Kopenhaga nie zakończy się sukcesem, bo
USA i
Chiny nie potrafią - na razie - zobowiązać się do wdrożenia konkretnych redukcji emisji CO2.
Unia Europejska, ze swoim celem 20-procentowej redukcji do 2020 r. pozostanie osamotniona, i w związku z tym przestaje jej zależeć na dodatkowym wysiłku, w tym m.in. finansowaniu specjalnego funduszu pomocowego dla państw rozwijających się - takie są konkluzje weekendowego spotkania przywódców państw Pacyfiku i Azji w Singapurze. Informuje o tym z Brukseli mój redakcyjny kolega, Tomek Bielecki
Przegrana bitwa.
Na
forum pod tekstem. aż zaroiło się od wpisów. Najgłośniej krzyczą oczywiście ci, którzy przekonują, że żadnego globalnego ocieplenia nie ma. I że fiasko negocjacji to wielkie zwycięstwo rozsądku nad "ekoterrorystami", "lewakami", głupimi dziennikarzami, oszołomami itp.
Takich radykałów przekonywać nie zamierzam, jak ktoś chce żyć w swoim uproszczonym świecie, w którym fakty (dowiedzione badaniami naukowymi) nic nie znaczą - to proszę bardzo. Już od dawna wiadomo, że na forach internetowych (nie moderowanych), najgłośniejsza jest głupota, zacietrzewienie. Słynnego cytatu z Lema chyba nie trzeba powtarzać.
Bardziej martwią inne głosy: osób, które nie odrzucają a priori fakty groźnych zmian klimatycznych, ale które twierdzą, cytuję: "Bo UE będzie wypruwać sobie żyły a Chiny,
Indie i USA będą miały to głęboko w pompie. Skrajna naiwnością jest uważanie ze Chiny i Indie się podpiszą, nawet jak podpiszą, to że będą się tego ściśle trzymać".
Zła to filozofia. Podstawa idiotycznego myślenia "inni kradną, więc mnie też wolno" - jest oparta na trzech, błędnych założeniach.
Po pierwsze, błędem jest myślenie, że od tego co zrobi Europa, nic tak naprawdę nie zależy. Otóż nieprawda. Właśnie dlatego, że Europa COŚ robi i myśli o położeniu pieniędzy na stół, niektóre kraje - ważne dla świata - powoli, ale w końcu zmieniają nastawienie. Nie dalej jak w piątek
Brazylia (główna potęga gospodarcza Ameryki Południowej) ogłosiła, że w ciągu najbliższych dekad zredukuje emisje CO2 o 36 - 39 proc. Oznacza to, że Brazylijczycy będą musieli zatrzymać niemal całkowicie wyrąb amazońskich lasów - co na pewno odbije się finansową czkawką. Ale chcą to zrobić - bo Europa (w tym konkretnym przypadku, francuski prezydent Nicolas Sarkozy) wystarczająco ich zachęciła. (patrz
Konferencja prezydenta Brazylii w Paryżu ).
Po drugie, błędne jest założenie, że Chiny i Indie nic nie robią. Tak się składa, że np. Chiny inwestują więcej w energetykę odnawialną i nuklearną niż cała Europa Środkowa razem wzięta. Owszem, emisje CO2 dramatycznie w Chinach rosną - ale mogłyby rosnąć znacznie szybciej. Można mieć milion zastrzeżeń do władz chińskich, ale jednego odmówić nie można: patrzą w perspektywie dłuższej niż czteroletni cykl wyborczy. Chcą zagwarantować mocarstwowość Państwa Środka na wieki i wiedzą, że muszą też zabezpieczyć środowisko naturalne. Bo inaczej nie będzie na czym tego mocarstwa robić.
Po trzecie, błędne jest twierdzenie, że konkretne redukcje emisje CO2 w UE muszą doprowadzić do spadku konkurencyjności gospodarki europejskiej. Otóż niekoniecznie: raz, że Europa ma doskonałe narzędzia w ręku, żeby gospodarki bronić (podatek węglowy, cła na zewnętrznych granicach). Dwa, że zmniejszenie emisji CO2 oznacza zmniejszenie energochłonności, ergo - zmniejszenie uzależnienia od zewnętrznych dostaw surowców energetycznych i przestawienie się na "własne" i niewyczerpalne źródła energii. Tego ostatniego wszyscy w Europie, zwłaszcza w Polsce, powinniśmy sobie chyba życzyć?
Więcej na
BlogUE