http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sztokholmski żydożerca

Jacek Pawlicki
2009-11-18, ostatnia aktualizacja 2009-11-17 16:51

Jeszcze dwa lata temu był żywym przykładem cudów, jakie z imigrantów muzułmanów czyni szwedzka polityka integracji i wielokulturowości. Dziś zakłada partię, która połączyć ma tych wszystkich, którzy nienawidzą Izraela

34-letni Mohamed Omar wygląda jak młody zachodni intelektualista: modnie przycięta bródka, łagodny wyraz twarzy, aksamitne spojrzenie. A jednak ten do niedawna umiarkowany muzułmanin i poeta zmienił się w ciągu kilku miesięcy w zapiekłego żydożercę i islamskiego ekstremistę.

- Zakładam nową partię, która skupi się nie tylko na kwestiach islamskich, ale i na antysyjonizmie, by dotrzeć do jak najszerszych kręgów - ogłosił kilka tygodni temu Omar w szwedzkim radiu. Do swej partii zaprosił nie tylko muzułmańskich radykałów, ale także neonazistów, lewaków i prawicowych ekstremistów - wszystkich, których łączy nienawiść do Izraela. - Syjoniści są zagrożeniem. To oni zbierają pieniądze dla izraelskiej machiny śmierci, to za ich pieniądze palone są dzieci - mówi.

Omar został walczącym antysyjonistą po izraelskiej operacji w Strefie Gazy w drugiej połowie 2008 r., w której zginęło także wielu cywili. W artykule dla jednej z gazet z początku roku pisał: "Po ostatniej rzezi nie wytrzymałem. Czułem się zmuszony zająć publiczne stanowisko. I zdecydowałem się poprzeć islamskie ruchy oporu - Hamas i Hezbollah". Choć mają one krew niewinnych ludzi na rękach, Omar uznaje je za "prawdziwy wybór ludu muzułmańskiego". - Jako demokrata muszę szanować wybór ludu - tłumaczy.

Nie zawsze jednak tak pojmował demokrację. Urodził się w 1976 r. w Uppsali z matki Szwedki i ojca Kenijczyka jako Jonas Mohamed Omar. W wieku 16 lat nawrócił się na islam i pozbył się chrześcijańskiego imienia Jonas, ale jeszcze przed 30. rokiem życia zaczął uchodzić za rzecznika umiarkowanych muzułmanów. W 2005 r. odkrył go rząd socjaldemokratów Gorana Perssona. 30-letni wówczas Mohamed Omar stał się żywym przykładem cudów, jakie czyni szwedzka polityka integracji i wielokulturowości.

Jako redaktor umiarkowanego muzułmańskiego magazynu "Minaret" Omar, poeta i rozchwytywany komentator, opowiadał się za dialogiem między muzułmanami i Szwedami. Kiedy latem 2007 r. w lokalnym dzienniku "Nerikes Allehanda" ukazały się rysunki Larsa Vilksa przedstawiające głowę Mahometa na ciele psa, w świecie szwedzkich muzułmanów zawrzało. Omar nawoływał wtedy do spokoju i przeciwstawiał się demonstracjom.

Jednak cztery lata po namaszczeniu go przez lewicę na "idealnego szwedzkiego muzułmanina" Omar stał się antywzorem. Odstraszył od siebie dawnych współpracowników i sojuszników.

- Stał się ekstremistą doprawionym szczyptą islamu, ale w żaden sposób nie reprezentuje islamu - mówi o dawnym koledze Abd al Haqq Kielan, redaktor naczelny jednego z muzułmańskich magazynów.

Eksperci podejrzewają, że drogą Mohameda pójdzie wielu szwedzkich muzułmanów. W 8,8-mln Szwecji mieszka ok. 400 tys. muzułmanów - najwięcej z Iranu, Turcji i Bośni. Mieszkają głównie w dużych miastach albo w podmiejskich gettach, takich jak Rosengard pod Malmö, gdzie 86 proc. mieszkańców szarych wieżowców to wyznawcy Allaha.

Mimo miliardów wydanych na ich integrację i polityki wspierania muzułmańskich organizacji szwedzcy muzułmanie wciąż nie czują się Szwedami. Muzułmańska Rada Szwecji domaga się uznania muzułmańskich świąt za dni wolne i nauki religii dla muzułmanów prowadzonej przez imamów w szkołach publicznych.

Wśród przedstawicieli drugiego pokolenia imigrantów z krajów muzułmańskich rośnie frustracja i poczucie odrzucenia. Bezrobocie wśród młodych szwedzkich muzułmanów jest od 4 do 10 razy wyższe niż wśród szwedzkich rówieśników.

Pierwszym dzwonkiem alarmowym były zamieszki młodych muzułmanów z Rosengard, które wybuchły w grudniu 2008 r. po eksmisji jednego z muzułmańskich stowarzyszeń kulturalnych. "Przemiana" Omara pokazuje, że źle zaczyna się dziać nie tylko w gettach, ale i w muzułmańskich elitach.

Nic więc dziwnego, że w Szwecji coraz głośniej jest o radykalnych muzułmanach, którzy pod płaszczykiem islamskiej działalności kulturalnej werbują w meczetach młodych do dżihadu w Somalii, Afganistanie czy Iraku.

Ostatnio szwedzki wywiad zdemaskował ośrodek rekrutacyjny, który działał w centrum kultury i rekreacji przy meczecie w muzułmańskim blokowisku Rinkeby pod Sztokholmem. 30-letni instruktor zachęcał tam młodych muzułmanów do tego, by zaciągali się do grupy religijnych fanatyków z Somalii Al-Szabad.

Magnus Ranstrop, szwedzki ekspert do spraw terroryzmu, uważa, że w Szwecji działają setki takich dżihadystów. Szwedzi czują podskórnie, że coś jest nie tak. 57 proc. społeczeństwa uważa, że muzułmański fundamentalizm jest zagrożeniem dla Szwecji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 33 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':