Wybór Hermana van Rompuya na przewodniczącego Rady UE (tzw. prezydent Unii) i Catherine Ashton na wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa ogłosił ok. godz. 21 przewodniczacy Komisji Europejskiej Jose Manuel Baroso
Van Rompuya będzie pierwszym stałym przewodniczącym Rady Europejskiej na najbliższe dwa i pół roku. Ashton, obecna komisarz KE ds. handlu, będzie szefową unijnej dyplomacji w randze wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej przez kolejne pięć lat.
Premier Szwecji Fredrik Reinfeldt, który przewoodniczy obecnie UE, poinformował, że przywódcy 27 państw wyboru dokonali jednomyślnie. - To był proces oparty na traktacie, przeprowadziłem konsultacje z wszystkimi pozostałymi 26 krajami. Poparliśmy ich jednomyślnie - powiedział Reinfeldt na wspólnej konferencji z Van Rompuyem i Ashton. Dziennikarze powitali parę oklaskami.
Herman Van Rompuy - premier Belgii, poeta haiku, miłośnik wiejskiego życia 62-letni Herman Van Rompuy jest pierwszym kandydatem Belgii na poważne stanowisko w UE, którego nie zablokowali Brytyjczycy. Dlaczego? Van Rompuy wyróżnia się na tle innych polityków Beneluksu znacznie mniejszym zapałem do zamieniania Unii w federację, czego boi się Londyn zazdrosny o swą suwerenność.
Co więcej, Belg uchodzi w swym kraju za "umiarkowanego atlantystę", czyli zwolennika zacieśniana współpracy Europy z
USA.
Van Rompuy nie ma prawie żadnego doświadczenia w polityce międzynarodowej, ale jako dość udany szef rządu Belgii (od 2008 r.) wprawił się w żmudnych mediacjach między politykami z francuskojęzycznej Walonii oraz niderlandzkojęzycznej Flandrii, skąd sam pochodzi.
Jego odejście z rządu Belgii na posadę prezydenta UE najpewniej skaże Brukselę na wielomiesięczny kryzys rządowy, bo Flamandowie i Walonowie nie będą potrafili znaleźć nowego premiera. Jednak mediacyjne umiejętności Belga przydadzą się natomiast w koordynowaniu prac Rady Europejskiej, w której zasiadają przedstawiciele 27 krajów członkowskich.
Van Rompuy jest chadekiem z flamandzkiej partii CD&V. W latach 90. robił karierę w parlamencie Flandrii, potem został deputowanym i przewodniczącym (w 2007 r.) parlamentu całej Belgii. Chadeckim politykiem jest również jego brat, a lewicowa siostra celuje w publicznym szkalowaniu obu braci. - Nie stawiajcie klowna na czele Europy! - ostrzegała przed kilkoma dniami.
Kiedy
Angela Merkel i Nicolas Sarkozy przed trzema tygodniami zapytali Van Rompuy'a, czy chciałby być prezydentem UE, ten wyjechał nad morze z wnukiem i odpoczywał tam, uprawiając medytację zen. Znany ze stoickiego spokoju Belg jest też autorem poezji haiku (pochodzącej z Japonii).
Oto próbka jego twórczości:
*** Wiatr targał włosy
Wieje i dziś, po latach
Żal. Włosów już brak
***
Fale czasu biją w port
Huczą mocno. Już tu są - Herman Van Rompuy Chwalony za pracowitość nawet przez opozycję, ale dba o regularne urlopy i dużo podróżuje. Jest przekonany, że nie można podejmować dobrych decyzji, ciągle pracując, co przysparza mu dość powszechnej sympatii Belgów. - Można być oddanym sprawie publicznej, pozostając panem własnego życia - tłumaczył w jednym z wywiadów.
Europejskie media odgrzebały niedawno jego wypowiedź z 2004 r., która sugeruje zasadniczy sprzeciw wobec przyjęcia Turcji do UE. To jedyny znany kontrowersyjny (czy wyrazisty) pogląd Van Rompuy'a na politykę europejską.
Catherine Ashton - baronowa od wszystkiego Catherine Margaret Ashton zajmowała się w swej karierze politycznej już wieloma sprawami: edukacją, prawami człowieka i handlem międzynarodowym. Europejska dyplomacja to jej kolejne wcielenie.
Prawdziwa kariera 53-letniej Katherin Ashton, polityk której ambicje mieściły się angielskim hrabstwie Hertfordshire, zaczęła się na początku 1999 roku. Wówczas to za rządów Tony'ego Blaira otrzymała z nadania Partii Pracy tytuł szlachecki i dożywotnie parostwo, czyli miejsce w Izbie Lordów. Gdyby jednak nie Gordon Brown zapewne dalej byłaby wiceministrem edukacji, odpowiedzialnym za "pewny start" młodzieży. Nikt nigdy nie wybrałby jej pierwszym szefem unijnej dyplomacji.
To właśnie Brown pod koniec czerwca 2007 roku mianował ją szefową Izby Lordów, co w brytyjskiej tradycji oznacza miejsce wśród ministrów gabinetu. W parlamencie zasłużyła się głównie tym, że całkiem sprawnie "przepchnęła" przezeń traktat z Lizbony, co nie było takie łatwe, gdyż wcześniej Partia Pracy obiecywała, że zorganizuje referendum w sprawie nowego unijnego traktatu.
Po raz kolejny szczęście uśmiechnęło się dla baronowej Ashton z Upholland (tytuł wzięła od miejsca urodzenia) w październiku 2008 roku. Osłabiony wewnętrznymi spiskami Gordon Brown ściągnął do rządu z Brukseli swego wiernego człowieka Petera Mandelsona, zresztą też lorda. Zwolnił się więc fotel komisarza ds. handlu i to właśnie ona go zajęła.
W Brukseli zbierała dobre oceny i szybko zaskarbiła sobie uznanie szefa - Jose Manuela Barroso, choć zajęcie miejsca po jednym z najlepszych i najbardziej widocznych komisarzy jakim był Mandelson wcale nie ułatwiało jej startu. Szybko jednak pokazała, że umie pracować na swoje dobre imię, a niezłe kontakty z Barroso przydadzą się, kiedy jako szefowa dyplomacji UE zostanie jego zastępcą w kolegium komisarzy.
Przy wyborze baronowej Ashton na szefa unijnej dyplomacji nie decydowały jednak nie tylko jej kwalifikacje, elastyczność i sprawność, ale także narodowość i płeć. Wybór wywodzącej się z lewicy kobiety, w dodatku Brytyjki to parafrazując polskie powiedzenie - aż trzy grzybki w barszcz. Od kilku dni w Brukseli, i nie tylko, prowadzona była kampania na rzecz przyznania jednego z wpływowych stanowisk kobiecie. Eksperci przekonywali, że polityk z Wysp na stanowisku szefa dyplomacji UE gwarantuje, że
Wielka Brytania będzie dalej zaangażowana w budowanie wspólnej europejskiej polityki zagranicznej.
Z pierwszych reakcji na Wyspach wynika, że krytyczni wobec kandydatury Blaira konserwatyści nie będą rzucali jej kłód pod nogi. Tak więc choć baronowa nie jest Blairem i na wieść o jej przyjeździe nie zatrzymany zostanie ruch w Pekinie, to zapewne sobie poradzi.