Ustawę uchwalono w zabójczym tempie. Po wybuchu skandalu z podsłuchanymi przez CBA rozmowami Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem premier ogłosił antyhazardową krucjatę.
We wtorek wieczorem było pierwsze czytanie w Sejmie, w środę 14 -godz. maraton w komisji finansów. W czwartek rano kolejna debata w Sejmie, i tym razem tylko godzinna dyskusja w komisji, a wieczorem ostateczne głosowanie.
Uchwalenie ustawy oznacza rewolucję na rynku hazardowym. W ciągu pięciu lat zniknie blisko 50 tys. automatów stojących dziś w barach i centrach handlowych w całym kraju. W praktyce większość zwinie się wcześniej z powodu podwyżki podatku. Dziś wynosi on 180 euro od automatu miesięcznie - około 740 zł, od nowego roku - 2 tys. zł.
W czwartek przed Sejmem protestowało ok. 1,5 tys. ludzi z tej branży - pracowników firm i knajp, którzy zarabiają na automatach. - Lokale gastronomiczne, w których stoją automaty, upadną, a ich pracownicy stracą pracę. Chcemy chronić swoje miejsca pracy - powiedziała PAP jedna z manifestantek.
Ale to nie koniec kłopotów automaciarzy - w czwartek do siedzib wszystkich firm tej branży zawitali funkcjonariusze
Centralnego Biura Śledczego.
CBŚ od dawna podejrzewał, że część z nich jest związana ze światem przestępczym, ale dowodów na to nie przedstawił.
Państwo także nie będzie grało na automatach - z ustawy wykreślono możliwość organizacji wideoloterii, czyli automatów połączonych siecią, na które monopol miał państwowy Totalizator Sportowy. Wideoloterie nie powstały, bo nałożone na nie w ustawie podatki były za wysokie. Po usunięciu wideoloterii z ustawy nikt nie będzie mógł się tym zajmować.
Więcej oddadzą fiskusowi także właściciele kasyn - płacony przez nich podatek wzrośnie z 45 do 50 proc. zysku. W zamian będą wstawiać do kasyn więcej automatów do
gry - limit wzrośnie z 30 do 70.
Trochę więcej szczęścia mieli bukmacherzy, czyli firmy organizujące zakłady sportowe. Rząd chciał ich uszczęśliwić podwyżką podatku o 40 proc. Dziś płacą 10-proc. podatek od przychodu, czyli mniej więcej 35 proc. zysku. Rząd chciał to zamienić na 50-proc. podatek od zysku. W ostatniej chwili zgodził się na kompromis zaproponowany przez Marka Borowskiego z
SdPl - podatek ma wynieść 12 proc. od przychodu.
Bukmacherzy twierdzili, że 50-proc. podatek zamorduje całą branżę. - Przy 12 proc. nie będzie lekko, ale to lepsze niż 50 proc. - mówi Marek Oleszczuk ze Stowarzyszenia Bukmacherów.
Czy 12 proc. okaże się wystarczająco atrakcyjne dla internetowych firm hazardowych zarejestrowanych za granicą? Dziś w sieci gra kilkaset tysięcy Polaków, firmy reklamują się na koszulkach piłkarskich, a rząd do tej pory chował głowę w piasek. "Dziennik Bałtycki" napisał wczoraj, że własną hazardową stronę zarejestrowaną na Gibraltarze ma nawet ulubiony klub piłkarski premiera - Lechia Gdańsk.
Rząd chce zalegalizować hazard w sieci, ale tylko bukmacherów. Warunek - muszą uzyskać zezwolenie w Polsce oraz zarejestrować w naszym kraju stronę internetową. Wówczas będą mogli sponsorować kluby sportowe tak jak do tej pory. - 12-proc. podatek? To na pewno lepsze niż 50-proc., ale za wcześnie przesądzać, czy się zarejestrujemy w Polsce - mówi menedżer jednej z gibraltarskich firm działających w Polsce.
Wszystko zależy od drugiego projektu ustawy, nad którym pracuje rząd, czyli ograniczenia hazardu w sieci. Strony hazardowe mają być blokowane, ale musi się na to zgodzić Komisja Europejska. - Jeśli się zgodzi i rząd będzie blokował, wtedy rejestracja może się opłacać - przewiduje nasz rozmówca. Uchwalenie drugiej ustawy hazardowej zajmie kilka miesięcy.
Rząd ustąpił też opozycji w sprawie Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych, który tworzy ustawa. Ma pomóc ludziom uzależnionym od gier. Pierwotnie miało do niego wpływać 5 proc. wpływów z dopłat płaconych przez graczy w Lotto, czyli ok. 50 mln zł. Sejmowa komisja przegłosowała 1 proc. Rząd krakowskim targiem zaproponował 3 proc. Do zamknięcia tego wydania "Gazety" nie było wiadomo, którą poprawkę przyjmie Sejm.
Ustawa trafi teraz do Senatu, a jeśli ten nie wprowadzi poprawek, dostanie ją do podpisu prezydent. Na stronach jednego z bukmacherów można nawet obstawić, czy
Lech Kaczyński ją podpisze. Za 1 zł postawiony na weto można wygrać 8 zł.