http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rozmowa z prof. Jamesem Fishkinem socjologiem z Uniwersytetu Stanforda

rozmawiała Ludwika Włodek-Biernat
2009-11-23, ostatnia aktualizacja 2009-11-22 21:48

Co poznaniacy zrobią ze stadionem

Ludwika Włodek-Biernat: Przyjechał pan nadzorować przeprowadzane po raz pierwszy w Polsce konsultacje społeczne według pana metody deliberative polls [sondaże obradowe]. Na czym ona polega?

Prof. James Fishkin, Uniwersytet Stanforda*: Władze Poznania za namową projektu społecznego Euro 2012 postanowiły dowiedzieć się, jak po Euro powinien funkcjonować modernizowany właśnie stadion. Sondażami się tego nie zbada - mieszkańcy nie znają się na problemach, o które są pytani. Mają w głowach urywki zasłyszanych opinii, mieszaninę tego, co pojawia się w telewizji i w gazetach. To za mało, by wybrać rozwiązanie zgodne z własnymi interesami.

Dlatego zaproponowaliśmy Poznaniowi sondaże obradowe. Robi się to w czterech krokach

1. Najpierw, jak przy zwykłych sondażach, wybieramy próbę reprezentatywną mieszkańców i zadajemy pytania jak w zwykłych ankietach.

W Poznaniu pytaliśmy, co należałoby wybudować przy modernizowanym stadionie: kort tenisowy, kawiarnie, fitness cluby. Jak ludzie wyobrażają sobie funkcjonowanie stadionu, czy ma nadal być zarządzany przez Lecha Poznań, czy przez specjalnie powołaną do tego organizację? Czy poza meczami stadion ma być dostępny dla wszystkich mieszkańców? Czy ma płacić za to miasto, czy też wprowadzić opłaty za korzystanie z obiektów sportowych? Czy na stadion mają zarabiać wynajmowane tam powierzchnie biurowe lub organizowane na nim koncerty?

2. Kolejny krok to spotkanie z badanymi - takie jak to w sobotę. Eksperci wyjaśniają, jakie są za i przeciw każdego rozwiązania.

3. Po wysłuchaniu ekspertów w 15-osobowych grupach pod przewodnictwem wyszkolonych moderatorów ludzie przedyskutowali to, co usłyszeli w sali plenarnej.

4. Wieczorem znów zebrali się razem, żeby dopytać ekspertów. I na koniec odpowiedzieli na takie same pytania jak na początku.

Proszę mi wierzyć, różnice w odpowiedziach przed i po są kolosalne.

Jak uniknąć oszukiwania, przecież odpowiednio dobierając ekspertów, można wpłynąć na odpowiedzi?

- Dlatego deliberative polls to zastrzeżony znak towarowy. Pilnujemy, by eksperci reprezentowali wszystkie opcje. I by ich skład był znany na długo przed debatą - by pokazać, że żadne środowisko, żadna grupa interesów nie zostały pominięte. Za przeprowadzenie deliberative polls Centrum na rzecz Deliberatywnej Demokracji przy Uniwersytecie Stanforda pobiera symboliczną opłatę, która idzie na dalsze badania w tym zakresie. Nie chcemy, żeby gdzieś na świecie ktoś robił nieuczciwe eksperymenty, korzystając z naszej nazwy.

Jak udzielone odpowiedzi mają się do podejmowania decyzji politycznych?

- Wynik nie jest oczywiście wiążący, ale pomaga wybrać rozwiązanie popierane przez większość uświadomionych mieszkańców. Po drugie - władze miasta pokryły część kosztów związanych z przeprowadzeniem eksperymentu. To dodatkowy argument, by wyników nie wyrzucać do kosza.

*James Fishkin, amerykański socjolog, kierownik Centrum na rzecz Deliberatywnej Demokracji przy kalifornijskim uniwersytecie Stanforda

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':