http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rynek pracy 2010: bezrobocie 13 proc., podwyżek nie będzie

Patrycja Maciejewicz
2009-11-21, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 23:44

W przyszłym roku wielkich zwolnień już nie będzie, ale 2010 nie będzie dobry na szukanie nowej pracy czy żądanie podwyżki

ZOBACZ TAKŻE
Firmy zdobywają coraz więcej zamówień, produkcja w przemyśle przestała spadać, nie oznacza to jednak, że nadeszły równie dobre czasy dla pracowników.

- Wzrost gospodarczy 1-2 proc. to za mało, by zatrzymać wzrost bezrobocia - mówi wprost prof. Witold Orłowski, ekspert ekonomiczny PricewaterhouseCoopers.

Do końca grudnia stopa bezrobocia wyniesie ok. 12 proc. - to najnowsze prognozy resortu pracy. Przyszły rok zdaniem ekspertów dołoży jeszcze 1 pkt proc. - Ale jest lepiej, niż przewidywano kilka miesięcy temu - podkreślają ekonomiści.

- Firmy nie tną ostro etatów, bo nie mają już takich przerostów zatrudnienia jak osiem-dziewięć lat temu - mówi Orłowski. - Wtedy wzrost gospodarczy też zwolnił do 1 proc., a bezrobocie skoczyło z 10 do 20 proc. Mamy też lepsze relacje pracodawców z pracownikami. Szefowie wiedzą, że zwolnić pracownika jest łatwo, ale dwa lata później mogą go rozpaczliwie szukać. Dlatego wolą ograniczać płace i zmniejszyć czas pracy w firmie.

Teraz bez pracy jest ponad 1,7 mln Polaków, a stopa bezrobocia pod koniec września wynosiła 10,9 proc. Masowe zwolnienia zaczęły się rok temu, a najwięcej osób bez pracy przybyło w styczniu - około 150 tys. Liczba bezrobotnych w ciągu 12 miesięcy wzrosła o jedną czwartą.

Także zdaniem ekonomisty BRE Banku Ernesta Pytlarczyka firmy nie będą już zwalniały na dużą skalę, a wzrost bezrobocia będzie wynikał raczej z napływu absolwentów na rynek pracy.

Ci, którzy pracę mają, mogą liczyć na niewielkie podwyżki, które mogą nie zrekompensować wzrostów cen w sklepach. Średnia pensja może zwiększyć się najwyżej o 5 proc., nie ma mowy o takim szaleństwie jak dwa-trzy lata temu.

Ile zarabiają?
16 700 zł brutto - premier
15 000 zł brutto - komendant główny policji
7500 zł brutto - ordynator oddziału zabiegowego w łódzkim szpitalu
6000-8000 zł netto - za postawienie domu do stanu surowego bierze murarz spod Rzeszowa; w tym roku miał o jedną trzecią mniej zleceń
2800 zł netto - nauczyciel dyplomowany, 24 lata pracy w podstawówce, etat plus cztery nadgodziny
2500 zł brutto - specjalista w banku w Łodzi; stracił premię
1500 zł netto - kosmetyczka z Płocka
954 zł netto - przedstawiciel handlowy z Olsztyna. Skrócono mu czas pracy, ma też mniejszą prowizję



Najwięcej mogą zyskać branże, które w ostatnim roku kryzys poturbował najsilniej, a teraz powoli wstają na nogi. Czyli eksporterzy, budowlańcy (zwłaszcza od dróg i infrastruktury), być może bankowcy i finansiści.

- Kryzys nie ima się branży farmaceutycznej, tutaj pensje rosną o prawie 10 proc. w skali roku. Prywatna służba zdrowia rozwija się szybko, więc lekarze też będą zarabiać więcej. Poszukiwani będą również specjaliści od telekomunikacji, inżynierowie, programiści - przewiduje Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

Na poprawę nie mają co liczyć osoby o niskich kwalifikacjach. I budżetówka. Kłopoty finansów publicznych w 2010 r. oznaczają, że urzędnicy mają szlaban na podwyżki. Wyższe płace mają zagwarantowane tylko nauczyciele.

Wiele firm obcięło bonusy, premie. Handlowcy stracili, bo wyrabiali niskie prowizje.

- W oczekiwaniu na naprawdę lepsze czasy powinniśmy skupić się na zdobywaniu doświadczenia, poszerzaniu umiejętności. Gdy firmy będą już mogły pozwolić sobie na podwyżki, będziemy mieć atuty w ręku, by rozmawiać o wyższej płacy - radzi Krzysztof Katolo z firmy doradczej HRM Partners.

Jak podaje GUS, w październiku przeciętna pensja w tzw. sektorze przedsiębiorstw (bez najmniejszych firm, sektora finansowego i budżetówki) wyniosła 3312 zł. W 12 miesięcy wzrosła o 2 proc. To oznacza, że za nasze pieniądze mogliśmy kupić mniej niż przed rokiem, bo w tym samym czasie ceny wzrosły o 3,1 proc.

Dużo lepiej wygląda średni wzrost płac w całej gospodarce. W trzecim kwartale przeciętna pensja wyniosła 3114 zł i była o 4,8 proc. wyższa niż rok wcześniej.

W poniedziałek w "Gazecie Praca" - Polska Lista Płac, cz. 1 - zarobki w budżetówce.
We wtorek w "Gazecie": Kto dostanie podwyżkę w przyszłym roku? Ile dostają gwiazdy?
W środę: Kto stracił przez kryzys?



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów