http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Obama do Kubańczyków: Czas na waszą wolność

Maciej Stasiński
2009-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-20 12:02

Yoani Sanchez
Yoani Sanchez
Fot. ADALBERTO ROQUE AFP

Co dalej z moim krajem? Prześladowana w swoim kraju, ale najsławniejsza w świecie Kubanka Yoani Sanchez opublikowała w internecie wywiad z prezydentem USA. Prezydent Kuby Raul Castro ją zignorował.

SERWISY
- My Kubańczycy przyzwyczailiśmy się, że tam na górze nikomu nie przychodzi do głowy wyjaśnić nam albo spytać nas o zdanie w sprawie przyszłości tej naszej Wyspy, która coraz bardziej przypomina tonący statek. Znużyło mnie, że nikt nas nie dostrzega w tej naszej maluczkości. Zadałam więc po siedem pytań tym, którzy, jak sądzę, dzisiaj decydują o losie mojego kraju. Bo chcę wiedzieć, jak dalej potoczy się ten spór, pytam o sprawy, które nie dają mi spać spokojnie - napisała wczoraj na swoim blogu "Generacion Y" Yoani Sanchez.

Pytania kilka tygodni temu wysłała do prezydenta USA Baracka Obamy i do przywódcy Kuby Raula Castro. Wczoraj zamieściła odpowiedzi. Tylko od Obamy.

Prezydent USA podziwia odwagę Yoani i innych bloggerów dysydentów, którzy uczynili z internetu narzędzie wolnego słowa. "Gratuluję wam. Rząd i naród amerykański łączą się z wami w oczekiwaniu na dzień, gdy wszyscy Kubańczycy będą mogli mówić swobodnie, publicznie i bez strachu" - napisał prezydent USA.

Obama żałuje, że dwa miesiące temu reżim nie wypuścił Yoani Sanchez z kraju, by mogła odebrać nagrodę dziennikarską Uniwersytetu Columbia w Nowym Yorku.

Na kluczowe pytania - czy USA pod rządami Obamy zakończą trwającą od 1960 roku epokę wrogości w stosunku do reżimu komunistycznego, Obama odpowiada, że jest gotów rozmawiać z rządem, przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego i z kubańskich wychodźctwem. Bo wszyscy Kubańczycy powinni decydować o przyszłości swojego kraju: "(...)przyszedł czas na dyplomację bezpośrednią i bez warunków wstępnych, czy się rozmawia z przyjacielem czy z przeciwnikiem. W przypadku Kuby dyplomacja ma służyć naszym interesom oraz sprawie wolności narodu kubańskiego. Ale żeby doszło do normalnych stosunków potrzeba jakichś kroków ze strony rządu Kuby. (...)"

"Chcemy bliższych kontaktów z samymi Kubańczykami, z podzielonymi [przez emigrację] rodzinami (...) Chcemy nawiązać stosunki z Kubańczykami spoza sfer rządowym. Jest przecież jasne, że słowo rządu nie jest jedynym, które ma znaczenia na Kubie. Chcemy rozmawiać ze wszystkimi warstwami społeczeństwa i wyglądamy dnia, gdy rząd kubański zacznie wyrażać wolę Kubańczyków.

"Trzeba wysłuchać wszystkich głosów. Wszyscy zgadzamy się, że musimy uszanować przed wszystkim troski i interesy Kubańczyków, którzy mieszkają na wyspie". Obama jest też gotów pojechać na Kubę, ale dopiero wtedy, gdy będzie wolna: "Czekam na dzień, kiedy będę mógł odwiedzić Kubę, gdy wszyscy jej mieszkańcy będą korzystać z tych samych praw i szans, co reszta ludzi na tym kontynencie.

Kubański prezydent Raul Castro nie odpowiedział na żadne z siedmiu pytań Yoani Sanchez.

Ani na to, jak wpłynie na losy rewolucji poprawa stosunków z USA. Ani czy dygnitarze kubańscy, w tym Fidel Castro, naprawdę chcą skończyć wojnę polityczną z USA. Ani czy Raul Castro jest gotów siąść do stołu z Barackiem Obamą i o czym chciałby z nim mówić. Ani, czy zgodziłyby się na rozmowy z prezydentem USA z udziałem emigrantów oraz opozycji wewnętrznej na wyspie. Ani czy zaprosi Baracka Obamę na Kubę.

Prezydent Raul Castro nie odpowiedział, bo nie ma zwyczaju rozmawiać osobiście z poddanymi. Do rozmów deleguje swoich umyślnych tajniaków. Przecież tydzień temu wysłał do Yoani Sanchez bojówkę bezpieki, która ją porwała z ulicy, pobiła i porzuciła poturbowaną.

Zapewne nie odpowie także jej mężowi Reinaldo Escobarowi oprych prezydenta, agent Rodney, którego Escobar wyzwał na pojedynek na ulicy w tym samym miejscu, gdzie tamtem pobił jego żonę. Miało to być wczoraj o 17 czasu kubańskiego, czyli 23 polskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3

13 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne