Luty 2009. Kolejna policyjna akcja wyłapywania internautów ściągających dziecięcą pornografię. Policjanci z Gorzowa dostają namiar z Belgii. Komputera używa gorzowski biznesmen Jarosław L. Policja zabiera mu twardy dysk i oddaje do swego laboratorium kryminalistycznego. Biegły ma sprawdzić, czy są tam pedofilskie zdjęcia.
Ale w laboratorium kolejka, opinia będzie za dwa lata. Jacek Marcinkowski, wiceszef laboratorium w Gorzowie: - Mamy jednego eksperta z uprawnieniami z informatyki, a takich dysków dużo.
Rzecznik gorzowskiej prokuratury Dariusz Domarecki: - Nie mając informacji, co jest na komputerze, nie mogliśmy nikomu postawić zarzutów. Tym bardziej że Jarosław L. nie przyznawał się, a wcześniej nie był za to karany.
Policjanci z Gorzowa są wściekli. Jeden z nich pracował nad sprawą Jarosława L. Mówi: - Wymknął się. I rozpoczął łowy.
Dostanie pani 500 złotych Marzec 2009. Kilka tygodni po konfiskacie dysku w Gorzowie pani Ewa z Poznania odbiera SMS-a od mężczyzny, który oferuje jej pomoc finansową. To odpowiedź na jej ogłoszenie w internecie: "Sama wychowuję trójkę dzieci w wieku 8-11 lat. Jedno choruje. Komornik zajmuje mi pensję za męża. Chcą mnie wyrzucić z
mieszkania, proszę o pomoc finansową".
Kobieta się cieszy, podejmuje korespondencję SMS-ową:
- Jaką pomoc pan oferuje?
- A w jakim wieku ma pani dzieci? Czy to dziewczynki?
- A co ma do tego płeć dzieci?
- Bo jeśli 11-letnia to córka, to chciałbym zrobić jej zdjęcia. Dostanie pani za to 500 zł.
- Jakie zdjęcia?
- Akty.
- Oszalałeś, człowieku? Odwal się - kończy Ewa.
"Gazecie" opowiada: - Gdy ochłonęłam, wiedziałam, że mogę mieć do czynienia z pedofilem. Poszłam na policję, ale jeszcze chciałam wyciągnąć z niego więcej informacji.
- Jak te zdjęcia miałyby wyglądać? - pisze Ewa. I wysyła swój adres e-mail. Mężczyzna przesyła jej próbkę - to małe nagie dzieci (
policja ustali później, że zdjęcia te ściągnął z internetu). I proponuje, że dzieciom Ewy zrobi zdjęcia w jakimś apartamencie.
- Skąd ma pan taki apartament?
- Moi znajomi to majętni ludzie.
- Po co panu te zdjęcia? - pyta Ewa.
- Na własne potrzeby.