Luty 2008, bytomski rynek szary, przygnębiający. W siedzibie Centrum Sztuki Współczesnej "Kronika" - jednej z najbardziej znanych polskich galerii - debatują: socjolodzy Kinga Dunin i Sławomir Sierakowski, filozof Marek Cichocki i publicysta
Jacek Żakowski. Temat: "Lewica po stronie prawdy". Na spotkanie z okazji otwarcia śląskiego oddziału Krytyki Politycznej przyjechało kilkadziesiąt osób z całego województwa.
Goście przerzucają się "paradygmatami" i obcymi nazwiskami, rozmowa coraz bardziej hermetyczna, słuchacze kręcą się niecierpliwie na krzesłach.
W końcu jakiś chłopak wstaje i mówi: - Ludzie, przestańcie pierdolić, jesteście na Śląsku!
- Spotkania w takim miejscu jak nasze bywa twardym lądowaniem. Ściąga nas na ziemię - przyznaje Stanisław Ruksza (lat 35, okulary, kolorowa koszula), historyk sztuki, kurator, szef bytomskiej Kroniki i lider Krytyki Politycznej na Śląsku.
Rozkapryszeni intelektualiści, młodzi lewacy z bogatych domów - tak prowincjusze myślą o Krytyce. Siedziba w dobrym miejscu w Warszawie, kawiarniane dysputy, walka z neoliberalizmem, alterglobalizm, feminizm, takie tam -izmy. Generalnie ę, ą i oderwanie od życia.
Po co Krytyce klub w Bytomiu, Cieszynie i innych ponad 20 miejscach: Kaliszu, Włocławku, Gdańsku?
Studentów zabrać w siną dal Jak to po co? Żeby zmieniać świat. - Prowincja jest moją siłą, tutaj idee mogę aplikować w rzeczywistość - mówi Joanna Wowrzeczka-Warczok. To ona w Cieszynie tworzy drugi przyczółek KP na Śląsku.
Po trzydziestce. Malarka i socjolożka. Szczupła, drobna, w okularach. Dwa doktoraty, drugi mąż, jedno dziecko, pięcioletni synek Gustaw. Ewangeliczka - wierząca, ale niepraktykująca. Pracuje w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Na stronie internetowej KP napisała, że jej specjalnością jest "wyprowadzanie studentów z murów uczelni w siną dal".
Wcześniej wyprowadzała ich za pomocą nieprawomyślnych (czytaj: zaangażowanych) książek. Niedawno rzuciła: - A może byście przyszli do Krytyki?
Ktoś wzruszył ramionami: - Nie jestem lewakiem ani feministą. Co bym tam robił?
Asia: - A uważasz, że dzieci, które urodziły się w biednych domach, gdzie ojcowie piją, a matki nie potrafią zadbać, żeby było co do garnka włożyć, powinny zawsze tak żyć?
- No, nie
- No to przyjdź. Dogadamy się.
Wymyślili, że będą się zajmować genderem (bo w Cieszynie mało kto wie, co to), parytetem (bo Cieszyn, jak wszystkie polskie miasta i miasteczka, jest patriarchalny), ekologią (bo o rzut kamieniem jest czeska elektrownia Trzinec i polskie kopalnie, które niszczą wszystko, co się rusza), sztuką.
I najważniejsze: będą wyrównywali szanse dzieci. - Nie rodzimy się biedni, rodzimy się w domach, które dotknęła bieda. Czyli możemy proces dziedziczenia biedy cofnąć - mówi Joanna.
Lepiej mało niż nic Najbardziej wysunięty na południe przyczółek KP mieści się dokładnie pomiędzy polskim Cieszynem i czeskim Tesinem, w sali rewizji osobistych w dawnym posterunku granicznym. Jeszcze niedawno ten niepozorny barak był tu najsłynniejszym budynkiem, przez kilkadziesiąt lat odwiedzanym częściej niż Wieża Piastowska i Studnia Trzech Braci.
- Człowiek wchodzi do Polski i wita go Krytyka Polityczna - mówi Ruksza.
To tutaj Joanna ze studentami urządziła O! Świetlicę. Pomysł pracy z dziećmi z ubogich rodzin podpatrzyła w bytomskiej Kronice. Tam od kilku lat dzieci ze zrujnowanego śródmieścia przychodzą na warsztaty artystyczne, wystawy, żeby nauczyć się kilku zwrotów po angielsku albo po prostu napić ciepłej herbaty. Zrobić zdjęcia z Mikołajem Długoszem, porozmawiać z Joanna Rajkowską albo Anną Konik - artystkami, które właśnie coś realizują w Kronice.