http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Haneke - wściekły i podstępny Austriak

Tadeusz Sobolewski
2009-11-18, ostatnia aktualizacja 2009-11-18 15:01

Byli Antonioni i Bergman, teraz jest Michael Haneke. Od piątku w kinach jego najnowszy film "Biała wstążka". Dostał za niego Złotą Palmę w Cannes

Austriacki reżyser z otrzymaną główną nagrodą festiwalu w Cannes
Fot. Matt Sayles AP
Austriacki reżyser z otrzymaną główną nagrodą festiwalu w Cannes
Przewodnicząca jury Isabelle Huppert gratuluje zwycięstwa Michaelowi Haneke
Fot. REGIS DUVIGNAU REUTERS
Przewodnicząca jury Isabelle Huppert gratuluje zwycięstwa Michaelowi Haneke
Filmy Michaela Hanekego - reżysera intelektualisty, miłego starszego pana, bywają tak dotkliwe, że niektóre z nich nadają się tylko do jednokrotnego oglądania. Wim Wenders nie dotrwał do końca canneńskiej projekcji "Funny Games". "On jest chory!" - usłyszałem po festiwalowym pokazie "Pianistki".

Błędne rozpoznanie. Haneke przypomina raczej lekarza patologa, który bada choroby cywilizacji, stawiając widza obok siebie, w roli współuczestnika eksperymentu. "Życzę państwu niemiłego wieczoru" - zapowiadał swój film "Ukryte" na festiwalu w Londynie.

Tegoroczna Złota Palma w Cannes za "Białą wstążkę" przypieczętowała jego pozycję w kinie, choć już wcześniej był gotów do odebrania tej najwyższej filmowej nagrody. Po odejściu wielkich europejskich reżyserów-autorów: Bergmana, Bunuela, Antonioniego, Felliniego oraz ich młodszych spadkobierców - Tarkowskiego, Kieślowskiego, wydawało się, że kino nie będzie już w stanie zdobyć się na tak indywidualny ton, tak przenikliwą ironię, dystans wobec rzeczywistości i wobec samego siebie. Jednak gdy ogląda się "Białą wstążkę", wydaje się, że jest to adaptacja jakiejś wielkiej powieści w rodzaju "Biesów" Dostojewskiego lub "Doktora Faustusa" Manna. Jednak za tym filmem stoi sam Haneke. Swoimi filmami pisze "europejską powieść". Przeprowadza wielką krytykę współczesności, sięgając - jak w "Białej wstążce" - do jej korzeni.

Cały portret Hanekego w czwartek w "Dużym Formacie"

Haneke dla "Gazety"

Mariola Wiktor: Spośród pełnych przemocy filmów ostatniego festiwalu w Cannes bezkrwawa "Biała wstążka" przerażała najbardziej

Michael Haneke: Przemoc nie musi być makabryczną jatką, by paraliżować widza strachem. Ja w ogóle we wszystkich moich filmach staram się uciekać od dosłowności. Wolę uruchamiać wyobraźnię widza. Nawet w opisywanych zwykle jako wyjątkowo okrutne "Funny Games" nie ma sceny mordu synka pary bohaterów. Staram się bardziej koncentrować na psychicznych torturach ofiar przemocy niż na samych jej aktach.

W "Białej wstążce" pokazuje pan, jak doszło do tego, że z dzieci wychowywanych w protestanckich przyzwoitych, dbających o dyscyplinę i dobre maniery rodzinach niemieckich tuż przed wybuchem I wojny światowej rodzi się chłodne emocjonalnie, obojętne na zło, okrutne społeczeństwo. To ono poddało się nazistowskiej propagandzie i ideologii.

Bo to właśnie takimi ludźmi najłatwiej jest manipulować. Te dzieci, które w moim filmie mają po 10-13 lat, osiągnęły dojrzałość w okresie formowania się faszyzmu w Niemczech.

Narrator w postaci głosu z offu mówi na początku filmu: "Dziś trudno uwierzyć, że ta historia zdarzyła się naprawdę". Ale ja rozmawiałem z wieloma ludźmi - żyjącymi jeszcze świadkami i ofiarami tego systemu. Przestudiowałem sporo książek o metodach wychowawczych, które w tym okresie upowszechniano.

Cały wywiad z reżyserem oraz recenzja filmu już jutro w "Gazecie" i "DF"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':