Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Po kilku tygodniach przerwy wczoraj wrócił na wokandę proces Beaty Sawickiej, byłej posłanki PO. Po operacji specjalnej CBA z udziałem słynnego agenta Tomka 1 października 2007 r., tuż przed ostatnimi wyborami, Sawicka wpadła na przyjęciu 50 tys. zł. Według prokuratury to była druga transza (pierwsze 50 tys. zł wzięła 8 września na ławeczce nieopodal Sejmu) łapówki za ustawienie przetargu na sprzedaż działki na Helu. Inny agent, też udający przedsiębiorcę z fikcyjnej, rzekomo amerykańskiej firmy Avantis, dał ukryte w aktówce 150 tys. zł burmistrzowi Helu Mirosławowi Wądołowskiemu. Oboje oskarżeni nie przeczą, że dostali pieniądze, ale nie przyznają się do łapownictwa.
- Liczę, że agent Tomasz i jemu podobni nigdy nikomu takiej krzywdy jak mnie nie wyrządzą - tak oskarżona Sawicka zakończyła wyjaśnienia przed warszawskim sądem 7 października. Wczoraj zaczęli zeznawać świadkowie. Na początek trzy posłanki PO: Ewa Wolak, Bożena Bukiewicz i Aldona Młyńczak. Razem z Sawicką w styczniu 2007 r. zapisały się na kurs dla kandydatów na członków rad nadzorczych spółek skarbu państwa. Na ten sam kurs zapisał się Tomasz Piotrowski, agent CBA udający przedsiębiorcę z branży deweloperskiej.
- Funkcjonariusz chciał się w ten sposób zalegendować - tłumaczył "Gazecie" Andrzej Laskowski, naczelnik wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu, oskarżyciel w procesie. - Ona - dodaje o oskarżonej - starała się ustawić egzamin, do którego kurs przygotowywał i wtedy zapaliło mu się czerwone światełko - zdradza, dlaczego Beatą Sawicką zainteresowało się CBA.
Podobnie opisuje to prok. Rafał Maćkowiak w uzasadnieniu aktu oskarżenia: "
Beata Sawicka podjęła działania zmierzające do "załatwienia" zdania egzaminu organizowanego w Ministerstwie Skarbu". Namawiany do tego miał być prezes firmy organizującej kurs. Ale odmówił.
To wersja sprzeczna z tym, co mówi Sawicka. Agenta-przedsiębiorcę opisywała jako mężczyznę, który jeśli jej nie uwiódł, to co najmniej zafascynował. Postanowił znajomość z kursu kontynuować, a podczas pewnego wieczorku w klubie nawet "przekroczył barierę intymności, mówił jak bardzo mu się podobam, jak bardzo podobają mu się moje kręcone włosy, obsypywał mnie pocałunkami, zaszumiało mi w głowie".
Wczoraj obaj prokuratorzy zaczęli o "ustawianie egzaminu" podpytywać posłanki. Sędzia Marek Celej zapytał: - Co to ma wspólnego ze sprawą? Laskowski wyjaśnił: - Chodzi o inklinacje korupcyjne oskarżonej. Na to sąd: - Oskarżona nie ma takiego zarzutu. - No nie ma - przyznał prokurator i wycofał się z dalszych pytań.
Tymczasem wszystkie przesłuchane kobiety stwierdziły, że "nie zauważyły, by podczas kursu Tomasz utrzymywał bliższe kontakty z Beatą Sawicką". Młyńczak opisywała: - Spokojny, zagubiony, nieśmiały. Bukiewicz: - Dla mnie to był dzieciak. Taki goguś trochę. Poziom intelektualny nie bił z jego oczu. Wolak: - Nie zauważyłam, by był nachalny, natrętny, narzucał się Beacie. Ale po zakończeniu kursu miałam wrażenie, że jest ktoś z boku, kto się nią interesuje. Była szczęśliwa. Myślałam, że to Tomasz.
By odkryć prawdziwe oblicze Tomka, trzeba zatem jeszcze wielu rozpraw.