Termin zgłaszania kandydatów upływa za tydzień. Pierwszy niezależny od rządu prokurator generalny na nowo zorganizuje prokuraturę. Zarówno pod względem kadrowym - do obsadzenia jest ponad 400 stanowisk kierowniczych - jak i standardów etycznych.
To ma być nowe otwarcie. Czy będzie? Ustawa przewiduje, że kandydatów - dwóch - na pierwszego prokuratora generalnego przedstawi prezydentowi do wyboru Krajowa Rada Sądownictwa (ciało złożone z 17 sędziów, 6 parlamentarzystów, ministra sprawiedliwości i przedstawiciela prezydenta). Kandydaci mogą się zgłaszać do końca listopada. Potem będzie publiczne przesłuchanie i tajne głosowanie członków KRS.
Zasady konkursu - stworzone przez KRS - nie przewidują jego powtórzenia, gdyby żaden ze zgłoszonych kandydatów nie nadawał się na tę funkcję. Wybrać trzeba.
W środowisku prokuratorów krążą plotki, że zgłoszą się prokuratorzy związani z Ziobrą, zrzeszeni lub sympatyzujący ze stowarzyszeniem Ad Vocem. Mogą nie powoływać się na rekomendacje stowarzyszenia, żeby nie spalić swoich szans na nominację w KRS. Za to u prezydenta mają wszelkie szanse.
Na razie kandydaci są wirtualni. Stowarzyszenie Prokuratorów RP, które za Ziobry wydało słynny apel o zachowanie niezależności, twierdzi, że ma już kandydata. Jednak prezes stowarzyszenia Cezary Kiszka nie chce zdradzić nazwiska przed upływem terminu. Zapewne jest to Krzysztof Parulski, b. prezes stowarzyszenia, dziś naczelny prokurator wojskowy.
Chęci startu w konkursie nie zaprzecza obecny prokurator krajowy Edward Zalewski. Mówi się też o byłym prokuratorze krajowym Kazimierzu Olejniku, ale musiałby złożyć wniosek o powrót do służby (po wypadku samochodowym przeszedł w stan spoczynku).
Co z sędziami? Boją się zgłaszać, bo ustawa o prokuraturze gwarantuje byłemu prokuratorowi generalnemu przejście w stan spoczynku, ale już nie możliwość powrotu na poprzednio zajmowane stanowisko.
- To nieporozumienie. Takie prawo wynika z ustawy o ustroju sądów powszechnych. Nawet jeśli nie ma już wolnego etatu w sądzie, z którego odszedł, to się go tworzy - mówi przewodniczący KRS sędzia Stanisław Dąbrowski.
Jeśli chodzi o sędziów wyższych instancji, mówi się, że zgłosi się do konkursu sędzia Sądu Apelacyjnego w Krakowie, były rzecznik dyscyplinarny Andrzej Seremet. A także sędzia Sądu Apelacyjnego w Poznaniu Henryk Komisarski. Z Izby Karnej Sądu Najwyższego Jarosław Matras. Wcześniej mówiło się też o sędziach Wiesławie Kozielewiczu i Stanisławie Zabłockim, także z Izby Karnej, o wiceprezesie SN Lechu Paprzyckim i prezesie Lechu Gardockim.
Ale kandydatury sędziów są palcem na wodzie pisane. Prokurator generalny będzie poddany silnej politycznej presji, do czego sędziowie nie są przyzwyczajeni. A w dodatku można go dość łatwo odwołać - wystarczy, że premier odrzuci jego doroczne sprawozdanie i znajdzie się dwie trzecie głosów w Sejmie.
Rozmowa ze Stanisławem Dąbrowskim, sędzią, przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa
Ewa Siedlecka: Konkurs na prokuratora generalnego może okazać się ruletką. Dlaczego zdecydowaliście się na taki tryb?
Stanisław Dąbrowski: Bo jest najsprawiedliwszy - stawia w równej pozycji wszystkich chętnych. Konkurs jest dla KRS naturalną formą, bo tak obsadza się stanowiska sędziowskie.
W Polsce kandydaci nie starają się oficjalnie o stanowisko, tylko oczekują, że będzie się ich namawiać. W tym jest dużo hipokryzji i trzeba z tym skończyć. Poza tym kandydaci muszą spełniać wymogi formalne, a my nie musimy wiedzieć, kto je spełnia. Dlatego powinni się sami zgłosić.
Myśl twórców rozdziału prokuratury od rządu była taka, by pierwszym prokuratorem generalnym był sędzia. Po to, aby wprowadził do prokuratury zapomnianego ducha niezależności. Dlatego wskazanie pierwszych kandydatów powierzono KRS.
- Ja nie wiem, co miał twórca ustawy na myśli. Wiem, co jest w niej zapisane. A zapisane jest, że na to stanowisko może być wybrany sędzia z minimum dziesięcioletnim stażem w sprawach karnych lub prokurator z takim samym stażem. Ustawa nikomu nie daje pierwszeństwa.
Poza tym podczas ostatnich wyborów prezydenta i szefa dyplomacji UE nasz rząd proponował casting, czyli coś podobnego do naszego konkursu.
A co się stanie, jeśli zgłoszą się sami słabi kandydaci i nie będzie z kogo wybierać?
- Zawsze tak może być. Np. kiedy kilkanaście lat temu szukano sędziów do wydziału lustracyjnego, żaden się nie zgłosił i trzeba było zmieniać ustawę. Ale nie przewidywałbym czarnych scenariuszy.
Jednak w regulaminie konkursu nie przewidzieliście możliwości rozpisania nowego konkursu. Musicie głosować do skutku, aż wyłonicie dwóch kandydatów spośród tych, którzy się zgłosili. Czy to nie przeoczenie?
- To nie przeoczenie. Jestem przekonany, że będą dobrzy kandydaci i będzie z kogo wybierać. Jeśli nie znajdzie się dwóch, którzy uzyskają bezwzględną większość, będziemy się martwić. I na pewno znajdziemy jakieś wyjście.
Źródło: Gazeta Wyborcza