http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Herbatka z diamentem

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski
2009-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-19 11:14

Na samo hasło "Amway" 99 na 100 znajomych odkłada telefon


Rys. Twożywo
To Amway jeszcze w Polsce istnieje? - pytają znajomi, którym mówimy o przygotowywanym reportażu.

Owszem - istnieje. Pracuje dla niego ponad 50 tys. Polaków - 20 razy więcej, niż zatrudnia Stocznia Gdańsk. Co miesiąc centrum w Pruszkowie przygotowuje i wysyła do polskich domów pół miliona proszków, płynów, kremów i past. Na szczycie wirtualnej góry ludzi i towaru stoi Jacek Taras. Diament. Czterdziestka plus, stalowy garnitur, obywatel świata, czasowo we Wrocławiu. Rozmawiamy w restauracji Art Hotelu. Pan Jacek ciepło wita się z kelnerem, pyta: - Co nowego w pracy? Nam mówi po chwili, że nie życzy sobie rozmowy o bogactwie.

- Jeżeli już, wolę sformułowanie "poczucie bezpieczeństwa" - głos ma cichy, niski, emanujący spokojem, jak cała jego osoba.

Nie chce rozmawiać o spełnianiu marzeń.

- Rozmawiajmy, drodzy panowie, o "realizacji dążeń" - zdanie brzmi jak prośba, ale w ustach pana Jacka zmienia się w polecenie.

- Jakie największe dążenia zrealizował pan w życiu?

- Chciałem być wolny od szefów i od polityków. Dysponować swoim czasem. Mieszkać tam, gdzie chcę, a nie tam, gdzie wydeleguje mnie firma. Rozumiecie, panowie?

- Rozumiemy, panie Jacku.

Jesteśmy maksymalnie ugrzecznieni, bo trzy dni wcześniej w Toruniu wyszła nam ze spotkania cała, z trudem umówiona grupa współpracowników Amwaya. Jeśli nam teraz pan Jacek wstanie i wyjdzie, będzie kłopot.

Państwo są ze mną

Współpracownikom z Torunia nie spodobały się pytania, mimo że zdążyliśmy zadać tylko jedno: - Co państwo robili przed Amwayem?

Pani Beata, aplajnerka (czyli osoba starsza amwayowskim stopniem i stażem), odpowiedziała: - Zanim zaczęłam współpracę z firmą, byłam osobą finansowo zależną, o ograniczonym czasie i ograniczonych możliwościach finansowych.

Pani Małgorzata, dałnlajnerka (młodsza i stażem, i wiekiem, poza tym prześliczna), odpowiedziała: - Byłam kelnerką w restauracji Pałacyk, kiedy moja chrzestna zdradziła mi zasadę, że w dzisiejszych czasach ludzie do 15 zarabiają na chlebek, a po 15 - na szyneczkę. Wtedy...

Zanim piękniejsza z pań zdążyła dokończyć drugie zdanie i zanim dowiedzieliśmy się, co robił przed Amwayem trzeci członek grupy (mąż pani Małgorzaty), aplajnerka przerwała spotkanie: - Jak chcecie mieć dobry artykuł, to dam wam telefon naszego PR-owca.

- My chcemy rozmawiać z wami.

- Ale my już nie chcemy.

- Czymś państwa uraziliśmy?

- Skądże.

- To może jednak porozmawiajmy, skoro już poświęciliście cenny czas i przyszliście...

- My mamy mnóstwo czasu. To jedna z zalet tej pracy.

Źródło: Duży Format
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    100 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':