Dotąd były to projekty założeń, dopiero w ubiegłym miesiącu przybrały status założeń. Ciągle jednak nie ma choćby projektów ustaw. Czemu przygotowania do reformy szkolnictwa wyższego trwają tak długo? Minister nauki
Barbara Kudrycka nie kryje, że trudno porozumieć się ze środowiskiem. Najpierw naraziła się profesurze, bo chciała zlikwidować habilitację jako stopień naukowy. Argument minister: habilitacja to zbędna bariera w karierze naukowej, zwłaszcza dla młodych naukowców blokowanych przez starą kadrę, która broni stanowisk. Argumenty naukowców: habilitacja to jedyna bariera chroniąca naukę i uczelniane stanowiska przed napływem niedokształconych doktorów.
Tę batalię Kudrycka przegrała - najwięksi polscy humaniści interweniowali u premiera. Tusk publicznie poparł swoją minister, ale w końcu Kudrycka tylko poprawiła habilitacyjną procedurę.
Jej następne propozycje gromadzą tylu zwolenników, ilu przeciwników. Może dlatego, że po pierwszej awanturze Kudrycka przyjęła taktykę drobnych kroczków. Na razie chce:
- dofinansować najlepsze wydziały lub konsorcja wydziałów (w programie wyborczym PO były to "uczelnie flagowe"). Za dobre naukowe wyniki dorzuci im po 20 mln rocznie: na kadrę, wyższe stypendia, zagraniczne wykłady. Kto się załapie? Na to kluczowe pytanie nie ma odpowiedzi. Dobra wiadomość jest taka, że resort będzie wybierać i z uczelni państwowych, i z prywatnych; -ograniczyć wieloetatowość na uczelniach: naukowcy będą mogli pracować maksymalnie na dwóch etatach;
- ograniczyć darmowe studiowanie na wielu kierunkach - student ma mieć prawo do jednych darmowych studiów, pozostałe będą płatne;
- państwo ma żyrować kredyty najuboższym studentom.
Eksperci mówią, że to wciąż za mało. Nawet ci, którzy na zlecenie ministerstwa przygotowują właśnie strategię szkolnictwa wyższego do 2020 r. Ich zdaniem celem nadrzędnym powinno być: zrównanie w prawach uczelni publicznych z prywatnymi oraz rozpoczęcie poważnych prac nad wprowadzeniem współodpłatności studentów za
studia.