"Aiza attalak wa..." - "Chcę się rozwieść i..." - to pisany w egipskim dialekcie dowcipny blog, a Mutalakat, czyli Rozwiedzione, to wywodzące się z niego internetowe
radio założone niedawno przez młodą rozwódkę Mahasin Sabir.
Mahasin nie wygląda na buntowniczkę: jest religijna, włosy zakrywa muzułmańską chustą, ale w swoim
radiu nie boi się poruszać tematów, które jeszcze niedawno wywołałyby rumieniec wstydu na twarzy każdej Egipcjanki.
- Kiedy dziewczyna mówi tutaj, że chce rozwodu, wszyscy patrzą na nią, jakby oszalała - mówiła niedawno w egipskiej telewizji. - Najwyższy czas głośno powiedzieć: macie prawo to robić! Myślę, że ludzie cieszą się, że mówię o problemach, z którymi zmagają się na co dzień.
Zmagania, o których opowiada Mahasin, to małżeńskie kłopoty młodych Egipcjan. Statystyki są bezlitosne: z roku na rok lawinowo rośnie liczba rozwodów, co może dziwić w społeczeństwie, gdzie małżeństwo ciągle uchodzi za szczyt marzeń każdej dziewczyny, seks pozamałżeński jest absolutnie zakazany, a stara panna czy rozwódka to synonim życiowej nieudacznicy.
Islam dopuszcza rozwód, ale tylko w ostateczności, a prorok Mahomet nauczał, że z rzeczy dopuszczalnych właśnie ta jest najbardziej nienawistna Bogu. Mimo to w Egipcie rozpada się dzisiaj prawie 40 proc. małżeństw, co jest absolutnym rekordem w świecie arabskim. Większość z powodu zdrad, kłopotów łóżkowych, przemocy i braku pieniędzy.
Według egipskiego
GUS w 2008 r. liczba rozwodów wzrosła o 8,4 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Coraz częściej rozwodu domagają się kobiety, które dopiero w 2000 r. dostały do tego prawo.
Jednak dla Egipcjanek, podobnie jak dla większości Arabek, rozwód to zwykle prawdziwy koszmar. Muzułmanin rozwodzi się z żoną błyskawicznie przez trzykrotne stwierdzenie: "Jesteś rozwiedziona". Gdy żona chce odejść, musi złożyć w sądzie pozew o rozwód, dobrze go uzasadniając (mąż ją bije, nie utrzymuje jej, jest bezpłodny albo wziął drugą żonę bez jej zgody). W dodatku jeśli rozwód jest pomysłem kobiety, musi się ona zrzec pieniędzy, które dostała od męża w prezencie ślubnym.
Nawet jeśli sędzia przychyli się do jej prośby, mąż może w nieskończoność odwoływać się od wyroku, co często ciągnie się latami. Mahasin zaczęła pisać swojego bloga właśnie po trwającej kilka lat rozwodowej batalii, którą ostatecznie przegrała - musiała sowicie opłacić męża, żeby odpuścił.
Nie tylko Mahasin już nie boi się poruszać tematów tabu. Rekordową popularnością cieszyły się nadawane regularnie do niedawna telewizyjne programy Heby Kutb, seksuolog z dwoma doktoratami, która wytrwale przekonuje Egipcjan, że przyczyną 80 proc. egipskich rozwodów są problemy z seksem. - Wmawiamy Egipcjankom, że seks to brudna i męska sprawa, a potem oczekujemy, że będą dobrymi, szczęśliwymi żonami. Przecież to bzdura - przekonuje.
Władze nigdy nie próbowały jej cenzurować, pewnie dlatego, że Heba jest przykładną muzułmanką, zakrywa włosy chustą, a na poparcie swoich teorii przy każdej okazji przytacza zasady islamu.
Uczyć na błędach próbuje też Amani at Tunsi, która założyła w internecie radio Banat wa Bas, czyli Tylko Dziewczyny, gdzie mówi o codziennych problemach młodych Egipcjanek, jak brak wolności, przemoc, napastowanie seksualne na ulicach. - Kiedy byłam mała, a mój brat był dla mnie niegrzeczny, zawsze słyszałam od rodziców: jest chłopcem, ma do tego prawo. Najwyższy czas zmienić takie myślenie! - przekonuje w panarabskiej gazecie "Al-Szark Al-Awsat".
Łatwo nie będzie. W zeszłym roku farmaceutka i blogerka Ghada Abd Al-Al wywołała burzę wydając książkę "Aiza itgawwiz" czyli "Chcę wyjść za mąż", w której bezlitośnie wyśmiała bezpardonowe sposoby, w jakie Egipcjanie swatają córki. Opisuje m.in. dziesięciu kandydatów przyprowadzonych jej przez rodzinę: jeden przyszedł z dwiema żonami, drugi przerwał wizytę, by obejrzeć mecz, trzeci - policjant - prześwietlił gruntownie całą rodzinę. - Jestem gotowa wyjść za jakikolwiek żyjący organizm wielokomórkowy, który wreszcie zdejmie mnie z tego małżeńskiego okna wystawowego - żaliła się na swoim blogu.