawców Afganistanu. Od lat 80. spędza w wioskach, miasteczkach i pieczarach Afganistanu i Pakistanu co najmniej kilka miesięcy w roku - robił to nawet wówczas, gdy w Afganistanie rządzili talibowie.

Irlandczyk, dziś wykładowca Harvardu, był w Afganistanie i dziennikarzem, i pracownikiem ONZ, i zastępcą szefa misji UE. Dwa lata temu wyrzucił go rząd prezydenta Hamida Karzaja, bo Semple próbował rozmawiać z częścią talibów.

W weekend Irlandczyk wraz z wieloma ministrami i wysłannikami rządów (polski nie przysłał nikogo) dyskutował na Halifax Forum o strategicznych wyzwaniach stojących przed Zachodem. Debata, zorganizowana przez rząd Kanady i fundację GMF, najczęściej schodziła na Afganistan - najbardziej dziś palący problem dla USA i NATO.

- Trzeba próbować zmniejszać wrażenie, że to wojna USA i Zachodu z islamem, podkreślać rolę ONZ i państw azjatyckich - mówił Semple. - Ale na razie trzeba wysłać do Afganistanu więcej wojsk. Ile? To, czy poślemy 30, 40 czy 50 tys., ma drugorzędne znaczenie. Najważniejsze to przełamać narastające w Afganistanie przekonanie, że jeszcze chwila, a wojska międzynarodowe wycofają się, a talibowie zwyciężą.

Semple tłumaczył: - To nie jest tak, że większość, nawet Pasztunów, popiera talibów. Kobiety chcą chodzić do szkół, a mężczyźni na mecze piłkarskie, czego talibowie zakazywali. Ale dziś do wiosek pasztuńskich przychodzą dowódcy talibów i mówią ojcom: "Dajcie synów na świętą wojnę z USA, jeszcze rok, dwa i ich wykurzymy". Tę wojnę wygramy wtedy, gdy kolejnej wiosny dowódca talibów przyjdzie do wioski, a ojcowie pasztuńscy mu odpowiedzą: "Daliśmy ci starszych synów rok temu i dwa, oni poginęli, a przegranej Amerykanów nie widać. Młodszych synów już nie damy". Wtedy część talibów będzie gotowa do rozmów, do których będziemy musieli zmusić Karzaja.

Barack Obama od trzech miesięcy zastanawia się nad nową strategią wojny w Afganistanie, w której straty amerykańskie i innych krajów NATO, w tym Polski, wciąż rosną, a talibowie są coraz silniejsi. Prezydent USA ma powiedzieć o swych decyzjach w przyszłym tygodniu.

Uczestnicy forum byli raczej przekonani, że Obama wbrew części swych doradców zdecyduje się wysłać dodatkowe wojska - i to dużo, ponad 30 tys. Poprosi też sojuszników, głównie z NATO, o pomoc - jeśli nie militarną, to finansową - na odbudowę Afganistanu.

- Nasza armia, wzmocniona, może pokonać część talibów, a innych zmusić do współpracy. Pytanie brzmi: czy te względnie uspokojone tereny będzie można zostawić lokalnym władzom? - mówił republikański senator John McCain, rok temu przeciwnik Obamy w wyborach prezydenckich.

W Halifaksie to była jedna z najważniejszych kwestii: czy można choć opierać plany w Afganistanie na rządzie Karzaja zaprzysiężonego w czwartek na kolejną pięcioletnią kadencję? Kiedyś Karzaj był pupilem Zachodu, dziś najczęściej jego rząd określa się jako skorumpowany i niefunkcjonalny.

Kongresmen Darrell Issa z Kalifornii nie miał złudzeń: - W Wietnamie też długo popieraliśmy do cna skorumpowany rząd. Potem, nawet gdy jasno mówiliśmy, że chronimy ludzi, nie reżim, nic to nie dało, skończyło się klęską.

Wszyscy w Halifaksie zgadzali się, że Zachód, najlepiej wsparty nie tylko przez walczący ze swoimi talibami Pakistan, ale i ONZ czy mocarstwa takie jak Chiny, ma tylko rok - półtora, by przejąć w Afganistanie inicjatywę. Czy Obama powinien, o czym mówią niektóre przecieki, ogłosić termin wyjścia z Afganistanu np. na rok 2013, po wcześniejszym uspokojeniu kraju?

Szef Pentagonu Robert Gates unikał odpowiedzi, ale mówił, że "szlachetna i konieczna kampania" ma skończyć się "w rozsądnym czasie".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':