Przez dwa lata
Grzegorz Schetyna jako wicepremier był wsparciem dla Donalda Tuska. Razem z Michałem Bonim pomagał gasić pożary (np. protesty celników), poganiał ministrów, egzekwował ustawy czy budżetowe oszczędności. Mimo to Tusk go zdymisjonował w efekcie sprawy hazardowego lobbingu i przeniósł do Sejmu na szefa klubu PO.
Schetyna nie zdążył dokończyć kilku kluczowych projektów. Na plus można mu zaliczyć, że zbudował w resorcie sprawny zespół wiceministrów do rozwiązywania bieżących problemów i uspokoił atmosferę w służbach mundurowych. Sukcesem było powołanie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które sprawnie koordynowało działania służb podczas niedawnych powodzi na południu Polski. Za Schetyny
MSWiA rozpoczęło też program modernizacji dróg lokalnych, na co zrzucają się rząd i samorządy. W tym roku udało się wyremontować 2700 km "schetynówek". Ale to niespełna 1 proc. wszystkich dróg.
Schetyna ambitnie zabrał się do reformowania emerytur mundurowych. Ale złagodził kształt reformy pod presją związkowców, których poparł prezydent. Rząd prawdopodobnie odpuści tę sprawę przed wyborami prezydenckimi, zwłaszcza że nieudolnie przeprowadzona kampania informacyjna w sprawie reformy systemu emerytalnego w służbach mundurowych sprawiła, że liczące ok. 140 tys. funkcjonariuszy (
policja, Straż Graniczna, BOR) środowisko jest przekonane, że chodzi po prostu o odebranie przywilejów. Z kolei spowodowane cięciami budżetowymi wstrzymanie ustawy nad modernizacją policji skutkuje rosnącym zadłużeniem poszczególnych jednostek. Komendy terenowe zalegają z płatnościami za prąd i materiały biurowe. Niektóre walczą, by nie wkroczył do nich komornik. Policja jest też zadłużona u swoich funkcjonariuszy, którym zalega z wypłatami dodatków m. in. za dojazdy do pracy. Pogarszająca się sytuacja finansowa policji wpływa na stan bezpieczeństwa i nastroje wśród funkcjonariuszy, którym rządy
PiS kojarzą się z podwyżkami płac, a rządy PO - z odbieraniem świadczeń i kłopotami materialnymi. Na grudzień
policyjne związki zawodowe zapowiadają demonstrację pod kancelarią premiera.
Schetynie nie udało się też wprowadzić ustawy metropolitalnej, która miała ułatwić życie mieszkańcom wielkich aglomeracji. Nie zdołano wypracować kompromisu, kto ma rządzić w metropoliach - prezydenci miast czy marszałkowie. Fiaskiem zakończył się również sztandarowy pomysł Tuska - zniesienia obowiązkowego meldunku. Po kilku miesiącach prac w MSWiA okazało się, że będzie to możliwe dopiero w 2014 r., bo trzeba zmienić kilka ustaw.