16 stycznia 2007 roku Robert Draba wysłał pismo do ówczesnej minister finansów Zyty Gilowskiej o zajęcie stanowiska wobec uwag zgłoszonych przez państwowego monopolistę Totalizator Sportowy w sprawie wideoloterii. Totalizator, który razem z amerykańską firmą G-Tech chciał wprowadzić na polski rynek wideoloterie, zabiegał o obniżenie podatku od nich z 45 do 30 proc. Wideoloterie to automaty do
gry połączone siecią komputerową. Mogłyby zgodnie z ustawą od 2004 r. stać w kolekturach Totalizatora, ale projekt nie wypalił, bo analizy pokazały, że podatki są za wysokie.
W kolejnym piśmie z 12 marca przesłanym do Ministerstwa Finansów Draba dołączył opinie ekspertów Totalizatora, z których wynikało, że podniesienie podatków od wideoloterii nie przyniesie dodatkowych wpływów do budżetu państwa.
- Zastanawiające dlaczego Kancelaria Prezydenta zajmowała się hazardem i wideoloteriami, a prezydencki minister lobował na rzecz przepisów korzystnych dla Totalizatora Sportowego. Czy wiedział o tym prezydent
Lech Kaczyński? - pyta poseł Sławomir Neumann (PO), członek hazardowej komisji śledczej. - Złożę wniosek o rozszerzenie listy świadków o byłego ministra Drabę.
Zdaniem prezydenckiego ministra Pawła Wypycha nie ma mowy o jakimkolwiek lobbingu. Według - jak zaznaczył - wstępnych informacji Draba otrzymał pismo od TS, w którym znajdowały się uwagi do ustawy, i przesłał je do ministra finansów, pytając równocześnie, jak ministerstwo się do nich ustosunkowuje. Kolejne pismo miało podobny charakter. Pisma trafiły do Draby, bo zajmował się w kancelarii sprawami prawnymi. - To normalne działanie urzędowe - podkreśla Wypych. - Jeśli ktokolwiek pisze do prezydenta, prezydent, zanim ustosunkuje się do zagadnienia, pyta odpowiedni organ państwa. W przypadku TS chodzi o potężną spółkę skarbu państwa mającą charakter monopolu. Zainteresowanie prezydenta jest więc tym bardziej zrozumiałe - dodaje Wypych.