- Napieralski obawiał się, że start Cimoszewicza podważy jego pozycję jako lidera partii - mówią w
SLD.
Zarząd SLD we wrześniu zobowiązał Napieralskiego, że wysonduje, czy Jolanta Kwaśniewska i Włodzimierz Cimoszewicz są zainteresowani startem w wyborach prezydenckich z listy SLD. Z Kwaśniewską Napieralski porozmawiał we wrześniu. Usłyszał "nie".
W lipcowym sondażu "Gazety" w drugiej turze Kwaśniewska pokonała i Lecha Kaczyńskiego, i Donalda Tuska.
Z Cimoszewiczem, który błyszczy w sondażach (drugie, trzecie miejsce) Napieralski nawet się nie spotkał. Szef SLD wygadał się z tym w wywiadzie dla "Gazety".
Pytany, dlaczego chce, by Cimoszewicz kandydował w barwach SLD, skoro jest tak krytyczny i wobec samego Napieralskiego, i SLD, odparł: - Skończmy z tym mitem: Nigdy nie mówiłem, że będę Cimoszewicza namawiał, by startował na prezydenta. I nie namawiałem go do tego.
Napieralski nie wykonał więc prośby zarządu SLD.
Wicemarszałek Sejmu
Jerzy Szmajdziński broni Napieralskiego: - Chodziło o to, by wysondować, czy Cimoszewicz będzie kandydować. Zanim się spotkał z Napieralskim, powiedział, że nie. Więc sonda nie miałaby sensu.
Ale i Kwaśniewska konsekwentnie odmawia startu w wyborach, a z nią Napieralski się spotkał.
O co więc chodzi?
Tłumaczy jeden ze "starych" działaczy Sojuszu: - Bo w przypadku Kwaśniewskiej nie było ryzyka. Napieralski wiedział od Kwaśniewskiego, że ona odmówi. A nawet gdyby się zgodziła, to nie ma ambicji przejąć SLD. Takie ambicje ma Cimoszewicz i nawet gdyby wybory prezydenckie przegrał, ale dostał 20-30 proc., to stałby się niekwestionowanym liderem Sojuszu. Napieralski musiałby odejść, bo o takim poparciu może tylko pomarzyć.
Rzecznik SLD Tomasz Kalita: - Zarząd nie zobowiązał Grzegorza Napieralskiego do rozmów z Kwaśniewską i Cimoszewiczem, to była taka luźna umowa, że będzie z nimi rozmawiał. Ale potem Cimoszewicz parokrotnie publicznie odmówił startu, więc spotkanie stało się bezcelowe. A z Kwaśniewską Napieralski spotkał się przy okazji kongresu kobiet lewicy.