Medioznawcy zapowiadają, że przyszłość rozrywki należeć będzie do telewizji interaktywnej, w której będziemy mogli wpływać m.in. na kształt programów. W Polsce już podejmowano takie próby. W latach 2005-08 TVP eksperymentowała z programem iTVP, a Grupa TVN miała w swojej ofercie kanał TVN Gra nadający audycje interaktywne (zamknięty w 2008 r. z powodu nierentowności). Dzisiaj w ofercie kablówek jest kilka takich kanałów (m.in. zdominowana przez wróżki Ezo TV czy muzyczna 4fun.tv), a każda większa stacja prywatna ma swoje programy call-tv, czyli telegry na żywo, do których dzwoni się na wizji. Na razie są ramówkowymi zapychaczami, choć mają swoje gwiazdy, fanów i drugie życie w internecie.
Dla przeciętnego widza są namiastką hazardu - chodzi o to, czy skuszony łatwym zarobkiem trafi na tzw. otwartą linię. Magiczne hasło oznacza, że tylko jedną z kilkuset uruchomionych w danym momencie linii telefonicznych przypisanych do numeru możemy połączyć się ze studiem. O tym, czy dać taką szansę (oraz komu i kiedy), decyduje organizator zabawy. W call-tv tzw. zrealizowane połączenie (koszt prawie 4 zł) ma miejsce już wtedy, gdy gracz zostanie przejęty przez system obsługi połączeń - bez względu na to, czy trafi do studia i poda odpowiedź. Chętnych jest wielu, bo pieniądze do wygrania są duże (od kilkuset do kilku tysięcy złotych), zadania banalnie proste, a otwarta linia cały czas wydaje się wolna. Wystarczy wykręcić numer, odczytać np. lustrzane odbicie słowa "kino" i można zgarnąć 1,5 tys. zł.
W tym interaktywnym teście na inteligencję Polacy układają rzeczowniki z kilku pokazanych na planszy liter, podają czteroliterowe słowa, w których trzy litery już wyświetlono, lub znajdują różnicę między obrazkami. Z tym że rozwiązaniami czasami okazują się słowa, których nie ma, lub wyrazy z błędami.
Programy interaktywne nadawane są w różnych porach, np. "Wielka wygrana" w Polsacie o godz. 7.15 (średnia oglądalność - 104 tys. widzów wg AGB Nielsen Media Research), "Granie na śniadanie" w TVN o godz. 7.00 (74 tys. widzów), "Salon gry" w TVN o godz. 11.35 (190 tys. widzów) i "Dziewczyny fortuny" w TV 4 o 14.15 (42 tys. widzów).
Prawdziwe gwiazdy interaktywnych programów objawiają się dopiero nocą. Dla cierpiących na bezsenność Polsat ma "Nagrodę gwarantowaną" (po 2 w nocy - 111 tys. widzów), która zastąpiła "Dziewczyny w bikini", interaktywną zabawę pełniącą raczej rolę softerotycznej linii niż konkursu audiotele. Tak jak poranne programy są namiastką hazardu, programy nocne to tańszy substytut sekstelefonu. Prym w tego typu rozrywce wiedzie TVN-owskie "Nocne granie" (po 1 w nocy, oglądane średnio przez 93 tys. widzów), gdzie przed fototapetą z niebiańską plażą nieskomplikowanymi zagadkami nęcą skąpo odziane prezenterki. Zdarza się, że panowie wpuszczani na antenę układają tam z liter np. słowo "pipka". Gwiazdą programu jest Kasia Janus, której sławę buduje głównie YouTube. Na niewybredne propozycje ze słodkim uśmiechem odpowiada: "Bardzo bym chciała, ale po programie".
"Nocne granie", w którym nadużywane są słowa "ch ", "k " czy "p ",, reklamowane jest na oficjalnej stronie stacji jako m.in. "ćwiczenie szarych komórek". Może dlatego jest nadawane z żółtym trójkącikiem jako dozwolone już od lat 12.
