"Tak! Dla POlskiej wsi" i "
Platforma Obywatelska Rozwój Obszarów Wiejskich" - pod tymi hasłami partia Donalda Tuska chce w najbliższych wyborach zdobyć głosy wiejskiego elektoratu. Wielki objazd kraju, podczas którego posłowie PO będą się spotykać z rolnikami, już się rozpoczął.
16 listopada, wieczór. Wyremontowana remiza w podlubelskiej Niedrzwicy. Na sali ponad sto osób. Głównie starsi. Choć gorąco, nie zdejmują palt, kufajek i kurtek. Za prezydialnym stołem: poseł Janusz Palikot, wicewojewoda lubelski Henryka Strojnowska, członek zarządu województwa Marek Flasiński i poseł Wojciech Wilk. Za ich plecami nowy "chłopski" baner Platformy w zielonym kolorze. Kto chce, dostaje partyjne gadżety.
- Nie będę udawał, że znam się na sprawach rolnych, ani mówił, co nam się udało w ciągu tych dwóch lat. Chcemy się dowiedzieć, czego oczekujecie przez następne dwa lata - zaczyna Palikot. Ale po chwili zaczyna mówić o sukcesach rządu, wykorzystaniu środków unijnych,
Euro 2012 i traktacie lizbońskim.
- Cudów nie ma, ale kto wam da lepszą gwarancję na postęp?
SLD, PiS? - pytał.
Gdy poseł zaczął wreszcie wyliczać, ile zbudowano boisk "orlików", sala się zbuntowała. Chłopi przeszli do konkretów.
- Co mi tu pan będzie o "orlikach"? Nam pocztę zlikwidowali, a do najbliższej jest 20 kilometrów - grzmiał jeden z rolników.
- W skupie za tonę owsa płacą tylko 260 zł. W mojej wsi ludzie zaczynają palić zbożem w piecach, bo za dwie tony owsa można kupić tylko tonę węgla - rzucił ktoś inny z sali.
Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Po chwili milczenia poseł znalazł radę: - Nie możecie myśleć w kategoriach sprzedaży owsa, soku czy mleka. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wyprodukuje taniej. Przecież z nadwyżki możecie zrobić destylat alkoholu i go sprzedać? Tak jest na Zachodzie.
Na sali osłupienie.
- Pędzenie bimbru w całej wsi? Czy oni normalni są? - dziwił się pan Bronek w przetartej bejsbolówce. - To całe gadanie o kant dupy można by potłuc - macha ręką zaczepiony.
- Ja to się nawet nie spodziewałam, że oni coś wiedzą o wsi. Przyjechałam zobaczyć Palikota, czy będzie ubrany na różowo - dorzuciła siedząca obok pani Kazimiera.
Ale Palikot osiągnął swoje. Rolnicy ucichli, zastanawiając się nad wizją wszechobecnego pędzenia. Poseł wykorzystał chwilę konsternacji i obiecał złożenie projektu ustawy, która zezwoli na produkcję pewnych ilości alkoholu bez akcyzy: - To będzie kontrowersyjne. Jednak nie mam zahamowań. Państwo zobaczycie, czy ktoś ten projekt poprze w Sejmie - kończy.
Te słowa rozładowały napięcie i ze spotkania wszyscy wychodzili w radosnym nastroju. Przemyśleniami ze spotkania Janusz Palikot podzielił się wczoraj w swoim blogu.
"Na ogół to wyborcy potrzebują takich spotkań, ale tym razem to ja miałem korzyść! Widziałem znów, jak fantastycznie się jednak Polska zmienia. Warto rozmawiać na wsi" - napisał.
Ze spotkania zadowolony jest także współpracownik posła Piotr Sawicki. Był w przeszłości w
PSL, mieszka na wsi. - Na spotkanie w Niedrzwicy przyszła wiejska inteligencja. Było dużo merytorycznych pytań - uważa.
Lubelszczyzna w wiejskiej kampanii PO idzie na pierwszy ogień, bo Janusz Palikot jest jednym z pomysłodawców przekonywania mieszkańców wsi do programu PO. Niedługo podobne spotkania zaczną się na Podlasiu - 22 listopada tamtejsi politycy PO odwiedzą okolice Augustowa. Platforma zapowiada, że będzie prowadzić "merytoryczną dyskusję".
- Chcemy powalczyć o wiejski elektorat, bo tylko 10 proc. lokalnej ludności to rolnicy - zapowiedział w rozmowie z "Gazetą" Palikot.
Co o poczynaniach koalicjanta sądzą ludowcy?
Wiceprzewodniczący klubu PSL w parlamencie Franciszek Stefaniuk kpi: - Rolników do pędzenia bimbru namawiać nie trzeba.
A Stanisław Żelichowski, szef klubu PSL, pytany przez nas niedawno, czy ludowcy nie boją się konkurencji na wsi, zastrzega: - O ile nie będzie brudnych chwytów, to każda konkurencja jest dobra.
- A co z twardym wiejskim elektoratem?
Żelichowski: - PO chce wziąć wieś, a my już wygrywamy w dużych miastach.
I daje przykład Olsztyna, gdzie w ostatnich wyborach prezydenckich PSL wygrało z PO.