A Kiszczak rozumiał, jak ważny jest dialog ze społeczeństwem. Po stanie wojennym, na przykład, dla opozycyjnych ludzi kultury miał zawsze czas i zrozumienie. Wszystko można było dostać, nawet paszport, tylko trzeba było osobiście generała poprosić. Tej otwartości generała nie rozumiał Michnik i niepotrzebnie go z więzienia listami otwartymi obrażał.
Wydawałoby się, że w ostatnich latach PRL-u Kiszczak to już znacznie bardziej polityk niż policjant - i to polityk, o którym sporo dobrego da się powiedzieć. Może jednak rację mają badacze spisków tajnych służb, dla których zresztą Kiszczak mógłby być najlepszym świadkiem koronnym, że dusza policjanta zbawieniu nie podlega. W rozmowie w piątkowym "Magazynie" "Dziennika Gazety Prawnej" generał błysnął prawdziwym policyjnym szarmem.
Dowiadujemy się, jak to w 1989 r. opozycjoniści przychodzili do ministra po swoje teczki agentów i niszczyli je na zapleczu gabinetu. Kto? "Porządni ludzie - działacze, politycy. Niektórych do dziś oglądam w telewizji". Jak MSW pomagało podziemiu, przepuszczając dla niego pieniądze z Zachodu. Wszystko było pod kontrolą: "Podwładni mnie namawiali, żeby te pieniądze zbierać na skarb państwa. Ale po co? Wiedzieliśmy, ile pieniędzy przychodzi, do kogo idą, na co są rozdzielane". Generałowi przykro tylko, że "ludzie na dole" tak mało dostawali, a niektórzy w podziemiu zrobili na tym majątki.
Zaprawdę Czesław Kiszczak to człowiek sukcesu. Zawsze panował nad sytuacją i w końcu doprowadził PRL do szczęśliwego zakończenia przy Okrągłym Stole. Nawet ucieczka na Zachód pułkownika Ryszarda Kuklińskiego to żadna wpadka. Bo Kukliński to był po prostu agent radziecki, który miał przekonać Amerykanów, że "z powodu Polski nie wybuchnie III wojna światowa". A synowie Kuklińskiego, którzy zginęli w dziwnych okolicznościach? Generałowi opowiedziano o żonie Kuklińskiego, która miała powiedzieć koleżankom, że synowie żyją. I już wszystko jest jasne.
Niczego w tym wszystkim nie da się ani sprawdzić, ani potwierdzić - jak zawsze z ekskluzywnymi policyjnymi informacjami - tylko obrzydliwe to wszystko. Kukliński nie jest bohaterem mojego romansu, byłem za inną drogą do wolności, ale to człowiek, który ryzykował życie. Na tę opowiastkę o jego synach po prostu brak słów.
Opozycja to agenci i złodzieje - słyszałem to już wielokrotnie. Przed generałem Kiszczakiem powtarzała to cała armia lustratorów. Mają wreszcie ostateczne potwierdzenie swojej wizji demokratycznej opozycji jako armii sterowanej przez tajną policję. Potwierdził im to autorytet najwyższy, większy niż Andrzej Zybertowicz czy historycy
IPN - szef od wszystkich tajnych teczek.