Rozmowa z Wojciechem Pijanowskim*
Donata Subbotko: Zadam panu pytanie, które padło w jednym z teleturniejów interaktywnych: co leży w szufladzie?
Wojciech Pijanowski: Długopis?
Pudło, prawidłowa odpowiedź to: kanapki. Dlaczego programy takie jak "Wielka gra", "Miliard w rozumie" czy "Koło fortuny" zastąpiły teleturnieje na takim poziomie?
- To nie są teleturnieje ani nawet gry, bo w grze musi być jakaś strategia. To konkursy losowe - jakbym trafił w odpowiedź, że w szufladzie leżą kanapki, tobym wygrał - o ile bym się dodzwonił. Dla stacji emitujących takie audiotele to czysty biznes.
W nocy te programy zamieniają się w sekslinie z roznegliżowanymi prowadzącymi. Kiedyś teleturnieje prowadzili np. Stanisława Ryster czy Kazimiera Szczuka. Pan - oprócz wprowadzania na polski rynek różnych telewizyjnych zabaw - był gospodarzem "Koła fortuny". Jakie dziś trzeba mieć do tego predyspozycje?
- Gdybym ja angażował kogoś do prowadzenia teleturnieju, to patrzyłbym, jak mówi, czy nie krzyczy, jaką ma wiedzę i jak reaguje w trudnych sytuacjach.
Na przykład w takich, kiedy na antenie padają wulgarne, seksistowskie teksty?
- Na przykład takich. Ale mamy wolny rynek, cenzury nie ma.
Uczestnicy tych gier - skuszeni obietnicą łatwego zarobku - wykręcają numer audiotele i płacą za połączenie, nawet jeśli nie dodzwonili się do studia.
- Otwarta linia chyba polega na tym, że jak organizator konkursu zbierze wystarczająco dużo pieniędzy - od np. 50 osób - to naciska guzik, że wpuszczamy gracza, który może podać prawidłową odpowiedź. Ja takich rzeczy nigdy nie robiłem. W Wielkiej Brytanii prawo zabrania organizowania konkursów, w których płacisz za wykręcenie numeru i czekasz, aż trafisz na otwartą linię. Może nie jest to oszustwo, ale na pewno nie jest to fair.
U nas organizatorzy zastrzegają w regulaminach, że mają prawo otwierać linię w zależności od m.in. "dramaturgii programu".
- A co to znaczy "dramaturgia programu"? Zasady udziału w grze powinny być jasne. Ludzie dzwonią, bo widzą na ekranie łatwe zagadki i duże kwoty do wygrania. Można jeszcze zaakceptować odgadywankę typu: masz 64 obrazki, wskaż trzy, które się różnią od pozostałych. Są jednak konkursy, które obrażają inteligencję widzów - nawet tych, którzy inteligencji nie mają. No bo jak wpaść na to, że w szufladzie leży kanapka? To wyciąganie pieniędzy.
To przyszłość telewizyjnej rozrywki?
- Nie sądzę. Był taki kanał TVN Gra oparty na tego typu zabawach - i już go nie ma. Teraz konkursy audiotele rozproszyły się po różnych stacjach, ale też pewnie padną - ludzie nie dadzą się długo nabijać w butelkę.
*autor telewizyjnych teleturniejów i konkursów, który na początku lat 90. wprowadził na polski rynek m.in. "Koło fortuny"
W 1991 roku administracja prezydenta George'a Busha seniora rozważała zatrudnienie Steve'a Jobsa. FBI sprawdziło wtedy dokładnie Jobsa, a teraz upubliczniło tamte informacje
Nawet niektórzy demokraci nie zgadzają się z rozporządzeniem prezydenta Baracka Obamy, które zmusza pracodawców do zapewnienia pracownikom darmowej antykoncepcji