http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rząd: Rządzą i bronią

Waldemar Kuczyński
2009-11-17, ostatnia aktualizacja 2009-11-16 20:17

Głosując na PO, wyborcy dali jej prawo do prowadzenia innej polityki niż tej z czasów IV RP, ale także do obrony przed powtórką PiS-owskich porządków.

Premier powinien pamiętać, że obrońcy przed PiS-em nie zwalnia się z dobrego rządzenia. Na zdjęciu z 2009 r.: Donald Tusk i prezes PiS Jarosław Kaczyński w Sejmie
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Premier powinien pamiętać, że obrońcy przed PiS-em nie zwalnia się z dobrego...
Sposób oceny koalicji i rządu Donalda Tuska nie może być taki sam, jak ekip, które rządziły przez pierwsze 15 lat. Przez cały tamten czas na scenie politycznej liczyły się tylko partie uznające Trzecią Rzeczpospolitą. Nie było silnej partii chcącej zastąpić ją inną Rzeczpospolitą, nie było partii antyustrojowej. W ocenianiu żadnego rządu nie musiało się więc uwzględniać tego, że zagradza drogę do władzy partii wrogiej ustrojowi. Wystarczało rozliczać rządy tylko z zapowiedzi wyborczych i prowadzonej polityki.

Rząd broniący

Tę prostotę ocen zmienił rok 2005, gdy powstała koalicja pod przewodem PiS, a prezydentem został jej działacz. Potężną władzę zdobyła właśnie siła wroga istniejącemu ładowi i wyrażającej go konstytucji. Jej projekt zwany Czwartą Rzeczpospolitą oznaczałby przejście od ustroju z rozdziałem władzy do ustroju o władzy skoncentrowanej, wręcz osobistej. Do ustroju, który na czoło stawia państwo, a nie jednostkę, w którym siła państwa dominuje nad prawami obywatela. Inaczej mówiąc, do ustroju o autorytarnych cechach i ciążeniu. Wystarczyły dwa lata dla pokazania takiego oblicza IV RP i groźnego kierunku, w jakim dążyła.

Głosując na Platformę Obywatelską, wyborcy dali jej prawo do prowadzenia innej polityki, ale także do obrony przed powtórką PiS-owskich porządków. O tym trzeba pamiętać, oceniając rząd. Tę dwoistość widać w opinii publicznej. Rząd jest oceniany za bieżące rządzenie i zbiera noty niższe, niż dominująca w nim Platforma. Ją ocenia się głównie jako tamę przed powrotem do władzy partii Kaczyńskich, i ocenia się dobrze. Dwa lata wolności od PiS-owskiej władzy są nadal dla prawie połowy Polaków wartością, która uzasadnia popieranie PO, mimo rosnących pretensji do rządu i premiera.

Rząd rządzący

Popieranie Platformy, mimo pogarszania się opinii o rządzie, może jeszcze trwać jako efekt "zaszczepienia" ludzi przeciwko IV RP, ale nawet najlepsza szczepionka może nawalić. Partia Donalda Tuska i on sam powinni pamiętać, że obrońcy przed PiS-em nie zwalnia się z dobrego rządzenia.

Ta rola nie usprawiedliwia wstrzymywania trudnych działań w obawie, że PiS wykorzysta je do atakowania rządu, bądź że nie warto ich zaczynać, bo zostaną utrącone przez weto PiS-owskiego prezydenta. Nie może też ona osłabiać czujności w wykrywaniu gangren w kręgach władzy i w partii, która rządzi. Jak długo istnieje zagrożenie powtórką IV RP, tak długo ochrona przed nią jest priorytetem, ale on nie będzie zrealizowany bez dobrego rządzenia.

Po dwu latach obraz rządu oglądany od tej strony nie wygląda źle, ale i nie wygląda super. Wielkim plusem jest poprawa klimatu politycznego w porównaniu z tym za rządu PiS, a także wyjątkowa harmonia w koalicji. Bardzo pozytywna jest zmiana obrazu Polski i jej znaczenia w Unii Europejskiej. Poprawiono niepotrzebnie napięte stosunki z Rosją. Dobrze wykorzystywane są środki unijne. Wyraźnie lepiej idzie budowa autostrad. To samo można powiedzieć o przygotowaniach do Euro 2012. Doskonale rozwija się program "orlików". Zakończono brzemienny w duże koszty konflikt z Eureko. Ograniczono wcześniejsze emerytury, trochę poprawiono KRUS, oddzielono prokuraturę od ministra sprawiedliwości, wyjęto CBA z rąk PiS, wyszliśmy z Iraku, zniesiono pobór do wojska, rozpoczęto uzawodowienie armii itd. Polska przechodzi przez światowy kryzys ekonomiczny wyjątkowo dobrze, także dzięki niepanicznej i nieszastającej groszem polityce rządu.

