To będzie test prawdziwych intencji polityków. Czy uzgodnią nominacje ludzi, którzy wzmocnią Unię? Czy też postawią na takich, których głównym atutem będzie niechęć, by cokolwiek zmieniać? Wchodzący w życie 1 grudnia traktat lizboński ustanawia oba te stanowiska, dając UE szansę, by w globalnych kwestiach zaczęła mówić jednym głosem.
Na dzień przed szczytem nie było zgody, kto ma być przewodniczącym Rady Europejskiej, zwanym prezydentem, a kto wysokim przedstawicielem ds. polityki zagranicznej. Wspólnego stanowiska nie mają nawet
Niemcy i Francuzi, którzy zwykle grają wspólnie. Tym razem kanclerz Angela Merkel, o której mówiono, że popiera holenderskiego premiera Jana Petera Balkenendego na prezydenta, milczy jak zaklęta, a prezydent Sarkozy wypowiadał się przychylnie o Tonym Blairze.
- Niemcy i
Francja osiągną porozumienie i będą głosować razem, a nie przeciwko sobie. Wierzę, że zdążymy - mówiła wczoraj Merkel po posiedzeniu niemieckiego rządu.
Ważna stała się Polska. - Do premiera Tuska dzwonili wszyscy liczący się kandydaci, w tym Tony Blair - mówi "Gazecie" minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz. - Mamy poczucie, że jesteśmy w centrum tej
gry.
Stało się tak m.in. dzięki propozycji castingu - zaproponowaliśmy, by w imię demokracji i przejrzystości kandydaci przedstawili przywódcom swe programy. W poniedziałek Polska częściowo wycofała się z tej propozycji - chcemy już tylko castingu na szefa dyplomacji. Ale zdaniem Dowgielewicza dzięki castingowi uzyskaliśmy to, na czym nam zależało: wzmocnienie pozycji szefa unijnego
MSZ. - Musi on być gigantem, człowiekiem rozpoznawalnym na świecie - mówi Dowgielewicz. Prezydent powinien zaś skupiać się na mediacji między członkami UE i czuwać nad pracami UE.
Para belgijski premier Herman Van Rompuy (na prezydenta) i były włoski premier Massimo D'Alema (na szefa dyplomacji) uchodziła do niedawna za najpoważniejszego faworyta. Miłośnik i autor poezji haiku Van Rompuy czeka spokojnie, uprawiając medytację zen. Natomiast stronnicy D'Alemy muszą go bronić przed atakami za niedoskonałą ponoć angielszczyznę oraz komunistyczną przeszłość.Dawne związki D'Alemy z eurokomunizmem wypomniał wczoraj szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.
- Smutne są te lustracyjne zapędy. To oficjalny kandydat Rzymu, więc zgódźcie się, że my uznaliśmy jego życiorys za poprawny - mówi włoski dyplomata.
Wciąż walczy Londyn. Do kuluarowych rozmów wróciła kandydatura Tony'ego Blaira, którego najpierw forsowano na prezydenta, ale teraz trwają przymiarki do powierzenia mu unijnej dyplomacji. Nocny telefon polityka takiego kalibru na pewno poderwie z łóżka prezydenta Baracka Obamę.
W Brukseli spekuluje się też o szansach szefa brytyjskiej dyplomacji Davida Milibanda, fińskiego premiera Mattiego Vanhanena czy też szefa hiszpańskiego MSZ Miguela Moratinosa.
- Co w naszym
CV jest nie w porządku? Nie podobają się nasze chromosomy? - krzyczało wczoraj blisko 30 europosłanek pod siedzibą Rady Europejskiej. Protestowały przeciw nikłym szansom kobiet na nominacje.
- Mam niespełna 24 godziny. Zaczynam znów dzwonić do 26 krajów. Może uda się coś ustalić - mówił wczoraj wieczorem Fredrik Reinfeldt, premier Szwecji kierującej obecnie pracami UE.