Będzie nim Stephen Bosworth, od lutego człowiek odpowiedzialny w amerykańskim rządzie za stosunki z Koreą Północną, który ma namawiać komunistyczny reżim pod wodzą Kim Dżong Ila do rozmów o rozbrojeniu. W maju br. Pjongjang przeprowadził drugi test atomowy, a potem ogłosił, że wycofuje się z rozmów o swoim programie jądrowym i wznawia działalność ośrodka nuklearnego w Jongbion.
Oferta Obamy pod adresem Korei Północnej padła w stolicy Korei Południowej po rozmowach z jej prezydentem Li Miung-bakiem, który uważa, że w stosunkach z Pjongjangiem trzeba być twardym.
Obama po raz kolejny pogroził też Iranowi w sprawie jego programu atomowego. Jeśli Teheran nie będzie w tej sprawie współpracował ze wspólnotą międzynarodową, mogą spaść na niego nowe sankcje - stwierdził prezydent
USA.
Wizytą w Seulu Obama zakończył ośmiodniowe tournée po Azji, podczas którego odwiedził Japonię, Singapur (uczestniczył tam w szczycie Organizacji Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku) i
Chiny. Koreańczycy z Południa zgotowali mu gorące powitanie - na trasę jego przejazdu wyszły tysiące ludzi. Prezydenci USA i Korei Południowej podkreślali, że oba kraje będą starały się przyspieszyć ratyfikację dwustronnego układu o wolnym handlu z 2007 r., który napotyka opory zwłaszcza lobbystów w amerykańskim Kongresie.