Polityk rosyjski komentował w rozmowie z dziennikiem "Izwiestia" środowe oświadczenie Sojuszu, w którym ten wyraził zaniepokojenie z powodu wrześniowych manewrów. Nieprzychylna dla Moskwy reakcja NATO na te, jak zapewnił Rogozin, "absolutnie rutynowe ćwiczenia", to według niego skutek intrygi Warszawy.
Jego zdaniem Sikorski, który alarmował sekretarza generalnego NATO, pisząc do niego, że Polskę niepokoi ofensywny charakter manewrów rosyjskich, "zachowuje się dziwnie". - On nie mógł przekonać swych kolegów, że to właśnie on powinien zając fotel sekretarza generalnego NATO. Myślę, że człowiekowi jest po prostu przykro teraz on szuka sobie nowych nisz. Próbuje odgrywać rolę głównego sokoła myśliwskiego - wywodził ambasador Rosji.
Rogozin chwalił Rassmusena za jego "pragmatyczne podejście" do Rosji. Ubolewał jednak nad tym, że do "jego portek" przyczepiła się "wielka liczba karzełków politycznych, którzy przeszkadzają mu zamaszyście kroczyć do przodu".
Specjalnością samego Rogozina, wywodzącego się z polskiego szlacheckiego rodu Mitkiewiczów, jest wygłaszanie przykrych, a często i chamskich uwag pod adresem tych sąsiadów Rosji, którzy akurat podpadli czymś Kremlowi. Prezydent Łotwy Vairę Vikę Freibergę, po tym, jak ona w 2005 r. przyjechała z wizytą do Rosji, nazwał "damulką" sprzyjającą "recydywie faszyzmu w jej kraju" i obiecał, że młodzi nacjonaliści, którym wtedy przywodził, zrobią wszystko, by "uprzykrzyć jej życie" w Moskwie. Prezydentowi Gruzji Micheili Saakszwili groził kiedyś w rosyjskiej telewizji publicznej, że go pobije.
Źródło: Gazeta Wyborcza