Negatywem jest brak perspektywy na następne dwa lata - takiej, by można powiedzieć, że wiemy, co chce rząd. Niepokoi wychodzenie z pomysłami pod wpływem impulsu (kastracja, przyjęcie euro w 2012 roku, wojna hazardowa), co wygląda na miotanie się. Odłogiem leży reforma emerytur mundurowych, służby zdrowia, naprawa finansów publicznych. Mimo działania komisji śledczych niezałatwiona jest sprawa rzetelnego sprawdzenia praworządności i konstytucyjności działania władzy PiS.

Nie robię natomiast PO zarzutów z braku reform ustrojowych zapowiadanych przed wyborami. W czasie kampanii partia mówi, co zrobiłaby, rządząc sama, a potem rządzi z kimś, kto ma inne zdanie i część jej programu staje się niewykonalna. To jest ogólna słabość rozliczania z przedwyborczych zapowiedzi. Wytykanie Platformie, że nie zlikwidowała KRUS, nie wprowadziła podatku liniowego, jednomandatowych okręgów i ordynacji większościowej nie ma sensu. Platforma nie dostała od wyborców władzy, która by pozwoliła jej to zrobić.

Inaczej jest z odrzucaniem weta prezydenta. Oczywiste było po wyborach, że możliwości reform będą małe, jeśli nie dojdzie do współpracy, a nawet nieformalnego porozumienia koalicji, z SLD. Platforma powinna dbać o stosunki z Sojuszem i przyjmować rozwiązania kompromisowe, np. w reformie służby zdrowia. Niestety, jej uprzedzenia wobec SLD, a nawet tchórzostwo przed oskarżeniami PiS o bratanie się z postkomuną tę drogę zaprzepaściły. Na dodatek swoją arogancją, jaskrawą przy ustawie medialnej, pchnęła SLD ku opozycyjności o stylu i treści zbieżnej z polityką PiS. Skutkiem jest między innymi pisyzacja mediów publicznych, co PO odczuje w kampanii prezydenckiej.

Jak wyjść z klinczu?

Klinczowy stan, gdy trzeba rządzić i zarazem trzymać z dala od władzy autorytarną siłę, poprawi, po pierwsze, odejście Lecha Kaczyńskiego i niewybranie na urząd prezydenta innego polityka IV RP. W Pałacu powinna zamieszkać osoba uznająca państwo, które tworzymy od 1989 roku, i jego konstytucję. Inaczej Polsce realnej nadal podkładał będzie nogi prezydent Polski wydumanej.

Usunięcie tej patologii nie wymaga, by na prezydenta wybrano Tuska czy polityka Platformy. Nawet lepiej, gdyby wybrano osobę spoza niej, a w każdym razie nie lidera. Lider partii ulegnie pokusie rządzenia za rząd, wypaczając tym ustrój konstytucyjny.

Po drugie, poprawiłoby sytuację także powstanie ustrojowo bezpiecznego zmiennika lub koalicjanta dla Platformy, z którym dałoby się ustalić program zawierający sprawy leżące odłogiem. Jeżeli to się nie stanie, to ogromna część wyborców niechcących PiS u władzy skazana będzie na PO, a PO - na mało reformatorskie PSL.

Teoretycznie, choć wątpię, czy praktycznie, jest i wyjście trzecie - danie Platformie w najbliższych wyborach parlamentarnych możliwość samodzielnego rządzenia. Trzeba jednak pamiętać, że demokracja i wolność nie czują się pewnie przy władzy zmonopolizowanej, nawet jeżeli jest to władza miłości.



Waldemar Kuczyński ekonomista, publicysta, działacz opozycji demokratycznej. Po 1989 r. minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i główny doradca ekonomiczny premiera Jerzego Buzka

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':