http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tony Blair wraca do unijnej gry

Tomasz Bielecki, Bruksela, Jacek Pawlicki
2009-11-18, ostatnia aktualizacja 2009-11-17 19:02

Przywódcy krajów UE mają coraz większe kłopoty z wyborem unijnego prezydenta i szefa dyplomacji. - Mamy czas. Traktat lizboński, który tworzy te urzędy, wchodzi w życie dopiero 1 grudnia - tłumaczył wczoraj szef polskiego MSZ Radosław Sikorski.

Tony Blair
Fot. Bela Szandelszky / AP
Tony Blair
Wybór stałego przewodniczącego Rady Europejskiej (przywódców krajów UE) oraz szefa unijnej dyplomacji będzie jedynym tematem czwartkowego szczytu w Brukseli. Szwedzi, kierujący teraz pracami Unii, zakładali, że na kilka dni przed szczytem w zakulisowych konsultacjach uda się wyłonić murowanych faworytów na oba fotele. Ale się nie udało.

Jest za to coraz więcej kandydatów, a niektórzy politycy, jak Sikorski, sugerują, że szczyt może nie przynieść rozstrzygnięć. Polsce, zdaniem brukselskich dyplomatów, udało się już przeforsować postulat, aby w sprawie obu urzędów Rada Europejska przeprowadziła formalne głosowanie (obowiązuje zasada większości dwóch trzecich głosów). Osłabia to znaczenie kuluarowych uzgodnień ponad głowami słabszych państw.

Wciąż też upieramy się, aby urządzić casting na szefa dyplomacji - przedstawić Radzie Europejskiej kilku kandydatów, którzy przed głosowaniem będą musieli zaprezentować swój program. - Idzie w naszą stronę. Polski pomysł podoba się tu coraz bardziej - mówił wczoraj Sikorski w Brukseli.

Choć za najważniejszego kandydata na prezydenta uchodzi wciąż belgijski premier Herman van Rompuy, to ponoć ciągły brak porozumienia między Paryżem i Berlinem, które zwykle grają pierwsze skrzypce na szczytach, grozi zawaleniem się wszelkich prognozowanych scenariuszy.

Dlatego Londyn przystąpił wczoraj do nowej ofensywy na rzecz Tony'ego Blaira. Zdaniem brytyjskich mediów premier Gordon Brown spędzi następne 48 godzin na rozmowach telefonicznych z przywódcami liczących się krajów, w tym Polski. I będzie ich przekonywał do poparcia - wydawało się, że już spalonej - kandydatury Blaira na prezydenta Unii.

Nominacja centrolewicowego Blaira wywróciłaby nieformalne porozumienia między głównymi frakcjami politycznymi w Brukseli - zgodnie z nimi prezydentem miałby być chadek, a szefem dyplomacji - lewicowiec związany z frakcją socjalistów (należą do niej laburzyści Browna i Blaira).

Według brytyjskich mediów Blair miałby jednak szanse, jeśli szefem dyplomacji zostałby polityk centroprawicy, np. minister spraw zagranicznych Szwecji Carl Bildt bądź uznawany za czarnego konia szef MSZ Włoch Franco Frattini (zamiast oficjalnego włoskiego kandydata, lewicowca Massima D'Alemy).

Unijni dyplomaci twierdzą jednak, że ofensywa Browna na rzecz Blaira może być zasłoną dymną, za którą Brytyjczycy chcą przepchnąć innego kandydata - np. b. unijnego komisarza Petera Mandelsona - na stanowisko szefa MSZ.

Szef dyplomacji będzie też wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej i dlatego musi go zatwierdzić Parlament Europejski. Spora część europosłów jest szczególnie wyczulona na punkcie równowagi płci we władzach Unii i dlatego lobbują, aby jedną z dwóch posad oddać kobiecie. Gotowość do kierowania pracami UE zgłosiła już była łotewska prezydent Vaira Vike-Freiberga.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':