Koneksje kulturowe tego filmu są rozległe. Smarzowski nawiązuje np. do sztuki Karola Huberta Rostworowskiego "Niespodzianka" z końca lat 20., dwukrotnie realizowanej w Teatrze Telewizji (w 1969 i 1977 r.). Rzecz jest o starym małżeństwie (Tadeusz Fijewski albo
Jan Świderski - na zdjęciu 4 - i Ryszarda Hanin albo Halina Gryglaszewska) z żądzy zysku zabijającym młodego człowieka, który się u nich zatrzymał. Mordercy nie przeczuwają, że to ich powracający po latach do domu syn. Kanwą sztuki Rostworowskiego były zresztą autentyczne wydarzenia, które rozegrały się w podkrakowskiej wsi.
Nie jest już dziś istotne, czy to Andrzej Szulkowski, operator "Małżowiny" (1998) Smarzowskiego, czy też grający w niej główną rolę Marcin Świetlicki podsunął reżyserowi ten utwór, będąc świeżo po lekturze istniejącej już wówczas, pierwszej wersji scenariusza "Domu złego". Właśnie dlatego książką, którą nosi w walizce filmowy Środoń (Arkadiusz Jakubik - zdjęcie 3), jest "Niespodzianka" Rostworowskiego.
Postać filmowej gospodyni - Dziabasowej (Kinga Preis - zdjęcie 3) - ma też coś z innej bohaterki literackiej - szekspirowskiej lady Makbet. Jest wielce prawdopodobne, że zachęca ona męża (Marian Dziędziel) do zbrodni (choć nigdy tego wprost nie widzimy), mszcząc się w ten sposób na ich gościu - Środoniu, który, po pierwsze, źle ją potraktował, po drugie, ma pieniądze, więc warto mu je ukraść, a po trzecie, nie ma świadka, że Środoń trafił do ich zagrody.
Pierwsze kadry "Domu złego" przypominają zimowe obrazki z "Fargo" (1996) braci Coen - filmu odwołującego się do prawdziwego zdarzenia w ich rodzinnej Minnesocie, które miało miejsce w roku 1987: oto drobny sprzedawca samochodów (William H. Macy) popada w długi. By je spłacić, aranżuje porwanie własnej żony, licząc, że bogaty teść zapłaci okup. Niestety, dwóch zbirów, których wynajmuje, paprze te robotę. Wtedy do akcji wkracza rezolutna policjantka w ciąży (nagrodzona Oscarem Frances McDormand, zdjęcie 2).
Amerykańscy bracia Joel i Ethan Coenowie zawsze pracują razem, dlatego nazywani są Dwugłowym Reżyserem. Znakiem charakterystycznym ich filmów jest pomieszanie grozy ze śmiesznością. Lubią mieć pełną kontrolę nad nakręconym materiałem - od debiutu nie pozwolili sobie odebrać prawa do ostatecznego montażu. Gdy aktor zaimprowizuje im coś na planie, mówią: - To było wielkie, ale czy mógłbyś powiedzieć to tak, jak jest napisane w scenariuszu? Smarzowski pod wieloma względami rzeczywiście jest podobny
do Coenów.
Finałowe ujęcie "Domu złego" - z tytułowym domem stojącym wśród śniegów i postaciami "rozsypanymi" dookoła niego - przypomina obrazy Pietera Breughla
(1525-69), zwanego Chłopskim, flamandzkiego mistrza żyjącego w Antwerpii i Brukseli. W jego twórczości przeważają pejzaże, często zimowe, a każdy obraz to jakby wielowątkowa historyjka - trzeba mu się dokładnie przyjrzeć, żeby się zorientować, co dzieje się z poszczególnym postaciami. Dlatego jego prace nie najlepiej wypadają w pomniejszeniach. Obok prezentujemy słynnych "Myśliwych na śniegu" (1565).
Źródło: Duży Format