O to, przed jakim urzędem homoseksualiści będą mogli zawierać związki, w łonie rządzącej w Wiedniu wielkiej koalicji toczyła się ostra walka. Socjaldemokraci chcieli, by tak jak w przypadku klasycznych małżeństw były to urzędy stanu cywilnego i żeby zawarciu związku towarzyszyła odpowiednia ceremonia. Podobny postulat wysuwały środowiska gejowskie. Chadecja stanęła wówczas okoniem, a negocjowana od wiosny ustawa o związkach partnerskich stanęła na ostrzu noża.
- Na urzędy stanu cywilnego nie było w naszej partii zgody - tłumaczyła chadecka szefowa MSW Maria Fekter. Nieoficjalnie chadecy tłumaczyli, że muszą jakoś udowodnić wyborcom, że absolutnie nie zrównali związków homoseksualnych z klasycznymi małżeństwami.
Przedwczoraj osiągnięto kompromis: związki będą zawierane przed burmistrzami lub starostami, którzy będą prowadzili ich rejestr. Zawarcie formalnego związku pozwoli partnerom m.in. dziedziczyć po sobie czy wspólnie korzystać ze świadczeń socjalnych. Gdyby związek z jakichś przyczyn się rozpadł, jednej z jego stron ma przysługiwać prawo do alimentów.
Homoseksualiści nie będą mogli wspólnie wychowywać dzieci.
Gdy ogłoszono zawarcie kompromisu, politycy mieli jednak kwaśne miny. - Poszliśmy na bardzo duże ustępstwa - komentował wicekanclerz i szef chadecji Josef Pröll. Socjaldemokraci mówili zaś o niedokończonym dziele.
Nowe przepisy natychmiast znalazły się pod ostrzałem organizacji gejowskich, które uznały, że dają parom homoseksualnym za mało przywilejów. - Te przepisy nie są ani odpowiednie, ani potrzebne - oburzył się z kolei arcybiskup Wiednia kardynał Christoph Schönborn.