Rząd Tuska w sondażach wypada słabiej, niż PO w sondażach partyjnych. Wyjaśnienia tego paradoksu szuka się w słabości opozycji - ludzie mają wprawdzie dość premiera Tuska, ale nie chcą premiera Kaczyńskiego czy Napieralskiego.
Jest w tym coś, ale to nie wszystko. Gdy porówna się notowania Tuska za pierwsze dwa lata z ocenami jego poprzedników, widać, że liderowi PO udała się rzecz w Polsce niesłychana. Wciąż więcej ludzi go chwali, niż krytykuje.
• Krzywa Tuska przypomina nieco krzywą
Jerzego Buzka, ale on utrzymał popularność przez półtora roku. Katastrofa zaczęła się, gdy w styczniu 1999 r. weszły w życie reformy: edukacji, zdrowia, ubezpieczeń społecznych i administracji. Kamieniem u szyi Buzka okazała się zwłaszcza reforma służby zdrowia. Rok po jej wprowadzeniu krytykowało ją prawie 60 proc. Polaków.
Koszty reform ponosił rząd i partie go tworzące. Po dwóch latach AWS spadł z 34 do 20 proc., a Unia Wolności - z 13 do 10 proc. Prowadził wówczas
SLD, który z 27 proc. w wyborach 1997 r. urósł do 31 proc.
Co było dalej? Trzęsienie sceny. Rząd tracił do końca kadencji, AWS i UW zniknęły w wyborach 2001 r. SLD zdobył 41 proc., z gruzów wyłoniły się partie nowe: PO,
Samoobrona, PiS i
LPR.
Po latach Polacy dopisali pointę tej historii. Buzek bił rekordy popularności w wyborach europejskich, a dziś jest powszechnie szanowanym szefem europarlamentu.
• Wróćmy jednak do jesieni 2001 r., gdy SLD był u szczytu potęgi. Prezydentem od sześciu lat był
Aleksander Kwaśniewski, premierem został
Leszek Miller, a Sojusz po wyborach doszedł do 45 proc. popularności.
Ale już po miesiącu zwolenników rządu ubyło z 50 do 36 proc. Potem były miesiące stagnacji, gdy chwalących i atakujących było mniej więcej po równo.
Rok 2002 był gospodarczo słaby, ale perspektywy na 2003 r. - lepsze. W sondażach SLD utrzymywał przewagę nad rozdrobnioną opozycją. Negocjacje z UE szły nieźle. Nic nie zapowiadało apokalipsy.
W grudniu 2002 r. "Gazeta" opublikowała zapis rozmowy Lwa Rywina z Adamem Michnikiem. Dalszy ciąg znamy - grupa trzymająca władzę, serial komisji śledczej. I Miller powtarzający, że afery nie ma, choć dla milionów było oczywiste, że jest.
Od początku 2003 r. rząd i SLD topniały w oczach. W listopadzie 2003 r., na dwulecie rządu Millera, PO pierwszy raz wyprzedziła SLD. Sojusz tracił dalej, by w wyborach 2005 r. osiągnąć 11 proc. głosów.
• Wtedy niespodziewanie wygrał PiS. Jeszcze większą niespodzianką było fiasko rozmów koalicyjnych z PO. Premierem został kochający kamery
Kazimierz Marcinkiewicz.
To był okres koniunktury gospodarczej. PiS zrazu nie dopuścił do władzy LPR i Samoobrony, a ekipa PR-rowska pracowała nie gorzej niż platformerska. Sielanka się skończyła, gdy Andrzej Lepper i
Roman Giertych weszli do rządu, a Marcinkiewicz został z niego usunięty.
Premierem został
Jarosław Kaczyński i jako jedyny od początku miał więcej przeciwników niż zwolenników. Ale jego oceny okazały się odporne na wstrząsy. Polaryzacja sceny osiągnęła pełnię - poparcie dla rządu było identyczne jak dla PiS. Przeciwników było jednak znacznie więcej i kolejne wybory wyraźnie wygrała PO.
I od tej pory Tusk się trzyma. Półżartem można powiedzieć, że wyciągnął wnioski z doświadczeń poprzedników - nie przesadza z reformami (Buzek), nie udaje, że nie ma kryzysu politycznego (Miller). Przed nim jeszcze operacja wymiany premiera. No, chyba że jednak nie wystartuje na prezydenta.
Wszystkie dane za CBOS