- Na ten moment czekaliśmy 10 lat - mówi Wołodymyr Połochało, przewodniczący Komitetu Rady Najwyższej Ukrainy ds. Nauki i Oświaty. Chodzi o utworzenie polsko-ukraińskiej uczelni. Idea jej powstania zrodziła się prawie 10 lat temu, kiedy w Lublinie KUL, Instytut Europy Środkowo-Wschodniej, UMCS, a także uniwersytety z Kijowa i Lwowa powołały do życia Europejskie Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów. Ale Kolegium kształcące doktorantów nigdy nie przerodziło się w samodzielną uczelnię.
Polska i
Ukraina właśnie uzgodniły szczegóły, jakie znajdą się w międzynarodowej umowie powołującej uniwersytet. Będzie to samodzielna uczelnia, na której obok Polaków i Ukraińców mają studiować obywatele innych państw.
Uczelnia będzie finansowana po połowie przez oba kraje. Wstępnie Ukraińcy mówią o blisko milionie dolarów rocznie z ich strony. Uniwersytet będzie starał się też o środki europejskie. O dokładnej lokalizacji uczelni zdecyduje zapis w jej statucie, ale Ukraińcy zgadzają się na polską propozycję Lublina. Na Ukrainie będzie to najpewniej Lwów.
- Będzie to prawdziwie europejski uniwersytet, kształcący studentów w systemie bolońskim. Myślę, że przed Bożym Narodzeniem wszyscy dostaniemy wspaniały prezent w postaci międzynarodowej umowy - nie ukrywa emocji Połochało.
Nie wiadomo jeszcze, czy umowę podpiszą premierzy, czy ministrowie - z polskiej strony
Barbara Kudrycka, Ivan Wakarczuk z ukraińskiej. Oboje dyskutowali w ostatni czwartek o powstaniu uczelni.
Przewodniczący Połochało: - Chciałbym serdecznie podziękować za pomoc Adamowi Michnikowi, z którym rozmawialiśmy o tej sprawie we wrześniu. Serdecznie dziękuję także Jackowi Kuroniowi, z którym nie raz rozmawialiśmy o wspólnej uczelni im. Jerzego Giedroycia.
Profesor Jerzy Pomianowski, eseista i znawca stosunków polsko-ukraińskich, mówi jasno: - Uniwersytet będzie kuźnią przyszłej elity Ukrainy i Polski, które będą pozbawione pretensji i zaszłości wobec siebie. To spełnienie marzenia Giedroycia.