http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zrobię zdjęcie pani córce

Marcin Kącki, Piotr Żytnicki
2009-11-23, ostatnia aktualizacja 2010-08-12 00:00

Otwarcie specjalnego pokoju z lustrem weneckim do rozmów z dziećmi - ofiarami przemocy seksualnej. Żagań, luty 2009. Takie pokoje byłyby rzadziej używane, gdyby policja sprawniej łapała sprawców
Otwarcie specjalnego pokoju z lustrem weneckim do rozmów z dziećmi - ofiarami przemocy seksualnej. Żagań, luty 2009. Takie pokoje byłyby rzadziej używane, gdyby policja sprawniej łapała sprawców
Fot. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta

Człowiek podejrzany o rozpowszechnianie pedofilskich materiałów może grasować bezkarnie, bo na ustalenie, czy ma je w komputerze, policja potrzebuje dwóch lat!

Luty 2009. Kolejna policyjna akcja wyłapywania internautów ściągających dziecięcą pornografię. Policjanci z Gorzowa dostają namiar z Belgii. Komputera używa gorzowski biznesmen Jarosław L. Policja zabiera mu twardy dysk i oddaje do swego laboratorium kryminalistycznego. Biegły ma sprawdzić, czy są tam pedofilskie zdjęcia.

Ale w laboratorium kolejka, opinia będzie za dwa lata. Jacek Marcinkowski, wiceszef laboratorium w Gorzowie: - Mamy jednego eksperta z uprawnieniami z informatyki, a takich dysków dużo.

Rzecznik gorzowskiej prokuratury Dariusz Domarecki: - Nie mając informacji, co jest na komputerze, nie mogliśmy nikomu postawić zarzutów. Tym bardziej że Jarosław L. nie przyznawał się, a wcześniej nie był za to karany.

Policjanci z Gorzowa są wściekli. Jeden z nich pracował nad sprawą Jarosława L. Mówi: - Wymknął się. I rozpoczął łowy.

Dostanie pani 500 złotych

Marzec 2009. Kilka tygodni po konfiskacie dysku w Gorzowie pani Ewa z Poznania odbiera SMS-a od mężczyzny, który oferuje jej pomoc finansową. To odpowiedź na jej ogłoszenie w internecie: "Sama wychowuję trójkę dzieci w wieku 8-11 lat. Jedno choruje. Komornik zajmuje mi pensję za męża. Chcą mnie wyrzucić z mieszkania, proszę o pomoc finansową".

Kobieta się cieszy, podejmuje korespondencję SMS-ową:

- Jaką pomoc pan oferuje?

- A w jakim wieku ma pani dzieci? Czy to dziewczynki?

- A co ma do tego płeć dzieci?

- Bo jeśli 11-letnia to córka, to chciałbym zrobić jej zdjęcia. Dostanie pani za to 500 zł.

- Jakie zdjęcia?

- Akty.

- Oszalałeś, człowieku? Odwal się - kończy Ewa.

"Gazecie" opowiada: - Gdy ochłonęłam, wiedziałam, że mogę mieć do czynienia z pedofilem. Poszłam na policję, ale jeszcze chciałam wyciągnąć z niego więcej informacji.

- Jak te zdjęcia miałyby wyglądać? - pisze Ewa. I wysyła swój adres e-mail. Mężczyzna przesyła jej próbkę - to małe nagie dzieci (policja ustali później, że zdjęcia te ściągnął z internetu). I proponuje, że dzieciom Ewy zrobi zdjęcia w jakimś apartamencie.

- Skąd ma pan taki apartament?

- Moi znajomi to majętni ludzie.

- Po co panu te zdjęcia? - pyta Ewa.

- Na własne potrzeby.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 107 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    41 głosów