Chiny to najważniejszy przystanek w azjatyckiej podróży prezydenta
USA. Zdaniem Obamy. Przemawiając do studentów prezydent mówił, że wolność i swoboda uczestnictwa w życiu politycznym są to wartości uniwersalne, które powinny być dostępne dla wszystkich.
Obama dodał, że walka z niewolnictwem i brakiem równouprawnienia kobiet i mniejszości w Stanach Zjednoczonych była trudna, ale udało się je przezwyciężyć, ponieważ jego naród trzymał się wartości, na których został utworzony. Zaznaczył jednak wyraźnie, że USA nie chcą narzucać formy rządów innym narodom, ale nie będą również milczeć.
Zdaniem obserwatorów wystąpienie Obamy zawierało zarówno pochwałę dla chińskich tradycji, jak i mocne słowa pod adresem kluczowego partnera handlowego. Chińskie władze są bowiem wyjątkowo czułe na punkcie krytyki czy też mieszania się w wewnętrzne sprawy. Dlatego też jak informowały wcześniej amerykańskie media Obama nie wspomni raczej o problemach w Tybiecie, gdzie ponad rok temu
policja i wojsko brutalnie rozprawiły się z manifestantami.
Obama zapewniał, że ma nadzieję, iż stosunki między Pekinem a Waszyngtonem poprawią się. Jego zdaniem powiązania handlowe ułatwiły zmniejszenie napięcia między oboma krajami.
- W przeszłości jasno stwierdziłem, że USA popierają politykę jednych Chin. Nie chcemy zmieniać tej polityki ani tego podejścia - zapewniał. Nie chciał jednak odpowiedzieć na pytanie dotyczące sprzedaży broni na
Tajwan. Waszyngton w 1979 roku przeniósł uznanie dyplomatyczne z Tajpej do Pekinu, jednak pozostaje głównym dostawcą broni na Tajwan.
Zdaniem Obamy niewiele globalnych wyzwań można rozwiązać bez współpracy amerykańsko-chińskiej. Prezydent USA zapowiedział, że zarówno Waszyngton, jak i Pekin muszą podjąć "przełomowe kroki" w walce z globalnymi zmianami klimatycznymi.