http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Świat od nosa w dal

rozmawiała Dorota Wodecka
2011-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-22 14:18

Miłość nie ma żadnej definicji, nie podlega regułom. Niczemu nie podlega oprócz serca. Ten, który kocha, postępuje zupełnie odwrotnie, niż doradzaliby mu jego znajomi uważający, że to, co robi, jest głupie

Gdy kocham, to mnie nie interesuje zdanie innych. Ja po prostu kocham. I to jest piękne. Jesteśmy wtedy uroczo ślepi. Oczywiście, to nie ja jestem najważniejszy. Miłość jest zawsze dla kogoś. Jeżeli ważniejszy jestem ja, to nie ma mowy o miłości
Fot. Robert Górecki / Agencja Gazeta
Gdy kocham, to mnie nie interesuje zdanie innych. Ja po prostu kocham. I to...
Dorota Wodecka: Dla jakich prawd warto żyć?

Adam Nowak, wokalista zespołu Raz Dwa Trzy: Dla miłości, wiary i nadziei. I poczucia humoru. Dziś jestem dojrzałym (choć cały czas pytam do czego?) mężczyzną, stąd taka hierarchia ważności. 20 lat temu uważałem, że najpierw jest wiara, a potem nadzieja i miłość. To nierozłączny tercet, nie ma szans na granie solo. Ale frontman jest zmienny.

Dlaczego teraz miłość na przedzie?

W młodym człowieku jest potrzeba sprawiedliwości, z którą w pewnym sensie łączy się wiara. Albo raczej religia ze swymi kanonami jako przepis na sposób postępowania. On niewiele wie o miłości, bo od urodzenia tylko ją dostawał (jeśli dostawał). Najczęściej jedynie się zakochuje. Mężczyzna, nie chłopiec, kochając, staje się współudziałowcem najważniejszej wartości - miłości. I ta wartość powinna być najważniejsza. Ale nie powiem, co to jest miłość. Nie potrafię tego zdefiniować. To tajemnica, którą człowiek co najwyżej nadgryza, doświadcza, kiedy kocha i kiedy jest kochany.

Ona nie ma żadnej definicji, nie podlega regułom. Niczemu nie podlega oprócz serca. Ten, który kocha, postępuje zupełnie odwrotnie, niż doradzaliby mu jego znajomi uważający, że to, co robi, jest głupie.

Ale gdy kocham, to mnie nie interesuje zdanie innych. Ja po prostu kocham. I to jest piękne. Jesteśmy wtedy uroczo ślepi. Oczywiście, to nie ja jestem najważniejszy. Miłość jest zawsze dla kogoś. Jeżeli ważniejszy jestem ja, to nie ma mowy o miłości. Choć jeśli chcesz kochać, to zacznij od siebie.

A co daje pewność?

Pewność wynika z odczuwania absolutnego braku tej drugiej osoby. Również z lęku, że jej może zabraknąć.

Nawet jeżeli to trudna miłość, to ten brak odczuwam, jakby części mnie brakowało. I już.

Jest trudna?

Oczywiście. Niby pięknie się różnimy, ale czasami te różnice są przekleństwem. Szczególnie to wasze przywiązanie do szczegółów. Kiedy ja bym już coś zastawił, bo "globalnie" mnie nie interesuje, to moja żona roztrząsa detale. No, ale z drugiej strony, gdyby kobieta nie miała takich umiejętności dostrzegania spraw niedostrzegalnych dla mężczyzny, to bylibyśmy trochę ślepi. Optycznie więc mężczyźni są do dali, a kobiety do bliży. Uzupełniamy się wzajemnie - drobiazgowością ogólnego oglądu spraw. Ładny paradoks wyszedł. Jak związek kobiety i mężczyzny.

A dlaczego nie nosi pan obrączki?

O, i to jest ta drobiazgowość (śmiech). Zgubiłem. Ale zanim zgubiłem ją ostatecznie, patrzyłem, jak spada z trzynastego piętra w krzaki. Zjechałem windą i znalazłem. Potem jednak grałem na instrumentach perkusyjnych, odłożyłem gdzieś i zgubiłem na dobre. Mam jeszcze drugą, ale nie noszę. Żona mnie zaciągnęła do sklepu i kupiła, żebym jednak miał ten symbol na sobie. Ale on mnie rani w czasie gry. Muzyka to przecież kobieta. Bywa zazdrosna.

Symbol, że jest pan czyjś?

Tak, ale jestem czyjś, bo tak chciałem. To była przemyślana decyzja. Przygotowywałem się do ślubu prawie od podstaw. Chodziłem nawet na rodzaj lekcji religii do ojca Kaliksta, dominikanina. On mnie traktował trochę z buta, ale wcale mu się nie dziwię. Nie wyglądałem na osobę, która się nagle zaangażuje duchowo i będzie wiarygodnym chrześcijaninem.

Czy żona jest zazdrosna o męża bez obrączki?

Bardzo. Nie ukrywa tego i w tym nieukrywaniu jest bardzo uczciwa (śmiech). Ale mi ta jej zazdrość imponuje, bo wtedy widzę, że naprawdę zależy jej na mnie. Ona to ujawnia w taki organiczny sposób, z czego się bardzo śmiejemy.

To znaczy?

Proszę sobie wyobrazić sytuację. Rozmawiam ze znajomą, prawie, że wspólną, ale jednak nie wspólną. Dyskusja jest naprawdę gorąca. Wie pani, taka dyskusja mężczyzny z kobietą, kiedy w wymianie spojrzeń, doborze słów rodzi się szybko, niebezpieczne przyznam, poczucie bliskości, porozumienia. Moja żona już widzi, co się dzieje, bezkompromisowo wchodzi w środek tej rozmowy, rozkłada pawie pióra i ogłasza: halo, halo, to jest mój mąż (śmiech).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':