http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

PO pyta: Co miał wiceszef Kancelarii Prezydenta do hazardu?

Renata Grochal, Paweł Wroński
2009-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-20 00:36

Hazardowa komisja śledcza ma dokumenty, z których wynika, że wiceszef Kancelarii Prezydenta interweniował w sprawie kształtu ustawy o grach

Lech Kaczyński i Robert Draba
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Lech Kaczyński i Robert Draba
16 stycznia 2007 roku Robert Draba wysłał pismo do ówczesnej minister finansów Zyty Gilowskiej o zajęcie stanowiska wobec uwag zgłoszonych przez państwowego monopolistę Totalizator Sportowy w sprawie wideoloterii. Totalizator, który razem z amerykańską firmą G-Tech chciał wprowadzić na polski rynek wideoloterie, zabiegał o obniżenie podatku od nich z 45 do 30 proc. Wideoloterie to automaty do gry połączone siecią komputerową. Mogłyby zgodnie z ustawą od 2004 r. stać w kolekturach Totalizatora, ale projekt nie wypalił, bo analizy pokazały, że podatki są za wysokie.

W kolejnym piśmie z 12 marca przesłanym do Ministerstwa Finansów Draba dołączył opinie ekspertów Totalizatora, z których wynikało, że podniesienie podatków od wideoloterii nie przyniesie dodatkowych wpływów do budżetu państwa.

- Zastanawiające dlaczego Kancelaria Prezydenta zajmowała się hazardem i wideoloteriami, a prezydencki minister lobował na rzecz przepisów korzystnych dla Totalizatora Sportowego. Czy wiedział o tym prezydent Lech Kaczyński? - pyta poseł Sławomir Neumann (PO), członek hazardowej komisji śledczej. - Złożę wniosek o rozszerzenie listy świadków o byłego ministra Drabę.

Zdaniem prezydenckiego ministra Pawła Wypycha nie ma mowy o jakimkolwiek lobbingu. Według - jak zaznaczył - wstępnych informacji Draba otrzymał pismo od TS, w którym znajdowały się uwagi do ustawy, i przesłał je do ministra finansów, pytając równocześnie, jak ministerstwo się do nich ustosunkowuje. Kolejne pismo miało podobny charakter. Pisma trafiły do Draby, bo zajmował się w kancelarii sprawami prawnymi. - To normalne działanie urzędowe - podkreśla Wypych. - Jeśli ktokolwiek pisze do prezydenta, prezydent, zanim ustosunkuje się do zagadnienia, pyta odpowiedni organ państwa. W przypadku TS chodzi o potężną spółkę skarbu państwa mającą charakter monopolu. Zainteresowanie prezydenta jest więc tym bardziej zrozumiałe - dodaje Wypych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':