Wojciech Szacki: Co pan sądzi o propozycji zmian w konstytucji? Prof. Stanisław Gebethner, konstytucjonalista: Kogoś uwiera demokracja. Odbieramy wyborcom prawo wyboru prezydenta i przekazujemy je posłom i senatorom. To się musi skończyć konfliktami. We Włoszech prezydenta parlament wybierał w 24 turach. W Czechach spory były takie, że pojawiły się głosy, by prezydenta wybierali jednak obywatele.
Znam tylko jeden przykład zmiany wyborów bezpośrednich na pośrednie. To Mołdowa, gdzie skończyło się przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi.
Zwolennicy zmian twierdzą, że uchronią one od konfliktów na szczycie władzy. - Przecież podział władz, wzajemne ich kontrolowanie to istota demokracji. Jeśli pozbawia się prezydenta roli równoważnika rządu, może się skończyć dyktaturą większości.
Premier chce odebrać prezydentowi prawo do weta. Analizowałem weta prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To były realne problemy, sprawy sporne. I nie było ich tak wiele. Mit licznych wet Kaczyńskiego wziął się stąd, że prezydent - inaczej niż
Aleksander Kwaśniewski - często je zapowiada, jeszcze przed uchwaleniem ustawy.
Wojna prezydent - premier przybiera jednak czasem wręcz groteskowe formy - jak spór o krzesło na szczycie unijnym. Czy konstytucja nie powinna np. przesądzać, kto reprezentuje Polskę? - Nie wszystko da się uregulować. Jak się panowie będą chcieli pokłócić, to się pokłócą. Jeśli zaś chodzi o Unię Europejską, to sensowne byłoby dopisanie do konstytucji nowego rozdziału o relacjach Rzeczpospolitej z Unią. Taki rozdział ma np. Finlandia.
Tusk mówi też o zmniejszeniu Sejmu, Senatu i zmianie ordynacji w kierunku większościowej... - Wprowadzenie okręgów jednomandatowych nic nie zmieni, nie poprawi jakości parlamentarzystów. Gdyby Tuskowi na tej poprawie zależało, wróciłby do prawyborów. W dojrzałych demokracjach włącza się obywateli już w proces wyboru kandydatów na posłów. U nas jest to zwykle decyzja liderów partii.
Czy kalendarz, który przedstawił Tusk, nie pęknie? Narzuca imponujące tempo. - Nie widzę szans. O kompromis będzie trudno. Pamiętam, jak Kwaśniewski chciał wprowadzić okręgi jednomandatowe w wyborach do Senatu. Opór
SLD był tak potężny, że pomysł przepadł. Teraz też spodziewam się, że pomysł odchudzenia Sejmu i Senatu natrafi na sprzeciw zainteresowanych.
A nawet jeśli to technicznie wykonalne, to zmiany powinny wejść w życie od kolejnej kadencji - i prezydenta, i parlamentu.